Blok wschodni
Wojciech Surówka OP
Lipiec 2011
Turystyka misyjna
- Ja to bym pojechał do Australi. - A ja na Wyspy Salomona. - A ja do Kongo - rozkładają kolorowe czasopisma typu „National Geographic” i napawają się widokiem palm i dzieci w murzyńskich wioskach. I nie ma wątpliwości, że ogólnie będzie fajnie.

Do Rzymu przyjeżdża się po to, aby tutaj umrzeć, lub po to, by stąd pojechać na misje. Takie przynajmniej odnoszę wrażenie czytając historię Kościoła. Zdając sobie sprawę z sezonu wakacyjnego i upału za oknem, chciałbym podzielić się pewnym spostrzeżeniem na temat fali zapału misyjnego. Niestety, coraz częściej możemy spotkać się ze zjawiskiem tzw. „turystyki misyjnej”. Kapłani, siedząc na salce rekreacyjnej w Rzymie lub w jakimkolwiek innym mieście europejskim, snują marzenia na temat planowanych misji: ja to bym pojechał do Australii, a ja na Wyspy Salomona, a ja do Kongo. Rozkładają kolorowe czasopisma typu „National Geographic” i napawają się widokiem palm i dzieci w murzyńskich wioskach. I nie ma wątpliwości, że ogólnie będzie fajnie (ostatnie słowo, to klucz w wielu dyskusjach). Najczęściej wszystko kończy się wraz z dopiciem ostatniej kawy. Rozchodzą się poczynając od najstarszych, sami nawet nie wiedząc, że ulegają temu, o czym właśnie przeczytali w miesięcznikach. Argumentacja jest bardzo prosta. Wszyscy przecież tak robią. Otworzyły się przed nami nieskończone możliwości podróżowania. Za małe pieniądze można polecieć w dowolne miejsce na kuli ziemskiej. A jak pojawiają się wątpliwości, że może ksiądz czy zakonnik nie powinien latać do Australii, zawsze można sobie powiedzieć, że jesteśmy przecież posłani na krańce świata. Najczęściej kończy się jednak na poziomie gawędziarstwa i marzeń.
Pamiętam jak niesamowite wrażenie zrobiły na mnie słowa św. Franciszka Ksawerego, czytane w Rzymie na Angelicum, wśród profesorów i tysięcy książek: „Często wspominam, jak dawniej, na uczelniach europejskich, a szczególnie na Sorbonie, wyszedłszy z siebie, krzyczałem do tych, którzy mają więcej wiedzy niż miłości, i nawoływałem ich tymi słowami: O jak wiele dusz z waszej winy traci niebo i pogrąża się w otchłań piekła! Obyż to oni tak się przykładali do apostołowania, jak pilni są do nauki, by mogli Bogu zdać rachunek z powierzonych im talentów wiedzy. O gdybyż ta myśl mogła ich poruszyć; oby odbyli ćwiczenia duchowe i zechcieli posłuchać tego, co by im Pan powiedział w głębi ich serca, i porzuciliby swoje pożądania i sprawy ziemskie. Byliby wtedy gotowi na wezwanie Pańskie i wołali do Niego: «Oto jestem, co mam czynić, Panie!» Poślij mnie, dokąd zechcesz, nawet i do Indii”. A jak już nigdzie nie jadą, to niech przynajmniej pomagają tym, którzy pojechali. Bardzo często uwiąd dzieł misyjnych powodowany jest tym, że misjonarze nie mają odpowiedniego zaplecza. Stara misyjna zasada głosiła, że na jednego misjonarza na misjach powinien przypadać jeden współpracownik w kraju, który będzie zapewniał pomoc. A tutaj wszystko kończy się na gawędziarstwie.
Czasami ktoś robi krok dalej i rzeczywiście kupuje bilet na Wyspy Salomona. Tylko, że akurat tam nikt go nie zapraszał. Jego zakon lub kongregacja posiada misje w Afryce, ale on jednak czuje, że powinien jechać na Wyspy Salomona. No i jedzie. Bez znajomości, bez przygotowania, bez pieniędzy, z marzeniami wyciętymi z „National Geographic”. Różnie się to kończy, łaska Boża czyni cuda, jednak statystycznie rzecz biorąc kończy się źle. Koniec przygody, koniec wakacji, koniec pięknych planów. Kto myśli, że na misjach będzie fajnie, szybko z nich wróci. Nie będzie fajnie, i kto tego nie zrozumie, lepiej niech się ze swojego fotela nie rusza.
Ktoś pewnie się obruszy, że za ostro piszę. Trudno, jakoś to przeżyję. Proszę tylko o dwie rzeczy, niech nikt nie jedzie na misje z myślą, że będzie fajnie, a na wakacje możne lepiej niech pójdzie z pielgrzymką na Jasną Górę.
3 komentarze
-
2011-07-29
fiołek
Re: Nareszcie świetny wpis. Szczerze, konkretnie i z wiarą - ma ojciec wiele cennych rzeczy do powiedzen...
przykazania jakie dał nam Bóg są proste, kazdy z nas ma własną misje do wykonania tutaj na... » -
2011-07-16
Michal-
Nareszcie świetny wpis. Szczerze, konkretnie i z wiarą - ma ojciec wiele cennych rzeczy do powiedzen...
Nareszcie świetny wpis. Szczerze, konkretnie i z wiarą - ma ojciec wiele cennych rzeczy do... » -
2011-07-16
b.fenrych
słowo klucz
Myślę, że "fajnie" to słowo klucz nie tylko w marzeniach o misjach, ale w bardzo wielu naszych... »
Czasami szukając jakiś materiałów znajdujemy skarby, których w ogóle byśmy się nie spodziewali. To trochę jak oglądanie rodzinnego albumu. W rzymskich bibliotekach możemy znaleźć niezliczoną ilość takich historii.
... więcej »














