Biada zuchwałej duszy, która sobie uroiła, że jeśli od Ciebie odejdzie, to coś lepszego znajdzie. W którąkolwiek zwróci się stronę — w tył, w bok, znowu w przód — wszędzie jej wszystko dolega okrutnie. A tylko Tyś spokojem. I oto jesteś blisko. I uwalniasz od nieszczęsnego błądzenia, stawiasz nas na drodze Twojej, pocieszasz i mówisz: „Biegnijcie — Ja was nieść będę, Ja was powiodę, Ja was tam poniosę” 1
Tajemnica grzechu: zagubienie
Bolesnym doświadczeniem, które naznacza los człowieka, jest błądzenie prowadzące do zagubienia. „Wszyscyśmy pobłądzili jak owce, każdy z nas się obrócił ku własnej drodze” (Iz 53,6). „Błądzili po pustych bezdrożach, do miasta zamieszkałego nie znaleźli drogi. Cierpieli głód i pragnienie i wygasało w nich życie” (Ps 107,4n). W świetle powyższych tekstów Pisma Świętego grzesznik jawi się jako istota podatna na złudzenia, w których potrafi trwać uparcie, aż do tragicznego finału. Podobnie jak jeden z bohaterów powieści Goldinga — ksiądz budujący tytułową wieżę na kościele. Miasteczko zamiera w strachu, wiedząc, że konstrukcja dachu nie ma prawa wytrzymać. Obłęd zaślepionego wizjonera kończy się katastrofą: wieża wali się z hukiem, niszcząc kościół i okoliczne domy, a on sam popada w obłęd.
Grzech objawia się jako obłędny bieg do przepaści (w przekonaniu, że podążam do krainy szczęścia) lub jako zagubienie na pustynnych bezdrożach. W pierwszym przypadku człowiek łamie sobie kości. Iluzja szczęścia bowiem jest jak film wyświetlany na ścianie. Gdy ktoś usiłuje wskoczyć w jego wnętrze, wali głową w mur. Gdy diabeł stwarzał święty Antoniemu iluzje ponętnej kobiety w jego pustelni, pozostawał niewzruszony. Zdawał sobie sprawę, że jest wciągany w grę pozorów, która ma złamać jego wierność Bogu i pokonać nieustępliwe pragnienie podążania ścieżką Prawdy.
W drugim przypadku — nieustannych zmian kierunku marszu na pustyni — człowiek pogrąża się w rozpaczy, osamotnieniu i poczuciu bezsensu. Św. Augustyn po latach uznał, że pogoń za tym, co wydawało mu się pięknem wartym zachodu, wyprowadziła go na manowce:
Późno Cię umiłowałem, Piękności tak dawna, a tak nowa,
późno Cię umiłowałem.
W głębi duszy byłaś, a ja się po świecie błąkałem i tam szukałem Ciebie,
bezładnie chwytając rzeczy piękne, które stworzyłaś.
Ze mną byłaś, a ja nie byłem z Tobą.
One mnie więziły z dala od Ciebie — rzeczy,
które by nie istniały, gdyby w Tobie nie były 2
W nawróceniu pierwszą sprawą jest uznanie własnego stanu. Człowiek potrafi latami tłumić ból przeżytej katastrofy i urządzać sobie życie na dnie przepaści. Pomaga mu w tym stosowanie najprzeróżniejszych „uśmierzaczy”, które pozwalają nie czuć pogruchotanych kości. Te środki zaradcze jeszcze bardziej pustoszą duchowy organizm człowieka, zamieniając go w snujące się widmo. Ich bogaty repertuar sprowadza się do wszelkiego rodzaju stanów amoku, które odrywają człowieka od jego własnego serca, a tym samym od Boga, Źródła Prawdy 3
W doświadczeniu grzechu i jego gorzkich owoców dominują u ludzi wierzących i pragnących nawrócenia trzy postawy. Pierwsza to poczucie słabości i niemocy autentycznego powrotu do Boga. Lęk, że nigdy nie uda mi się pokonać ogromnego dystansu, który wyznacza moje tak dalekie odejście. Być może to właśnie doświadczenie stało się udziałem Judasza, który w swoim osamotnieniu uznał, że nie istnieje już droga powrotu. Zbyt daleko odszedłem, bym był w stanie powiedzieć: cała wstecz!
Druga postawa to ogromne poczucie winy, odbierające chęć do życia i szacunek do siebie. Człowiek tak bardzo koncentruje się na własnym upadku, że jego mrok przysłania mu miłosierdzie Boga.
Czasem w prawdziwym przeżyciu żalu za grzechy przeszkadza psychiczne poczucie winy, w którym w centrum uwagi jesteśmy my sami. Cierpimy, że z powodu naszych pomyłek i złych wyborów ucierpiało nasze dobre imię. Jak mogłem być taki głupi? Jak mogłem to zrobić? Jak mogłem to powiedzieć? 4
Trzecia postawa to chęć zrobienia gruntownego porządku w swoim życiu moralnym i religijnym oparta często na wierze, że wszystko da się przepracować i uleczyć własnym, konsekwentnym wysiłkiem. Radykalizm poprawy siebie płynie zresztą niejednokrotnie z lęku przed zatratą siebie w grzechu, jeślibym zaniedbał duchowej pracy. Być może ta postawa rodzi się z poczucia, że jeśli mam zasłużyć na Bożą miłość, muszę wykazać się odpowiednią żarliwością, która przywróci mi Bożą aprobatę.
Odrębnym problemem jest brak myślenia o nawróceniu jako drodze, na której do końca życia będzie się w człowieku dokonywała wewnętrzna przemiana. Nie ma bowiem takiego momentu, w którym moglibyśmy powiedzieć: — Dziękuję Ci, Boże, że jestem tak doskonały. Przypowieść o celniku i faryzeuszu stanowi ostrzeżenie przed postawą definitywnego zwycięzcy w duchowych bojach.
Poszukajmy w słowie Bożym tropów wiodących do odkrycia Bożego pomysłu na głęboko przeżyte nawrócenie.
|
Polecamy: |














