Menu
 
Fotoreportaże
 
 

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter z informacjami o nowościach kliknij przycisk:
kontynuuj Kontynuuj

Rozmiar czcionki: A A A RSS

Rh+
Tomasz Gałuszka OP

22.01.2011 17:42

Misja krwi, czyli kryminologia dominikańska, cz. 4

Nie można powiedzieć, by śmierć  św. Dominika nastąpiła z przyczyn wyłącznie naturalnych, a bracia jedynie pobożnie i biernie przyglądali się odchodzeniu swego założyciela.



Sprawdzony przepis na udane dzieło: wystarczy jeden człowiek, który spełni przynajmniej 5 warunków: 1) będzie realistą z głową wizjonera; 2) będzie przekonany o słuszności dzieła w 101 procentach; 3) będzie gotowy przenosić góry a nawet całe łańcuchy piętrzących się problemów i przeciwności; 4) zrezygnuje ze swojego czasu a nawet zdrowia; 5) zachowa spokój do końca. A jeżeli dzieło ma na dodatek przetrwać wieki, należy dodać szósty warunek: ewentualny śmiałek musi być zaangażowany i walczyć do ostatniej kropli krwi. Warunek ten rozumiem dosłownie.

Dotychczas myślałem, że św. Dominik umarł z głównie z przepracowania i zmęczenia, które z pewnością spotęgowane było upałami, jakie w sierpniu 1221 roku nawiedziły Bolonię i okolice. Czyli że odszedł w sposób raczej naturalny: Dominik nacieszył się stosunkowo długim życiem na tej ziemi, założył zakon zupełnie inny niż wszystkie dotychczas powstałe, zaopatrzył go w stosowne przepisy prawne, no i wreszcie znalazł ludzi, którym mógł przekazać stery władzy. Bez wątpienia doskonale spełniał pięć z wymienionych wyżej warunków.

Niedawno, prowadząc badania nad okolicznościami śmierci naszego założyciela, zauważyłem, że spełnił on również szósty warunek. Po pamiętnym piątku 6 sierpnia 1221 r. w celi św. Dominika pozostały liczne ślady krwi. Proszę jednak nie oczekiwać medialnej sensacji: hipotezę morderstwa świętego należy z pewnością wykluczyć, choć nie można powiedzieć, by śmierć Dominika nastąpiła z przyczyn wyłącznie naturalnych, a bracia jedynie  pobożnie i biernie przyglądali się odchodzeniu swego przełożonego. 

Analizując ostatnie dni i godziny św. Dominika, skupiamy zwykle cała uwagę na dwóch ważnych momentach. Po pierwsze pokolenia historyków zastanawiały się nad zdumiewającym i kompletnie niehagiograficznym faux pas św. Dominika. Wyznał on bowiem wtedy, co relacjonuje Jordan z Saksonii: „moje serce bardziej lgnęło do rozmów z kobietami młodymi, niż ze starszymi”. Gafa założyciela została szybko zauważona przez zatroskanych współbraci i już w 1242 r. kapituła generalna nakazała usunąć ten fragment z oficjalnych biografii Dominika. Po drugie ważnym i godnym przebadania momentem była wzruszająca deklaracja Dominika, że będzie dla nich „bardziej pożyteczny po śmierci, niż za życia”. Te słowa stały się podstawą powstałego dwadzieścia lat później tekstu responsorium O spem miram (O przedziwną nadzieję), śpiewanego przez dominikanów do dnia dzisiejszego. Jednak w czasie, gdy wszyscy modlili się i wpatrywali w twarz odchodzącego Dominika, a sekretarze notowali wzniosłe nauki mistrza, swoje obowiązki wykonywał tam również inny brat, który zjawił się przy łóżku umierającego w zgoła innym celu. Jego zadaniem było ulżenie choremu za pomocą środków uznawanych wówczas za odpowiednie.

Jordan z Saksonii w swojej Książeczce wspomina, że Dominik w ostatnich miesiącach swego życia cierpiał na jakąś chorobę. Niektórzy przypuszczają, iż chodziło o problemy gastryczne, lecz nie wiadomo, czy tak było rzeczywiście. Pewne jest natomiast, że przed samą śmiercią Dominik cierpiał na wysoką gorączkę i upływ krwi. Ów upływ krwi prawdopodobnie nie był jednak spowodowany bezpośrednio chorobą, lecz wynikał z zaordynowania przez klasztornego cyrulika-infirmarza terapii stosowanej powszechnie w średniowieczu zarówno w przypadkach zwykłego podwyższenia temperatury, nadciśnienia jak i licznych innych dolegliwości, mianowicie missio sanguinis – puszczania krwi.

W XIII wieku ten sposób leczenia nie tylko nie budził żadnych kontrowersji, ale był wprost zalecany jako środek profilaktyczny, prowadzący do oczyszczenia organizmu ze starej, zużytej krwi, regulacji czterech humorów (flegmy, czarnej i żółtej żółci, no i samej krwi) oraz do poprawy ogólnego stanu pacjenta. Wszystkie te zalety sprawiły, że w 1220 roku, w trakcie pierwszej kapituły generalnej Zakonu, sam św. Dominik (sic!) nakazał umieścić w tekście konstytucji odpowiednią regulację prawną dotycząca puszczania krwi: „Upuszczanie krwi ma miejsce cztery razy do roku: pierwszy raz we wrześniu, drugi po Bożym Narodzeniu, trzeci po Wielkiejnocy, czwarty w okolicach święta Jana Chrzciciela. Poza tymi terminami nikt nie może poddawać się upuszczaniu krwi, chyba że przeor wedle swojego uznania z jakiegoś powodu oceni, że należy postąpić inaczej. Kiedy można to zrobić bez trudu, bracia, którym upuszczono krew, mają jeść poza refektarzem, ale w milczeniu, i należy im zapewnić smaczniejsze dania, jeśli pozwolą na to środki, jakimi dysponuje dom. Nie należy jeść mięsa ze względu na upuszczenie krwi” (Dist. I, 12).

Jak widać, Dominik zatroszczył się o zdrowie braci, a bracia byli wierni jego zaleceniom. Ile litrów krwi wytoczono z wyczerpanego Dominika, tego nie wiemy. Ale nie jest wykluczone, że gdyby nie ta osobliwa terapia, nasz założyciel mógłby pożyć nieco dłużej. Z pewnością jednak możemy śmiało powiedzieć: jeżeli chodzi o dobro Zakonu Dominik walczył do ostatniej kropli krwi.

 
 
 

... i pozostał jeno cień Dominika
(Bolonia, fot. Anna Zajchowska)


+ Druga i najważniejsza data - obok 22 grudnia 1216 roku -  w historii dominikanów: 21 stycznia 1217 roku.  Wówczas to papież Honoriusz III  pierwszy raz nazwał braci św. Dominika - praedicatores, czyli kaznodziejami. 

« powrót
Skomentuj Poleć znajomemu Drukuj



Zapamiętaj mnie na tym komputerze


Aby dodawać komentarz, musisz się zalogować.
Jeśli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

Właściciel serwisu dominikanie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do usuwania treści zabronionych prawnie, obraźliwych, nie związanych z tematem lub naruszających zasady współżycia społecznego.

2 komentarze

  • 2011-01-30
    Michał

    Re: :)
    Medycy aż do 20 wieku mieli bardzo ograniczoną wiedzę o ludzkim ciele i procesach w nim... »
  • 2011-01-20
    magdalena goras

    :)
    :) Ostatnio czytałam, że rannemu w zamachu (ugodzonemu nożem)Ludwikowi XV, i tak wykrwawionemu,... »
 
1 | 2 | 3 | 4 | 5


20.05.2012 18:33 | Papieżyca

Joanna, choć fikcyjna, wciąż realnie uwodzi, podbija i omamia wyobraźnie.

... więcej »

13.05.2012 17:55 | Antykaznodzieja

 Wobec takich kaznodziejów nasz dominikanin zaproponował dość oryginalne rozwiązanie – karę śmierci.

... więcej »

22.08.2011 09:18 | Dzieciaki, czyli archeowykopy, cz. 10

Dominikanie, jako jedni z pierwszych, stworzyli profesjonalny podręcznik wychowania dzieci. Był on europejskim bestsellerem przez kilka stuleci.

... więcej »

08.08.2011 15:15 | Kim nie był św. Dominik

św. Dominik nigdy, a to nigdy nie był: inkwizytorem, założycielem średniowiecznej inkwizycji papieskiej, nie przewodził torturom, obrzędom auto-da-fé, polowaniu na czarownice i paleniu na stosie. I kropka.

... więcej »

22.06.2011 19:55 | Pavimentum, czyli archeowykopy, cz. 9

Mikołaj Kopernik używał swego pavimentum do oglądania nieba. Podobnie czynił św. Dominik.

... więcej »

1 | 2 | 3 | 4 | 5


Blok wschodni
Wojciech Surówka OP

Moim braciom »
21.05.2012

Strefa Wodza
Tomasz Nowak OP

Nowicjusze Jarmark 2012 »
21.05.2012

Rh+
Tomasz Gałuszka OP

Papieżyca »
20.05.2012

Psim swędem
Wojciech Jędrzejewski OP

Dużo więcej »
19.05.2012


 
Bp Ryś: w Kościele nie chodzi o to, żeby postawić na swoim
Do umiejętności wyzbywania się pokusy, by zawsze &... »
 
komentarzy: 1
O nieufności i dopasowaniu do świata
Każdy chrześcijanin, a przede wszystkim ksiądz, po... »
 
komentarzy: 7
ocena:
Znaleźć żonę, czy wybrać?
Jak ma się wolność do powołania? Czy mamy jakikolw... »
 
komentarzy: 1