Menu
 
Fotoreportaże
 
 

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter z informacjami o nowościach kliknij przycisk:
kontynuuj Kontynuuj

Rozmiar czcionki: A A A RSS

Rh+
Tomasz Gałuszka OP Grudzień 2010

27.12.2010 17:43

Klemens, czyli archeowykopy, cz. 8

Klemens polubił się z tutejszą dzieciarnią. Brał dzieciaki po dwoje do góry i urządzał im taką średniowieczną karuzelę. Śmiał się przy tym od ucha do ucha.


Wykopy archeologiczne w krakowskim klasztorze stanęły na kilka miesięcy. Wszystko wróciło na swoje miejsce – żywi na uczelnie, a zmarli do starej swej mogiły na pierwszym wirydarzu. Takoż łopaty i sita spokojnie zapadły w zimowy sen. Na placu boju i badań pozostały tylko dwie osoby: pewien dominikanin i pewna pani antropolog. Ów dominikanin to brat żyjący przed sześciuset laty, jeden  z „marynarzy” (zob. wpis Marynarze), nazwany przez nas Klemensem, a antropologiem jest pani Anna Kubica.

Pani Anna podeszła do Klemensa z właściwą sobie delikatnością i kobiecą troską. Najpierw każda jego kostka została przez nią starannie obmyta i wytarta, zmierzona i opisana. Z godziny po godzinę ustępowała dzieląca oboje bohaterów tej opowieści  początkowa nieufność, aż w końcu dominikanin bezgłośnie przemówił. Najpierw okazało się, że gdzieś ok. 1480 roku można go było bez trudu dostrzec tak w zakonnym chórze, gdzie modlił się z braćmi, jak i spieszącego dokądś przez krakowski Rynek. Był bowiem stosunkowo wysokim jak na swoje czasy mężczyzną – miał ponad 170 cm wzrostu. Z pewnością należał do grupy klasztornych seniores, czyli starszych, doczekał bowiem wieku św. Dominika, czyli pięknej i stosunkowo rzadkiej w tamtych czasach pięćdziesiątki. Słuchano go i radzono się w wielu sprawach. Wspaniale i dostojnie wyglądał na ambonie, gdy swoim mocnym głosem wygłaszał przydługie może nieco kazania. Lecz ludzie bez wątpienia lubili go słuchać. Niektórzy tylko złośliwie wytykali mu megalomanię, nie do końca jeszcze zwalczoną zakonnymi ćwiczeniami, i zbyt chętne może przebywanie w towarzystwie młodych krakowianek. Sam zresztą uważał to za swoją słabość. Tłumaczył się sam przed sobą, choć nie usprawiedliwiał, że nie on pierwszy, że i św. Dominik u kresu żywota zwierzał się z tego współbraciom. Szczególnie zaś Klemens polubił się z tutejszą dzieciarnią. Brał dzieciaki po dwoje do góry i urządzał im taką średniowieczną karuzelę. Śmiał się przy tym od ucha do ucha.

Któregoś dnia Klemens uchylał się od zabawy z dzieciakami. Tłumaczył im, że „nie może, bo w plecach boli”. Po chwili przewrócił się i sam powstać nie mógł. Do klasztornej celi musiało go zanieść dwóch mocnych braci. Zawezwano cyrulika z samego Wawelu, przyjaciela prowincjała Alberta z Siecienia, przybiegło też kilku słuchaczy Klemensowych kazań, którzy zwiedzieli się szybko o niemocy zakonnika (bo przecież w Krakowie nic nie utrzyma się w sekrecie dłużej niż kwadrans). Medyk obejrzał pacjenta, przebadał, dotknął tu i tam, i rzekł wprost: „Czas już odchodzić, nasz bracie Klemensie, choć nie wiem, na coś chory”.

My dziś wiemy: Klemens chorował na gruźlicę kości, której ślady dają się rozpoznać na kręgach kręgosłupa. Z pewnością bardzo cierpiał, nie mógł chodzić i przez ostatnie miesiące brewiarz zmawiał w swojej celi z jednym z braci. Opiekę prawdopodobnie miał doskonałą, o ile tylko krakowscy bracia dobrze wczytali się w przepisy ułożone przez samego Dominika. W trakcie pierwszej Kapituły Generalnej w 1220 polecił on bowiem dopisać do Konstytucji zakonnych jeden mały punkt, który otwierał część dotycząca życia braterskiego. „Przełożony musi pilnować, aby nie zaniedbywać chorych. Trzeba tak się z nimi obchodzić, aby jak najszybciej wracali do zdrowia, jak mówi nasz ojciec Augustyn. Niektórzy z nich mogą nawet jeść mięso, o ile wymaga tego powaga ich choroby” (Dist. I, 11/1). Dominik zdawał sobie sprawę, że umiejętność pomocy i współczucia ma swe źródło wewnątrz klauzury, a stosunek do najsłabszych weryfikuje prawdziwość dominikańskiego życia.

W czasie choroby brat Klemens dostał raz małą paczkę z jakimś dziwnym ciastem. Było ono, zdaje się, w kształcie serca. Po jego celi rozszedł się zapach korzennych przypraw i świeżego miodu z pasieki. Na cieście ktoś niezdarnie wykaligrafował lukrem: Nostro fratri Clementi.

To na razie wszystko, co Klemens opowiedział nam o sobie. Może więcej poznamy po badaniach, jakie wkrótce czekają go u radiologa we Wrocławiu. Jak się wydaje – choć tego Klemens nie potwierdził – nigdy dotąd nie był  jeszcze w mieście swego zakonnego współbrata Czesława. Myślę, że się nie zawiedzie.





Spotkania
Pani Anna i brat Klemens
(fot. P. Oleś)


+ Rok 2010 przechodzi do historii. I bardzo dobrze. Historycy otrzymali materiału do badań na kolejne dziesięciolecia.

Wszystkim Czytelnikom - historykom, pasjonatom oraz gawędziarzom
życzę fascynującego, pełnego kolorytu i niespodziewanych zwrotów akcji
Roku Pańskiego.
Skomentuj Poleć znajomemu Drukuj



Zapamiętaj mnie na tym komputerze


Aby dodawać komentarz, musisz się zalogować.
Jeśli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

Właściciel serwisu dominikanie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do usuwania treści zabronionych prawnie, obraźliwych, nie związanych z tematem lub naruszających zasady współżycia społecznego.

1 komentarz

 
22.12.2010 10:28 | Pierwszy śnieg, cz. 1

Honoriusz III skończył. To naprawdę koniec. Dominik, głęboko poruszony, patrzył w papieskie oczy, które zdawały się mówić: „Żądasz zbyt wiele. Zbyt szybko. Na razie niech tak zostanie. Tak, niech tak zostanie”.

... więcej »


Blok wschodni
Wojciech Surówka OP

Moim braciom »
21.05.2012

Strefa Wodza
Tomasz Nowak OP

Nowicjusze Jarmark 2012 »
21.05.2012

Rh+
Tomasz Gałuszka OP

Papieżyca »
20.05.2012

Psim swędem
Wojciech Jędrzejewski OP

Dużo więcej »
19.05.2012


 
Bp Ryś: w Kościele nie chodzi o to, żeby postawić na swoim
Do umiejętności wyzbywania się pokusy, by zawsze &... »
 
komentarzy: 1
O nieufności i dopasowaniu do świata
Każdy chrześcijanin, a przede wszystkim ksiądz, po... »
 
komentarzy: 7
ocena:
Znaleźć żonę, czy wybrać?
Jak ma się wolność do powołania? Czy mamy jakikolw... »
 
komentarzy: 1