Psim swędem
Wojciech Jędrzejewski OP
Złamani na duchu
Jeden z moich przyjaciół, głęboki i ludzki dominikanin – gdy dotkliwa choroba przedłużała się o kolejne tygodnie – był w stanie modlić się tylko takimi słowami: Ufam, że nie bawisz się moim życiem, że kochasz mnie naprawdę.
Dlaczego w pewnym momencie człowiek nie jest w stanie udźwignąć ciężaru, który na niego spada Jak to możliwe, że w człowieku wierzącym coś pęka i wydaje się sam sobie beznadziejną istotą?
Noc wiecznością się staje i boleść mną targa do zmroku. Czas leci jak tkackie czółenko i przemija bez nadziei. Wspomnij, że dni me jak powiew. Ponownie oko me szczęścia nie zazna.
Jeden z moich przyjaciół, głęboki i ludzki dominikanin – gdy dotkliwa choroba przedłużała się o kolejne tygodnie – był w stanie modlić się tylko takimi słowami: Ufam, że nie bawisz się moim życiem, że kochasz mnie naprawdę.
Być może nie da się głosić Ewangelii nie doświadczywszy własnej kruchości: ciała, uczuć, intelektu, woli.
Dla słabych stałem się jak słaby, by pozyskać słabych. Stałem się wszystkim dla wszystkich, żeby w ogóle ocalić przynajmniej niektórych.
Ten, który pragnie zwiastować nadzieję sam być może potrzebuje otrzeć się o rozpacz. Potrzebuje, aby z głębin beznadziei, która wydaje się nieskończona – zostać podźwigniętym i doświadczyć ocalenia.
« powrót
10 komentarzy
-
2009-04-29
Ciiisza
Piękny tekst... a gdzie jest Bóg?
Piękny tekst, piękna modlitwa, choć zapewne szalenie trudna. Od jakiegoś czasu jest tak, że... » -
2009-02-14
dlaczego
dlaczego???
...nie potrafię udzwignąć swojego ciężaru bo nieznany teren,nowe okoliczności bo przyciśnięta... » -
2009-02-13
JK
Ocena:



Złamani na duchu
Dzięki za wszystkie teksty,oraz słowa głoszone przez o.w Górce Duchownej(pamiętam). »
Jonasz nie chciał iść, aby głosić wezwanie do pokuty. Nie chciał za pierwszym i za drugim razem. Zrobił to pod posłuszeństwem, uznając, że Bóg i tak się nie ugnie – nie odpuści. Nic wzniosłego. Niemalże żołnierskie podejście. Okazuje się, że i na taką postawę jest miejsce w Bożym prowadzeniu. Ono także czasami ma sens.
... więcej » Topiłem się jako 10 letni chlopiec. Woda wciaz kojarzy mi sie z zagrożeniem - chociaz kocham ten żywioł. Byliśmy z mamą i bratem nad rozlewiskiem Brdy. Tam wpadliśmy nagle w doły po słupach dawnego mostu. Straszny lęk. Dostrzegli nas meżczyzni stojący na kładce. Do dzis mam w oczach jak skaczą do wody i płyna w naszą stronę. Jezus, który zanurza się w wodach Jordanu - skacze nam na ratunek. Aby ocalić nas na wieczność.
Jeszcze jedna reminiscencja z Dublina. Piękny obraz – ikona z National Gallery of Ireland. Matka Boża wstawia się za Papieżem Leonem II, który po popełnieniu grzechu – obciął sobie, w ramach pokuty, rękę. W wyniku modlitwy Matki Bożej – dłoń zostaje na nowo, cudownie,„przyszyta”. Nadgorliwy papież i Maryja pełna współczucia i modlitwy wstawienniczej.
Maryja odradza naszą religijność. Uczy pokornej ufności wobec Jej Syna. Zamiast nadgorliwej agresji, lub obojętności wobec własnej grzeszności – kształtuje w nas pokorę miłości. Jej symbolem są wzniesione ręce. 
















