Menu
 
Fotoreportaże
 
 

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter z informacjami o nowościach kliknij przycisk:
kontynuuj Kontynuuj

Rozmiar czcionki: A A A

ABC WIARY

11.02.2012 10:45

Uśmierzanie bólu a eutanazja


Eutanazja jest pomysłem ludzi zdrowych, dla których cudze umieranie jest sytuacją wysoce kłopotliwą, toteż chcieliby od niej jak najszybciej i jak najdalej uciec – ubolewa o. Jacek Salij OP.


Otóż niepożądanym skutkiem ubocznym środków przeciwbólowych jest szkodliwy ich wpływ na organizm, ale przecież nie po to podaje się je cierpiącemu, żeby szkodzić jego zdrowiu czy nawet życiu. Lekarz, który ma do wyboru dwa środki o jednakowej zdolności uśmierzenia bólu, zawsze przecież wybierze środek mniej szkodliwy. Toteż stosowanie tych środków nie budzi zasadniczych sprzeciwów moralnych. Owszem, rodzi różne moralne problemy, jednak w zasadzie perspektywa przyniesienia fizycznej ulgi człowiekowi cierpiącemu budzi moralną aprobatę.

Jednak jawnym nadużyciem jest twierdzić, że zabójstwo z litości stanowi najbardziej radykalną metodę uśmierzania bólu. Obrońcy eutanazji posuwają się niekiedy do tak absurdalnych i niegodnych argumentów. Wyobraźmy sobie, że mam w spodniach dziurę. Wobec tego postanawiam ją załatać. Mogę jednak dojść do wniosku, że spodni tych nie opłaca się już łatać i wyrzucam je do pieca. Czyż gest ten nazwę usuwaniem dziury w spodniach? Przecież ja nie usuwam dziury, ale niszczę dziurawe spodnie! Są to dwa działania nie tylko różne, ale dokładnie sobie przeciwstawne. Podobnie radykalna różnica dzieli uśmierzanie bólu i zabijanie człowieka, który bólu doznaje.

Tu widać jak na dłoni całą niemoralność eutanazji. Człowiek czymś się jednak od dziurawych spodni różni! Sprzeciwiamy się eutanazji, bo w zasadzie wszyscy – wierzący i niewierzący – nosimy w sobie głębokie poczucie, że sens życia ludzkiego jest większy, niż jesteśmy w stanie to pojąć. Człowiek wierzący doda do tego oczywiście argumenty ściśle religijne.

Dobrze jest jednak zdać sobie sprawę z tego, że tu chodzi o coś więcej niż czysto negatywny zakaz zadawania śmierci człowiekowi, który niedługo i tak umrze. Dni i godziny, w których człowiek – mój bliźni, a w końcu ja sam – schodzi z tego świata, są czasem szczególnie świętym lub szczególnie przeklętym. Wtedy szczególnie ujawnia się ludzka godność i solidarność albo ludzka beznadzieja i egoizm. Myślę, że wart zastanowienia jest zarzut, iż eutanazja jest pomysłem ludzi zdrowych, dla których cudze umieranie jest sytuacją wysoce kłopotliwą, toteż chcieliby od niej jak najszybciej i jak najdalej uciec. A przecież zwłaszcza człowiekowi umierającemu należy się prawdziwie ludzka, a nie tylko czysto fizyczna obecność innych ludzi, szczególnie zaś najbliższych. Niestety, taka jest prawda: próby obrony eutanazji świadczą o głębokim kryzysie człowieczeństwa, o wypaczeniu najbardziej elementarnych relacji międzyludzkich.

A jeśli sam cierpiący błaga o uśmiercający zastrzyk? Nie zapomnę, co na to pytanie odpowiedziała moja znajoma, pracująca jako pielęgniarka. „Owszem, zdarza się czasem, że chory prosi mnie o to, żeby położyć kres jego życiu. Nigdy się wówczas nie oburzam ani nie odmawiam, ani nie próbuję tłumaczyć, że tak nie wolno. Pytam tylko: A co się znowu stało? I zawsze okazuje się, że człowiek ten albo poczuł się upokorzony swoją bezradnością (na przykład narobił pod siebie), albo przeżywa swoje opuszczenie przez najbliższych, albo nie chciałby już dłużej być dla nich ciężarem. Jednym słowem, nie spotkałam jeszcze sytuacji, w której prośby o skrócenie życia nie dałoby się zagasić zwykłym zwiększeniem miłości”. Odpowiedź ta wydaje mi się bardzo mądra.

Tyle na temat eutanazji. Jeszcze jedno pytanie: Jaki jeszcze sens ma egzystencja człowieka umierającego, którego nafaszerowano środkami przeciwbólowymi i który i tak nie wie, co się z nim dzieje? Zastanawiając się nad tym pytaniem, przypomniałem sobie długi i piękny tekst – bardzo sędziwego już wówczas – papieża Piusa XII na temat moralnych aspektów anestezji. Przedstawię może główne tezy tego tekstu, opublikowanego 24 lutego 1957 roku, bo znajduje się w nim między innymi odpowiedź na Pańskie pytanie.

Otóż papież zaczyna „groźnie”. Przypomina mianowicie, że praca nad umartwieniem ciała i nad wewnętrznym oczyszczeniem jest obowiązkiem chrześcijanina, „bo nie da się na dłuższą metę uniknąć grzechów i wiernie wypełniać swoich obowiązków, jeśli ktoś nie chce podjąć tego wysiłku oczyszczenia i umartwienia”. I zwraca uwagę Pius XII na to, że ważne miejsce w tym dziele naszego oczyszczenia przypada różnym cierpieniom i utrapieniom, które nas spotykają. Nie wynika stąd bynajmniej, żeby przeciwstawianie się cierpieniom było czymś moralnie podejrzanym, a to dlatego, że „obowiązek zaparcia się siebie i wewnętrznego oczyszczania, jaki spoczywa na chrześcijanach, można wypełniać w różny sposób” – zwłaszcza przez wierne wypełnianie swoich obowiązków i znoszenie w duchu Bożym tych nieszczęść, cierpień i kłopotów, których nie da się uniknąć.

Natomiast nauka papieża na temat farmakologicznego uśmierzania bólu da się sprowadzić do czterech punktów:

1. Nie wolno używać środków przeciwbólowych wbrew wyraźnej woli człowieka cierpiącego. Po prostu człowiek ma prawo przyjąć swoje cierpienie w całej jego rozciągłości

2. Ale człowiek ma też pełne prawo starać się o usunięcie lub przynajmniej o zmniejszenie swojego cierpienia. Papież zwraca uwagę na to, że cierpienie, choć może oczyszczać, może też niszczyć człowieka. Właśnie dzięki uśmierzeniu bólu nieraz łatwiej się modlić i przeżywać swoją chorobę w zjednoczeniu z Bogiem. Toteż, zdaniem papieża, nie tylko wolno stosować środki przeciwbólowe, ale nie powinno się podpowiadać człowiekowi ciężko cierpiącemu, żeby ze środków tych zrezygnował.

3. Zarazem jednak nie należy pozbawiać człowieka umierającego możliwości świadomego rozstania się z tym światem: możliwości wydania ostatnich dyspozycji, pojednania z Bogiem, pożegnania się z bliskimi. Anestezję, która bez skrupułów pozbawia umierającego świadomości, nazywa Pius XII praktyką godną pożałowania.

4. Nie należy sądzić, że postawą bardziej heroiczną jest odmowa przyjęcia środków przeciwbólowych, choć oczywiście, nie należy zapomnieć także o tym, że Chrystus Pan w obliczu śmierci nie przyjął narkotyzującego napoju. „Ideał chrześcijańskiego heroizmu nie wymaga – przynajmniej ogólnie rzecz biorąc – odmowy przyjęcia środków uśmierzających, nawet w obliczu śmierci. Wszystko zależy od konkretnych okoliczności. Rozwiązanie najdoskonalsze i najbardziej heroiczne może polegać zarówno na przyjęciu tych środków, jak na ich odmowie”.

Krótko mówiąc, nie ma rutynowej odpowiedzi na pytanie, co robić, żeby moje schodzenie z tego świata dokonało się jak najbardziej w duchu Bożym. Nie ma też rutynowej odpowiedzi na pytanie, co robić, żeby umierający cierpiał jak najmniej, a zarazem żeby pomóc mu schodzić z tego świata z godnością. Tylko miłość – lekarza, pielęgniarki, najbliższych – potrafi odnaleźć sposób na jednoczesne osiągnięcie obu tych celów.

Skróty pochodzą od redakcji.
O. Jacek Salij, Pytania nieobojętne, Wydawnictwo „W drodze”.


« powrót
Skomentuj Poleć znajomemu Drukuj



Zapamiętaj mnie na tym komputerze


Aby dodawać komentarz, musisz się zalogować.
Jeśli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

Właściciel serwisu dominikanie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do usuwania treści zabronionych prawnie, obraźliwych, nie związanych z tematem lub naruszających zasady współżycia społecznego.


Blok wschodni
Wojciech Surówka OP

Moim braciom »
21.05.2012

Strefa Wodza
Tomasz Nowak OP

Nowicjusze Jarmark 2012 »
21.05.2012

Rh+
Tomasz Gałuszka OP

Papieżyca »
20.05.2012

Psim swędem
Wojciech Jędrzejewski OP

Dużo więcej »
19.05.2012


 
Bp Ryś: w Kościele nie chodzi o to, żeby postawić na swoim
Do umiejętności wyzbywania się pokusy, by zawsze &... »
 
komentarzy: 1
O nieufności i dopasowaniu do świata
Każdy chrześcijanin, a przede wszystkim ksiądz, po... »
 
komentarzy: 7
ocena:
Znaleźć żonę, czy wybrać?
Jak ma się wolność do powołania? Czy mamy jakikolw... »
 
komentarzy: 1