Rh+
Tomasz Gałuszka OP
Listopad 2010
Bibliotekator
Tysiące drobnoustrojów, kurz, skrzypiąca podłoga i pulsująca ultrafioletowa lampa. Pomiędzy półkami, w półmroku, postać z drabiną w ręce i błyskiem w oku. Bibliotekator.
Scena pierwsza: rzędy regałów, stosy papieru, rozciągnięte na wieszakach arkusze skóry, długie korytarze, tysiące drobnoustrojów, kurz, smugi bladego światła widoczne w unoszącym się pyle, skrzypiąca podłoga i pulsująca ultrafioletowa lampa. Pomiędzy półkami, w półmroku, postać z drabiną w ręce i błyskiem w oku. To gotowy do walki rycerz biblioteki i archiwum. Bibliotekator.
Tak mógłby się rozpoczynać horror produkcji polsko-dominikańskiej o tematyce obyczajowo-bibliotecznej, w którym reżyser sięgałby do najgłębszych traum czytelników: budził wspomnienia o nieoddanych książkach i zablokowanym koncie bibliotecznym oraz demaskowałby sprawców niedających się zagoić okaleczeń: wycinaczy i wydzieraczy kartek oraz niszczycieli i gubicieli książek. Temat poważny, bo i dominikańskie biblioteki to coś więcej niż tylko półki i bogate katalogi.
Dominikanów i biblioteki łączy intymna więź emocjonalna, genetycznie odziedziczona. Ewidentnie przejęliśmy ją po ojcu, czyli Dominiku, który nim założył swój zakon, przesiadywał całe noce w bibliotece kanoników w Osmie. Był w końcu jej głównym bibliotekarzem (zob. wpis Św. Dominik i Antypody). Jeszcze za swego życia, podczas pierwszej kapituły generalnej zakonu w 1220 r., postarał się, by w księdze konstytucji znalazły się przepisy zobowiązujące braci do szczególnej dbałości o książki. Karą za uszkodzenie książki lub choćby wzięcie jej bez zgody innych braci była dyscyplina (czyli chłosta) i kilkanaście psalmów do odmówienia. O długości terapii miał decydować przełożony klasztoru.
Te Dominikowe środki dyscyplinarne okazały się jednak zbyt łagodne dla niejednego przebiegłego dominikanina, który dla książki jest w stanie zrobić wiele (od razu zaznaczę, że zbrodnie biblioteczne zdarzały się raczej wśród naszych braci z Europy Zachodniej). Dlatego w sprawach dotyczących bibliotek klasztornych kolejni generałowie niejedno dodali, dopowiedzieli, doprecyzowali, wyjaśnili i… straszyli. Z pewnością duże wrażenie na braciach zrobił głos piątego generała Zakonu Kaznodziejskiego, Humberta de Romanis (1254–1263). W swoim dziele De vita regulari pisał on m.in.: „Można wypożyczać książki poza bibliotekę tak do szkoły, jak i do celi tylko za zgodą magistra studentów. W takich sytuacjach trzeba zanotować, kto i co wypożycza. Zapis anuluje się przy zwrocie książki. […] Gdyby jednak tak się złożyło, że dogodniej by było, aby książka przechodziła z rąk do rąk, trzeba to dla pamięci zanotować lub wziąć zastaw i sumiennie przypilnować, aby we właściwym czasie książka wróciła na miejsce”. Z kolei w roku 1308 Kapituła Generalna w Padwie zajęła się bardzo szczegółową i ciekawą kwestią. Pojawił się mianowicie problem zakresu władzy przeora w stosunku do księgozbioru klasztornego. Zdarzały się bowiem przypadki, że przełożeni sprzedawali książki lub lekkomyślnie je wypożyczali poza klasztor a nawet zakon. Kapituła rozwiązała tę kwestię w sposób następujący: ani przeor, ani żaden inny członek konwentu nie mają prawa samowolnie sprzedawać lub wypożyczać jakiejkolwiek książki ze wspólnej biblioteki. Dla porządku obwarowano ten przepis odpowiednimi karami, w tym również dyscyplinarnym zdjęciem z urzędu. W klasztorze dominikańskim księgozbiór miał być nienaruszalny, co kilka lat później, w 1323 r., potwierdziła Kapituła Generalna w Barcelonie. Należy jeszcze nadmienić, iż akta kapituł nie wyszczególniają żadnych konkretnych tytułów czy autorów, których wspomniane przepisy miałyby dotyczyć – chodzi zawsze o wszystkie książki znajdujące się w bibliotece. Specjalnie traktowano jedynie dzieła Tomasza z Akwinu. Na kapitule w Bolonii w 1315 r. podkreślono bowiem, że pism jego autorstwa, ze względu na szczególną wartość w edukacji młodych dominikanów, nie wolno w ogóle sprzedawać ani pożyczać. Oczywiście w praktyce zarówno teksty Tomasza, jak i inne książki były wypożyczane i zmieniały właścicieli.
Jeżeli chodzi o biblioteki dominikanów polskich, to w XIV-wiecznym Zbiorze formuł przechowywanym w naszym krakowskim archiwum odnajdujemy aż sześć formularzy regulujących kwestie posiadania książek na terenie Polskiej Prowincji Dominikanów. Zgodnie z nimi brat mógł uzyskać specjalną zgodę prowincjała na dziedziczenie i przechowywanie książek oraz przekazywanie ich w testamencie innemu bratu, przy czym w wypadku śmierci zarówno jednej, jak i drugiej strony umowy książki wracały do użytku klasztoru pierwszego z braci.
Przepisów było jeszcze więcej. Generałowie pisali, kapituły zarządzały, a głównym egzekutorem tych przepisów był brat bibliotekarz – wojownik pierwszej linii frontu, który wyciągał broń i walczył z przeciwnikami o wiele groźniejszymi i bardziej podstępnymi niż katarzy z Langwedocji czy waldensi z Lombardii, bo... z niesfornymi dominikańskimi czytelnikami.
+ Zdradzę, że inspiracją dla powstania tego wpisu było ważne dla Biblioteki Kolegium Filozoficzno-Teologicznego oo. Dominikanów w Krakowie wydarzenie prawdziwie historyczne, mianowicie rozpoczęcie przez nią 9 listopada 2010 r. współpracy z katalogiem centralnym polskich bibliotek naukowych i akademickich NUKAT. Dokonał tego nasz krakowski "bibliotekator" - o. Janusz Kaczmarek OP.

(Na zdjęciu o. prof. Feliks Bednarski OP (1911-2006), fot. M. Jacukiewicz OP)
6 komentarzy
-
2010-11-23
bober
dostępność do książek
Prawda. Brak dostępu do prawdziwych grzbietów książek mocno ogranicza,bo trudno dotrzeć do... » -
2010-11-21
córka marnotrawna
Ja pamiętam konkursy w naszej miejskiej bibliotece- Nasz ksiadz zaproponowal konkurs, ktory mocno za...
Ja pamiętam konkursy w naszej miejskiej bibliotece- Nasz ksiadz zaproponowal konkurs, ktory mocno... » -
2010-11-18
n(biblitekatorka)
?
mam problem.... biblioteczny...to ze nie oddaja ksiazek, to pikus; malo tego ze ich nie oddaja,... »
Papież ogłaszał wszem i wobec pojawienie się na horyzoncie średniowiecznej Europy nowych wojowników końca świata i ekspertów od dni ostatecznych.
... więcej »














