Blok wschodni
Wojciech Surówka OP
Kwiecień 2011
Wzniesione ręce
Kiedy jeszcze przygotowywałem się do kapłaństwa, najtrudniej było mi się pogodzić z myślą, że nie będę ojcem. Pewien mądry współbrat poradził mi, żebym spokojnie poczekał do święceń, a wtedy będę prosił, żeby dzieci było mniej.
W niewielkiej książeczce o kapłaństwie Jan Kronsztacki, święty prawosławny żyjący na przełomie XIX i XX wieku w Petersburgu, podaje kilka najważniejszych obowiązków, które powinien spełniać kapłan. Jest wśród nich oczywiście głoszenie Słowa Bożego, sprawowanie sakramentów i duchowe kierownictwo, tak bliskie tradycji wschodniego chrześcijaństwa. Jednak na pierwszym miejscu wśród obowiązków kapłana Jan Kronsztacki wymienia modlitwę – wstawianie się przed Bogiem za lud sobie powierzony. Szczerze przyznam, że to proste i oczywiste stwierdzenie zrobiło na mnie bardzo duże wrażenie. Jan Kronsztacki odwołuje się do starotestamentalnej tradycji modlitwy wstawienniczej, którą szczególnie możemy podziwiać w postawie Abrahama proszącego o ocalenie mieszkańców Sodomy i w modlitwie Mojżesza, wstawiającego się za Izraelitów, gdy walczyli oni z Amalekitami. „Jak długo Mojżesz trzymał ręce podniesione do góry, Izrael miał przewagę. Gdy zaś ręce opuszczał, miał przewagę Amalekita. Gdy ręce Mojżesza zdrętwiały, wzięli kamień i położyli pod niego, i usiadł na nim. Aaron zaś i Chur podparli jego ręce, jeden z tej, a drugi z tamtej strony. W ten sposób aż do zachodu słońca były ręce jego stale wzniesione wysoko” (Wj 17, 11-12). Ręce modlącego się kapłana powinny być stale wzniesione wysoko.
Gest wzniesionych rąk jest mi bardzo bliski ze względu na kapłaństwo Chrystusa, którego w sposób szczególny jestem uczestnikiem. Na początku życia zakonnego, kiedy jeszcze przygotowywałem się do kapłaństwa, najtrudniej było mi się pogodzić z myślą, że nie będę ojcem. Pewien mądry współbrat poradził mi, żebym spokojnie poczekał do święceń, a wtedy będę prosił, żeby dzieci było mniej. I miał rację. Kapłaństwo jest szczególnym ojcostwem, jest uczestnictwem w ojcostwie samego Boga. Wszystkich najdroższych mojemu sercu poznałem jako diakon lub już jako ksiądz. W tamtym początkowym okresie przygotowań do przyjęcia święceń, wpadł mi również do rąk tomik irlandzkiej poezji w przekładzie Ernesta Brylla. Wśród nich znalazłem przepiękny wiersz anonimowego autora. Opowiada on historię św. Kevina. Niestety nie potrafiłem odnaleźć tamtego wiersza, znalazłem natomiast parafrazę tego tematu pióra Seamusa Heaney’a:
Święty Kevin i kos
Święty klęczy z rozpostartymi ramionami
W celi, ale tak ciasnej, że jedno z nich, sztywne
Niby poprzeczna belka, wystaje za okno;
Na jego odwróconej wnętrzem do góry dłoni
Siada kos, wije gniazdko i składa w nim jajka.
Kevin czuje te ciepłe jajka, drobną pierś,
Pazurki, główkę moszczącą się w gnieździe:
świadom swego włączenia w sieć wiecznego życia,
Odczuwa litość: teraz musi trzymać rękę,
Jak gałąź, tygodniami, czy słońce, czy słota,
Aż młode się wyklują, opierzą, odfruną.
A skoro cała rzecz i tak wymyślona,
Przedstaw sobie, że jesteś Kevinem. Lecz którym?
Niepomnym siebie, czy też przeszywanym wieczną
Męką od karku aż do bolących przedramion?
Czy zdrętwiały mu palce? Czy ma wciąż czucie w kolanach?
Czy też z podziemi wpełza w jego ciało
Zamkniętooka pustka? Czy wysiłkiem myśli
Odrywa się od bólu? Sam, odbity w głębiach
Rzeki miłości, modli się o trud
Bez szukania nagrody' – modlitwą jest całe jego
Ciało, bo zapomniał samego siebie, zapomniał ptaka
I zapomniał na rzecznym brzegu imienia rzeki.
Średniowieczny oryginał wydawał mi się prostszy w wymowie, ale główny sens został zachowany. To najpiękniejszy wiersz o ojcostwie, jaki czytałem. Jest w nim litość wypływająca z uczuć, ale i trud bez szukania nagrody, płynący z woli. I z nami dzieje się podobnie, wyobraź sobie, że ty jesteś Kevinem. Nieoczekiwanie na modlitwie w naszych dłoniach zostają złożeni konkretni ludzie, dar nowego życia i teraz musimy trzymać rękę jak gałąź, tygodniami, czy słońce, czy słota, a może i latami. Aż ci, którzy zostali nam powierzeni wyklują się, opierzą i odfruną.
Wszystkim braciom w kapłaństwie, życzę uczestnictwa w tym wielkim darze, zaufania do Boga, który składa ludzi w naszych dłoniach i mocnych ramion, abyśmy wytrwali do końca.
3 komentarze
-
2011-06-10
mazi
Re: Ten kos
Piękny wiersz o trudzie rodzicielstwa. Czy to biologiczne czy duchowe zawsze wymaga wiele wysiłku. » -
2011-05-01
kajak
Ten kos
Św. Kevin nie był jednak dominikaninem. Zwłaszcza - dominikaninem w dzisiejszych czasach. Pewnie... » -
2011-04-29
helenka
ojciec
martwił się że nie będzie ojcem jak zostanie ojcem ? :P teraz dużo tatusiów niestety nawala, albo... »
Życie naznaczone niejedną tragedią: śmiercią, alkoholizmem, aborcją, kilkoma nieudanymi związkami, depresją, chorobą psychiczną. Również to są bogactwa, które przynoszą do nas katechumeni. Możemy zapytać jakież to bogactwo? Takie, że jest to część ich życia.
... więcej »















