„Pan, Bóg twój, wzbudzi ci proroka spośród braci twoich, podobnego do mnie” (Pwt 18,15)
Brakuje nam przewodników. Brakuje mistrzów, którzy wskazaliby nam drogę, powiedzieli TAK-NIE. Krzyknęli: veto!... Zabiliśmy ich czy sami zaginęli?
Są wprawdzie fałszywi prorocy – marne pocieszenie. Zowią się takimi albo my ich zwiemy, by heksametrem frazesów zagłuszyli ciszę bez-prorocza. „Dajcie nam człowieka, byśmy za nim pójść mogli! – Prawdziwyż? – Mniejsza o to. Ostatecznego rozrachunku daleki jeszcze moment. Byle iść było za kim. – Oszuka nas? – Wówczas w świętym uniesieniu, z czystym sumieniem można go zabić. I szukać nowego kozła proroczego…”. Byle iść było za kim… Byle kim…
Jeden jest Prorok, który przyszedł w mocy Mojżesza i Eliasza. Jeden – Jedyny zbudzony ze snu śmierci, aby obudzić naród kroczący w ciemnościach. Cisza, która zaległa, nie jest milczeniem Boga. Ciszą jest, by można było Jego cichy głos usłyszeć. Nie ma w zwyczaju bowiem podnosić głosu na dworze. Raczej szepcze, niczym szmer łagodnego powiewu.















