Rh+
Tomasz Gałuszka OP
WWW, czyli kryminologia dominikańska, cz. 3
W 1262 roku wobec swego „www” stanęli również dominikanie z krakowskiego klasztoru. Skrót ten jednak nie odnosił się wówczas angielskiego wyrażenia „World Wide Web”, lecz krył w sobie trzy arcysłowiańskie imiona: Wisław, Wacław i Władysław.
Nazwani byli nimi trzej bracia – zarówno wedle pochodzenia, jak i złożonej w Zakonie Kaznodziejskim profesji zakonnej. Na scenie historii pierwszy raz zjawili się za życia św. Jacka, gdy z jego rąk przyjęli dominikański habit. Drugi raz całą trójkę widzimy w Wielkim Tygodniu 1262 roku, w trakcie przyjmowania przez nich Komunii świętej. W Wielki Czwartek jeszcze żyli. W Wielki Piątek Kraków obiegła szokująca wiadomość, iż u dominikanów znaleziono martwe ciała trzech braci: Wisława, Wacława i Władysława. Żadnych śladów zbrodni, żadnych świadków. Wielki skandal i do tego w tak nieodpowiednim momencie. Jeszcze przed wieczorną liturgią Męki Pańskiej zwołano u dominikanów kapitułę całego klasztoru i po krótkiej dyskusji wystosowano oficjalny komunikat: „Ponieważ bracia W. W. W. zmarli po przyjęciu Komunii świętej, należy domniemywać, że przyczyną ich nagłej śmierci był jakiś grzech śmiertelny, w który cała trójka popadła w nieznanych okolicznościach”. Wyjaśnienie łatwe i naiwne. Braci zawinięto w całuny, pomodlono się nad nimi pośpiesznie, a następnie już bez oficjów odprawiania uroczystych egzekwii pochowano w miejscu dla nich właściwym, to znaczy z dala od klasztornego cmentarza, pod płotem. I na tym koniec? Bynajmniej.
Kilkaset lat później, jak opisuje nasz czołowy historyk Abraham Bzowski (1567–1637), gdy pamięć o naszych nieszczęśnikach już dawno się zatarła, jednemu z braci z krakowskiej wspólnoty kilkakrotnie śnił się powtarzający się sen: trzej dominikanie prowadzili go do miejsca swego wiecznego spoczynku, które – ku zdumieniu opowiadającego – znajdowało się poza cmentarzem. Mówili o wielkiej niesprawiedliwości, jaka ich spotkała, i prosili o stosowna interwencję u przeora. Brat zainterweniował, a przeor zarządził weryfikację tej wizji. Wynik był zaskakujący: we wskazanym miejscu rzeczywiście znaleziono trzy szkielety. I znowu Kraków obiegła niezwykła wiadomość, iż u dominikanów znaleziono święte relikwie trzech braci. Pogrzeb był uroczysty, a bracia spoczęli w specjalnym grobowcu znajdującym się wewnątrz kościoła. I to był drugi, choć nie ostatni pogrzeb naszych bohaterów.
Po pożarze w 1850 roku w nieznanych okolicznościach szczątki braci zostały złożone do mosiężnej trumienki i tymczasowo umieszczone w zakrystii. Tak na marginesie wspomnę tylko, że bracia mieli doskonałe towarzystwo – druga znajdująca się w zakrystii trumienka zawierała kości biskupa Iwona Odrowąża. Owe „tymczasowo” trwało zaś ponad siedemdziesiąt lat, aż w latach 20. XX w. sprawą trumienek zainteresował się sam biskup krakowski, książę Adam Sapieha. Przeprowadził on kanonicze rozpoznanie kości biskupa i trzech dominikanów i nakazał godnie ich pochować. Iwo, czczony jeszcze w XIX wieku jako błogosławiony, spoczął w grobowcu przy południowej ścianie prezbiterium. Dla braci zaś znaleziono inne, bardziej dyskretne miejsce: spoczęli w kaplicy Matki Boże Różańcowej, w towarzystwie Teofili i Marka Sobieskich. Tam, przy kamiennych balaskach po lewej stronie ołtarza, znajduje się w posadzce prosta i prawie niewidoczna płyta z napisem: „Tres fratres Ord<inis> Pr<aedicatorum>”. Sprawdźcie sami.
Sprawa tajemniczej śmierci Wisława, Wacława i Władysława nadal pozostaje nierozwiązana. Bez wątpienia jest to jedna z największych zagadek kryminologii dominikańskiej.
+ A teraz na uspokojenie adwentowa opowieść sprzed ponad siedmiuset lat szczególnie dla tych, którzy chcą dołączyć do naszego Zakonu: „Dwaj studenci w Paryżu codziennie odmawiali oficjum ku czci błogosławionej Dziewicy. Jeden z nich miał zamiar wstąpić do zakonu Braci Kaznodziejów i często namawiał do tego towarzysza. Gdy zatem pewnego dnia odmawiali nieszpory ku czci błogosławionej Dziewicy, nagle ten, który nie miał zamiaru wstępować do zakonu, poruszony wielką pobożnością, wybuchnął takim płaczem, że nie mógł się uspokoić. W tej pobożności poczuł, że serce jego zmieniło się najlepsze i po skończonym oficjum powiedział do swego towarzysza: „Odtąd już nie będę ci się sprzeciwiał, ponieważ wejdę do tej dobrej grupy, do której mnie tylekroć zapraszałeś”. Zgodziwszy się więc tej samej nocy poszli na jutrznię do kościoła większego błogosławionej Maryi. Była to zaś druga niedziela adwentu. Gdy więc pobożnie wysłuchali jutrzni, rozmawiali między sobą, co ich najbardziej dotknęło. Jeden powiedział „Najbardziej poruszyło mnie wyjaśnienie błogosławionego Grzegorza słów ewangelii: «Będą znaki»”. A drugi rzekł: „Ja zaś doznałem wielkiego pocieszenia i poruszyły mnie słowa responsorium: Przyjdźcie, wstąpimy na górę Boga Jakuba. Wydaje mi się, że Pan zaprasza nas, abyśmy wstąpili do domu świętego Jakuba, który jest domem Bożym położonym na górze”. Wstąpili więc i prowadzili święte życie”. (Gerard de Fracheto, Vitae fratrum, IV, 10, V).
« powrót
2 komentarze
-
2010-12-17
Tomasz
Re: Iwo Odrowąż
Salve, rzeczywiście płyta i nagrobek w południowej ścianie prezbiterium jest grobem bp Iwona, tam... » -
2010-12-10
angelos
Iwo Odrowąż
To ta płyta jest rzeczywistym grobem Biskupa, a nie tylko pozostałym epitafium? Co w trumience z... »
Joanna, choć fikcyjna, wciąż realnie uwodzi, podbija i omamia wyobraźnie.
Wobec takich kaznodziejów nasz dominikanin zaproponował dość oryginalne rozwiązanie – karę śmierci.
... więcej »Dominikanie, jako jedni z pierwszych, stworzyli profesjonalny podręcznik wychowania dzieci. Był on europejskim bestsellerem przez kilka stuleci.
... więcej »św. Dominik nigdy, a to nigdy nie był: inkwizytorem, założycielem średniowiecznej inkwizycji papieskiej, nie przewodził torturom, obrzędom auto-da-fé, polowaniu na czarownice i paleniu na stosie. I kropka.
Mikołaj Kopernik używał swego pavimentum do oglądania nieba. Podobnie czynił św. Dominik.
... więcej »
















