„Abandon”
Małgorzata Wałejko
Na macierzyńskim
1Tm2,15
Zbawiona zaś zostanie przez rodzenie dzieci; [będą zbawione wszystkie], jeśli wytrwają w wierze i miłości, i uświęceniu - z umiarem.
Pozdrawiam wszystkich Czytelników, a zwłaszcza Ciebie Trytko! Swoim komentarzem kompletnie mnie rozbroiłaś i zmobilizowałaś. To takie miłe, że Ktoś czeka na moje wpisy. Od dziś jesteśmy w ośrodku na Pojezierzu Drawskim. Stukam w klawisze najciszej jak mogę; mój Ukochany i Synuś śpią snem kamiennym (i chrapliwym), ale Malutka jak zając pod miedzą.
Przyznam się, że w obecnym rytmie codziennych zajęć jakoś trudno i o pomysł na wpis, i o spokojną chwilę. Urlop macierzyński to chyba taki czas, gdy w sposób naturalny i serce, i głowa kobiety w całości „zostaje w domu”. Ciepło mi się na sercu zrobiło gdy czytałam wpis o „kurach domowych” mojego blogowego sąsiada. Sama weszłam bowiem w „rok kury” (proszę nie podejrzewać mnie o zamiłowanie do chińskiego horoskopu (-: ) i jestem w tym szczęśliwa.
Mimo prostoty i monotonii, czas ten niesie sporo okazji do duchowego wzrostu – a może właśnie dlatego. Codzienny zwyczajny dar, bez poklasku i oczywisty. Obiad, przewijanie, spacery, karmienia, pranie, sprzątanie. Matczyne niepokoje. Troska, bo wykryto u mnie nadczynność tarczycy i trzeba naszą Wuwuzelę odstawiać od piersi. To niełatwe, gdyż karmienie naturalne to dla nas obu wielka radość (ma 3 miesiące i prawie 7kg!). Próbuję więc od kilku dni nauczyć ją smoczka, ale gdzie tam. Gdy wkładam jej, od razu wypluwa. Wkładam – wypluwa. Wkładam – znowu wypluwa. Śmieje się przy tym łobuzersko, a jej oczy mówią: „Taka zabawa mamo? Fajowa!” Umieć podejść do odstawiania zadaniowo i bez rozczulania (do czego mam skłonności), bardziej po męsku. Jest jeszcze Starszy, który dotąd mały, przy Oli wydaje się teraz niemal dorosłym facetem. Dostrzegamy błędy, trzeba je migiem korygować. Jakie? Wcale nie zejście na drugi plan. Wręcz przeciwnie - rozpieszczenie! Wcześniej jedynakowe, a przy Małej – z lęku, że poczuje się mniej ważny. Zatem narodzenie Oli błąd ów jeszcze wzmogło. Teraz więc – antidotum. Trening odmawiania, żeby odkrył, że gdy nie jest jak chce, może być szczęśliwy. Gdy nie dostaje czego chce, słońce wciąż świeci i możemy się pobawić albo razem pooglądać gwiazdy. Gdy przegrywa, można spróbować cieszyć się samą zabawą i radością zwycięzcy. Trening wyczulenia na potrzeby innych. W zabawie i w życiu wszystkie strony muszą być zadowolone, a nie tylko ja; trzeba zauważyć potrzeby innych. Szukam wręcz teraz okazji, aby mu odmówić (co za matka!(-:), aby skłonić go do drobnych ofiar dla potrzeb innych ludzi… Wychowanie to mozół. A doktorat z pedagogiki wcale nie chroni od błędów.
Takie to teraz życie moje. Bliskie mi ostatnio słowa z Pisma, że kobieta zbawi się przez rodzenie dzieci. Ważna droga mojego zbawienia to te uśmiechy do nich kiedy sił czasem już brak i zaufanie w tych troskach, i te pieluchy… A gdy przychodzi Przyjaciel na kolację, wzięty dominikański teolog (pozdrawiam Ojcze Wojtku), z którym lubiliśmy zawsze dyskutować, ja… nie mam o czym gadać. Nie przeczytałam ostatnio, nie napisałam ostatnio, nie polemizowałam ostatnio (pozdrawiam Ojcze Januszu i Zbyszku) Ale na szczęście on przychodzi pobyć, do nas. Takich, jacy teraz jesteśmy.
Ciekawe, że ten macierzyński wpis zrobiłam już w dniu Wniebowzięcia Maryi (godz. 1.54). Ona pierwsza zbawiła się przez urodzenie Dziecka. Dziecka wyjątkowego, ale przecież jej życie to życie po prostu żony i matki. Lubię ten wiersz ks. Twardowskiego, w którym w zwykłości ciała i codzienności bije piękno duszy, tu akurat Jej duszy.
dziękuję
dziękuję za Twoje włosy
nie malowane na obrazach
za Twoje brwi podniesione na widok anioła
za piersi karmiące
za ramiona co przenosiły Jezusa przez zieloną granicę
za kolana
za plecy pochylone nad śmieciem w lampie
za czwarty palec serdeczny
za oddech na szybie
za ciepło dłoni na klamce
za stopy stukające po kamiennych schodach
za to że ciało może prowadzić do Boga
7 komentarzy
-
2010-08-26
trytka
Re: Re: Przyznam, że jestem baaardzo miło zaskoczona, że pojawił się wpis. Dziękuję (:Ostatnio moją codzie...
pisałam odpowoedź, ale może nie doszła (: rekolekcje - Koszalin i Krzyżowa k. Żywca (; » -
2010-08-26
Kasia P.
w pelni rozumiem
Gosiu, dziekuje za ten wpis, czekam na ten czas karmienia, pieluch, bycia juz we czworo.Ta ciaza... » -
2010-08-17
kefasjus
Re: Przyznam, że jestem baaardzo miło zaskoczona, że pojawił się wpis. Dziękuję (:Ostatnio moją codzie...
ciekawym tych rekolekcji... Wisełka? »
Dziękuję wszystkim za modlitwę i gratulacje. Dojrzałam do tego, aby podzielić się ze wszystkimi drogimi Czytelnikami doświadczeniem Bożej wierności w moim życiu, która objawiła się szczególnie w dzieciach, które otrzymaliśmy. Dziś czuję wręcz wewnętrzne przynaglenie, aby Wam o tym opowiedzieć.
... więcej »17 maja urodziłam córeńkę.
Antoś dzwonił do szpitala i zasypywał mnie pytaniami. Co robi Ola? A jak leży? A jak je? A czy płacze? I nagle, po takiej sesji pytań, powiedział po prostu: „Dziękuję mamo, że mi ją urodziłaś”.
Przyszła do konfesjonału kobieta żyjąca od 20 lat w związku niesakramentalnym. Z całego serca pragnie spotkania z Bogiem w Eucharystii. Jej partner uparcie nie zgadza się na sakrament małżeństwa, pozostaje nieugięty mimo jej próśb.
Ona go wiernie kocha. Nie chce po latach go opuścić. Jest dobrą i ofiarną osobą, pracującą nad sobą ze wszystkich sił. Żyje modlitwą. Z tęsknoty za Bogiem płacze.

















