Sam miałem znajomych w podobnej sytuacji, dumnych z tego, że dla nich wspólne mieszkanie w doskonałej czystości jest czymś prostym. Skończyło się na pełnej wspólnocie intymnej, w dodatku bez poczucia winy. „Czy ksiądz nie rozumie, że jesteśmy sobie duchowo bardzo bliscy i w naszym współżyciu nie ma nic nieczystego?” – krzyczała na mnie ona, obrażona z tego powodu, że jej nie przytakuję. Formułując zaś ogólnie: wspólne zamieszkiwanie ludzi nie będących małżeństwem jest stwarzaniem bezpośredniej okazji do grzechu również wtedy, kiedy do grzechu jeszcze nie doszło.
Podkreśliłbym jeszcze i to, że jest to dawanie swojego „wkładu” do współczesnej dechrystianizacji. Ludzie widzący taką sytuację mają bowiem prawo – jedni z bólem, inni z satysfakcją, zależnie od swojego własnego stosunku do Kościoła i do Bożych przykazań – odnotować ją jako następne potwierdzenie tego, że tradycyjne normy moralne dzisiaj się załamują. Innymi słowy, dawać innym zgorszenie można również wówczas, kiedy – nie popełniając grzechu – rozmyślnie stwarzamy sytuację, kiedy innym wolno rozsądnie domyślać się, że ten grzech właśnie popełniamy.
Niepokoiłbym się ponadto o przyszłość małżeńską takiej pary. Przecież oni, mieszkając wspólnie przed ślubem, a) wyzbywają się tej wzajemnej tajemniczości i atrakcyjności, która jest bezcennym dobrem na początku małżeństwa, b) wchodzą przedwcześnie w rutynę wspólnego życia, wprawdzie nieuchronnie czekającą małżonków, ale w sytuacji kiedy się nie jest małżeństwem i nie ma się dzieci, kuszącą raczej do zerwania związku niż do pracy nad jego utrwaleniem. Moje doświadczenia co do trwałości związków poprzedzonych zbyt długim lub „paramałżeńskim” narzeczeństwem są, niestety, raczej smętne.
*
Oni nie są jeszcze dojrzali do małżeństwa, jeszcze muszą się wzajemnie lepiej poznać, zarazem gdyby ona znalazła się w ciąży, to by wzięli ślub!
Jak to? – że zapytam. – Mimo niedojrzałości do tej decyzji, jednak by się pobrali? Co więcej, podejmując wspólnotę jeszcze-nie-małżeńską, a jednak już-małżeńską, od samego początku uczą się oni traktować pożycie intymne raczej jako grę wzajemnej sympatii, niż jako dar całoosobowego oddania. Oni przecież dopiero budują w sobie decyzję na małżeństwo, zatem dar całoosobowego oddania przewidziany jest dopiero na potem. A że dziecko może zostać poczęte, zanim to nastąpi? Mniejsza o to!
Widać tu wyraźnie tę samą mentalność, która w innych sytuacjach stosunkowo łatwo aprobuje niewierność małżeńską i zgadza się na rozwody. Bo jeżeli pożycie intymne wolno rozpoczynać bez postawy całoosobowego oddania wzajemnego, jeżeli od samego początku partnerzy (przyszli małżonkowie) rozdzielają w nim jego wymiar jednoczący od wymiaru prokreacyjnego, jeżeli już wzajemna sympatia usprawiedliwia seksualne złączenie... Myślę, że nawet nie warto już kończyć tego zdania.
*
Po prostu nie powinno się wchodzić w sytuacje, z których może począć się dziecko, skoro się jeszcze nie zbudowało postawy wzajemnego oddania sobie, na pewno trwałego, na pewno do końca życia.
Naprawdę tak być nie powinno, że jakaś para nie jest jeszcze małżeństwem, a przecież jest więcej niż narzeczeństwem. Ludzie potrafią żyć w takim układzie cztery, a nawet i osiem lat, związują się wzajemnie, a potem jedno z nich odchodzi. Ten drugi stracił cztery albo i więcej lat, w których mógłby już dawno znaleźć swoją „drugą połówkę” i założyć rodzinę. A już tylko wspomnę o tym, że realizowali w tym czasie jakąś inną miłość, niż ta, jakiej Pan Bóg by od nich oczekiwał, miłość, która Panu Bogu nie mogła się podobać.
Czy wolno taki związek zerwać? Oczywiście, że wolno, bo nie jest to związek małżeński, zaś do małżeństwa nie powinno się przystępować wbrew sobie. Zarazem jednak nie wolno było aż tak głęboko związywać z sobą drugiego człowieka, skoro nie zamierzało się z nim zakładać rodziny.
Kiedy pisałem swoją odpowiedź, dziwnie uporczywie towarzyszyły mi pierwsze słowa Psalmu 119:
Szczęśliwi, których droga nieskalana,
którzy postępują według Prawa Pańskiego.
Szczęśliwi, którzy zachowują Jego upomnienia,
całym sercem Go szukają.
Skróty pochodzą od redakcji.
Jacek Salij, Listy szóste, Wydawnictwo „W drodze”.
ABC WIARY
Paramałżeństwo
Jacek Salij OPCzy wspólne mieszkanie ze sobą przed ślubem da się pogodzić z czystością przedmałżeńską? Czym grozi „paramałżeńskie” narzeczeństwo? I czy wolno zerwać z narzeczonym? Odpowiedzi szuka o. Jacek Salij OP.
« powrót
7 komentarzy
-
2012-02-18
Alfama
Re: Re: Re: O Święty Walenty !
rozmawiam, rozmawiam nie wiedząc, bo nie wiem, bo przed swoim ślubem nie mieszkałam z kandydatem... » -
2012-02-17
peronI
Re: Re: O Święty Walenty !
..._nieomal_ do łez ??( Rozmawiaj ,,nie _wiedząc_''!) Zaśmiewaj Się anielski _Singlu!! » -
2012-02-17
Alfama
Re: O Święty Walenty !
i po świętym Walentym - tak moc komentarzy na ten temat a ja nadal nie wiem jak rozmawiać z synem... »














