„Czemuż, o Panie, dozwalasz nam błądzić
z dala od Twoich dróg,
tak iż serce nasze staje się nieczułe
na bojaźń przed Tobą?” (Iz 63, 17)
Niesamowite pytanie Izajasza! Paradoksalny krzyk wolności absolutnej, która nagle uświadamia sobie swoją drugą stronę – absolutną odpowiedzialność. Zdać sprawę ze wszystkich swoich czynów, zapłacić wszystkie swoje rachunki – któż zdoła? Wszak: „zapłatą za grzech jest śmierć” (Rz 6, 23). Ileż to żyć swoich ofiarować mamy, aby przeważyć szalę długów?
Ale: „łaska przez Boga dana to życie wieczne w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rz 6, 23).
Jezus jest naszym Od-kupicielem. To znaczy: od-kupuje od nas nasz dług i spłaca go – co do grosza. W ten sposób wymaganie sprawiedliwości zostaje spełnione. Miłosierdzie w tym odnosi tryumf nad sądem, że bilans się zgadza, ale dłużnik bez swojej zasługi przestaje być dłużej zakładnikiem długu.
Miłosierdzie respektuje prawo, biorąc je na siebie. Ale respektuje też człowieka i jego wolność. Nie czyni go teraz swoim z kolei niewolnikiem, ale puszcza go wolno. Jeszcze raz stawia go przed wyborem. W wolności.
I może właśnie ta wolność jest tym, co najbardziej doskwiera. „Łatwiej” byłoby być niewolnikiem sprawiedliwości Bożej i jako niewolnik zwalniać się od wszelkiej odpowiedzialności. Pewnie też „łatwiej” byłoby w ten sposób wytresować ślepo posłuszne zastępy chrześcijan-niewolników. Ale nie takimi powołał Chrystus chrześcijan.
„Nie rodzimy się, ale – stajemy chrześcijanami.” (Tertulian)














