Czas Wielkiego Postu — czas łaski, zbawienia wykorzystać trzeba jak najskuteczniej.
Po prostu trzeba się nawrócić, bo pierwsze wezwanie Pana Jezusa brzmi zawsze: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”.
Zobaczmy, że już w słowach kolekty ze Środy Popielcowej: „Panie nasz, Boże, daj nam przez święty post zacząć okres pokuty, aby nasze wyrzeczenia wzmocniły nas do walki ze złym duchem”, wyraźnie zostaje zarysowany pewien program. Nawiązuje on do słów Pana Jezusa mówiącego, że pewne duchy można wyrzucać tylko modlitwą i postem. Celem Wielkiego Postu jest przygotowanie umysłów i serc, aby uwolnione od ciężaru grzechu mogły się zanurzyć w Tajemnicy Paschalnej, żeby mogły się otworzyć na dary Ziemi Obiecanej. Wyjście z Egiptu, czterdziestoletnia wędrówka Żydów przez pustynię, kiedy to doświadczali Boga i zarazem kiedy On ich doświadczał — były czasem nauki, coraz pełniejszego otwierania się na tę prawdę, że Jahwe wyzwala, prowadzi, lecz nie działa za człowieka. Jeśli wyswobadza, to za jego przyzwoleniem, z jego współdziałaniem.
Dojrzeć grzeszność
Musimy zrozumieć, co się stało, kiedy Jezus Chrystus, nieskalany Baranek, zawisł na krzyżu i zmartwychwstał. Po wędrówce, w Wielkanoc dochodzimy do Ziemi Obiecanej. Cóż więc mamy robić? Przede wszystkim, tak po ludzku rzecz biorąc, mamy się zadziwić. Dla mnie kluczem do Wielkiego Postu są słowa św. Jana Ewangelisty: „Tak Bóg umiłował świat...” (J 3,16) — dopełnione tekstem św. Pawła — „że dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali sprawiedliwością Bożą” (2 Kor 5,21). Jeżeli tego nie uchwycimy, to zamiast patrzeć w Chrystusa, który przychodzi, aby nas zbawić, będziemy patrzeć na siebie, zamiast miłością Bożą, będziemy się fascynować naszymi grzechami.
W Poście mamy doświadczyć, dotknąć naszej grzeszności, tzn. zobaczyć w świetle Bożym, że naprawdę jesteśmy grzesznikami. Nie chodzi o jakiś konkretny grzech, ale o grzeszność w ogóle. Jestem grzesznikiem, a ten czy tamten grzech to jedynie przejaw potencjalności, która się w mojej grzeszności kryje. Jeżeli ktoś mówi, że nie ma grzechu, to nie ma w nim prawdy, jest kłamcą. To właśnie Zły, ojciec kłamstwa, zwodzi: będziecie jako bogowie, a więc bez grzechu. O grzechu przekonuje Duch Święty. Ten, kto się chce nawrócić, winien trwać w żarliwej modlitwie: przyjdź, Duchu Święty, pokaż mi moją grzeszność. Najczęściej widzimy bowiem to, co chcemy zobaczyć, a Duch Święty pokazuje to, co Bogu najbardziej przeszkadza. Bywa, że najbardziej niebezpieczne są te grzechy, których my nie widzimy, a z których Bóg chciałby nas uwolnić. Niekoniecznie muszą to być grzechy ciężkie. Czasem zaniedbanie poszczególnych natchnień Ducha Świętego jest o wiele groźniejsze w skutkach niż to, że ktoś z czymś sobie nie poradził.
Ale jak i gdzie Duch Święty przekonuje? Przede wszystkim w Słowie Bożym — przestrzeni, formie, w której On — delikatnie, ale i stanowczo — objawia się. Jeżeli ktoś chce się nawracać, niemożliwe, żeby zrobił to bez pomocy Słowa Bożego, żeby nie wziął do ręki Ewangelii. Słowo Boże to „miecz Ducha” (Ef 6,17), to Słowo skuteczne, to miecz obosieczny, przenikający głębię naszego serca.
Chodzi tu zwłaszcza o osobistą modlitwę opartą o słowo Pana Jezusa. Najważniejsza jest przy tym modlitwa do Ducha Świętego, wezwanie Go, przeczytanie pewnego fragmentu i zastanowienie się nad tym, kim jest Ten, który mnie kocha i co chce mi powiedzieć.
Następna myśl, również z liturgii Środy Popielcowej, jest taka: „W imię Chrystusa, prosimy, pojednajcie się z Bogiem”. Dodajmy, że warunkiem pojednania się z Bogiem jest pojednanie z bliźnim. Jeżeli ktoś myśli o nawróceniu, musi zacząć od uporządkowania siebie — przestrzeni sobie najbliższej. Dopiero potem niech sprząta wokół siebie. Przede wszystkim trzeba się przyjrzeć swoim relacjom z najbliższymi: z żoną, mężem, dzieckiem... Posłuchajcie: „Jeśli ktoś nie dba o swoich, a zwłaszcza o domowników, wyparł się wiary i gorszy jest od niewierzącego” (1Tm 5,8). Przestrzeń przebaczenia musi zaistnieć w twoim domu, gdyż tam masz najpierw szukać przebaczenia: albo o nie prosić, albo samemu przebaczyć. Przy tym łatwiej jest czasem przebaczyć, niż prosić o przebaczenie, tym bardziej, że jeżeli komuś zrobi się krzywdę, to przebaczenie wiąże się z zadośćuczynieniem.














