„Zaprawdę, powiadam ci: dziś będziesz ze Mną w raju”
Pierwszy zjawia się w domu Ojca złoczyńca i łotr. Jezus nie jest zbyt wybredny, jeśli chodzi o dobór towarzystwa. Rodzi się poważne pytanie, czy będziemy szczęśliwi, przebywając w otoczeniu tych, którzy będą z nami w raju, przy założeniu, że się tam znajdziemy. Wrócimy do tego później.
Do i od światła
Przypomnijmy sobie teraz dwóch łotrów. Jest o nich mowa we wszystkich czterech Ewangeliach, a trzech z czterech ewangelistów nazywa ich złoczyńcami. Bez względu na to, jakie złe czyny popełnili, najistotniejsze jest, że jeden z nich, potocznie zwany dobrym łotrem, uczynił pod koniec życia zło największe: skradł nagrodę, na którą nie zasłużył. Wisieli rozciągnięci na krzyżach, jeden po lewej, drugi — jak chce pobożna legenda, dobry łotr — po prawej stronie Jezusa. Podobnie jest w opowieści o Sądzie Ostatecznym z Ewangelii świętego Mateusza, gdzie kozły zebrano po lewej, a owce po prawej stronie. Dobry łotr to odnaleziona owca, a dokładniej to kozioł, który w ostatniej chwili, nim dopełnił się jego czas, został przemieniony w szanowaną owcę.
Niewykluczone, że obaj złoczyńcy słyszeli wcześniej o Jezusie. Jeśli nie, musieli o Nim usłyszeć z pewnością tego dnia, kiedy wisieli na krzyżach otoczeni szydzącym tłumem. Jeden z nich przyłączył się do szyderstw i z drwiną, dla której bodźcem było jego rozpaczliwe położenie, zwrócił się do Jezusa: „Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas”. Łukasz pisze, iż „urągał” Jezusowi. Zauważmy, że w tym człowieku kryła się odrobina szlachetności. Nie powiedział: „Wybaw siebie i mnie”, ale „Wybaw siebie i nas”. Może drugi złoczyńca był jego przyjacielem, może razem popełniali przestępstwa. Nawet gdy ktoś pozostaje w grzechu, może być w nim jakaś cząstka naznaczona przez łaskę. Jednak tę odrobinę łaski unicestwiają wściekłość i pogarda, z jaką zwraca się do Jezusa — źródła łaski. W chwili śmierci ów człowiek odwrócił się — wydaje się, definitywnie — od światła.
Inaczej było w wypadku drugiego łotra. Jak podaje Pismo Święte, skarcił swego towarzysza. „Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież — sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił”. I obracając w męczarniach głowę w stronę Jezusa, mówił do Niego: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa”. Jezus mu odpowiedział: „Zaprawdę, powiadam ci: dziś będziesz ze Mną w raju”. Drugi złoczyńca w chwili śmierci zwrócił się ku światłu.
Zauważmy, że to jedyny wypadek w relacjach ewangelicznych, by ktoś zwracał się do Jezusa po imieniu. W pozostałych wypadkach mamy zawsze zwrot: „Jezusie, Synu Boga”, „Jezusie, Synu Dawida” lub inną formę będącą oznaką szacunku. Pierwsza osoba pozwalająca sobie na taką zażyłość to skazany na śmierć przestępca, który jest równocześnie ostatnim człowiekiem rozmawiającym z Jezusem przed Jego śmiercią. Wspólna śmierć niweluje wszystkie różnice między ludźmi. Tekst grecki sugeruje, że była to uparta prośba, że złoczyńca „mówił” 1do Jezusa. Może to wcale nie była prośba. Może chciał tylko Jezusa pocieszyć.
Jedynie z litości
W swojej sztuce Człowiek zrodzony na króla Dorothy Sayers kreśli portret dobrego łotra — zgodnie z tradycją zwanego Dyzmą — jako kogoś, kto kierował się litością w stosunku do Jezusa. W odpowiedzi na urągania pierwszego złoczyńcy Dyzma tak mówi o Jezusie:
To szaleniec i tyle. Niech sobie myśli, że jest Wszechmocny, jeżeli przez to ma się czuć odrobinę lepiej... Co tam z tobą, stary? Wszystko w porządku? No pewnie, że tak. To tylko zły sen, wierz mi. Przyjdzie dzień, że staniesz w chwale i pokażesz im wszystkim... O! uśmiecha się! Lubi, jak tak do niego mówić... (Pełnym szacunku tonem, chcąc dogodzić temu niegroźnemu szaleńcowi). Panie, pamiętaj o mnie, gdy będziesz wchodził do swego królestwa, dobrze?
Zdaniem Sayers, Dyzma zwrócił się ku światłości, ale nie wierzył w światłość. Jego „Panie, wspomnij na mnie” nie było aktem wiary, lecz litości. Było to coś, co mówi się komuś, komu wydaje się, że jest Napoleonem. Jednak w momencie — stwierdza Sayers — gdy pada nieoczekiwana odpowiedź Jezusa, następuje chwila iluminacji, błysk olśnienia, bardzo podobny do aktu wiary. Sayers pisze, że Dyzma
nie wiedział, czy ma do czynienia z ukrzyżowanym i bezbronnym człowiekiem, w wypadku którego żądać, by odwrócił głowę, powiększając swoje męczarnie, byłoby przejawem egoizmu, czy też z wiecznym Chrystusem, którego mocy jest na poły świadom i z którego cierpieniem wydaje się w tajemniczy sposób złączony, tak iż w niepojęty sposób jeden dźwiga cierpienia i ból drugiego.
Niewątpliwie Jezus dźwigał cierpienia drugiego łotra, Dyzmy, i całej, częściowo tylko świadomej tego ludzkości. „Dziś będziesz ze Mną w raju”. Jezus nie odrzuca nikogo, kto się do Niego zwraca. Czasami zwracamy się do Niego, ale mało w nas wiary, czasami miesza się ona z wątpliwościami i jesteśmy ich bardziej pewni niż wiary. Jezus nie jest wybredny, jeżeli chodzi o jakość naszej wiary. Bierze, co dajemy, i daje nieskończenie więcej, niż otrzymuje. Traktuje naszą wiarę o wiele poważniej, niż my to czynimy, i wydobywa z niej o wiele więcej, aniżeli bylibyśmy w stanie kiedykolwiek wydobyć. Jego odpowiedź na naszą wiarę jest większa od niej.
To Ja was wybrałem
Któregoś dnia przyszedł do Jezusa ojciec, prosząc, by uzdrowił jego dziecko. „Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy” — powiedział Jezus. Ojciec dziecka zawołał: „Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!”. Podobnie wołamy wszyscy. Innym razem Jezus powiedział, że jeżeli będziemy mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, możemy przenosić góry. Tu, na Golgocie, miejscu śmierci i spustoszenia, wiara Dyzmy jest mniejsza niż ziarnko gorczycy, a jednak rozrasta się w drzewo życia wiecznego, drzewo raju. Odpowiedź Chrystusa jest zawsze o wiele większa niż nasza wiara. Wystarczy zostawić Mu szczelinę, niewielką szparę, a otworzy nasze życie na niezmierzone cuda. (...)
Drzewo śmierci stało się drzewem życia. W chwili swej śmierci Dyzma zwrócił się do towarzysza niedoli: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa”. Czy był to przejaw miłosierdzia czy akt wiary? Być może jedno i drugie, gdyż miłosierdzie to inne oblicze miłości, a ona znosi wszystko i daje początek wszystkiemu. Na początku była miłość. I na końcu jest miłość. Koniec był miłością. Jezus powiedział: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”. Oddał życie za swego przyjaciela Dyzmę.
Jesteśmy Jego przyjaciółmi nie dlatego, że wybraliśmy Go sobie za przyjaciela, ale dlatego, że On nas wybrał na przyjaciół. Jezus powiedział: „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem”. Dyzma został wybrany z wieczności i do wieczności. Zanim w męczarniach odwrócił głowę, aby prosić — nieważne, powodowany wiarą czy miłosierdziem — to, o co prosił, zostało mu już podarowane. Tak samo jest z nami. Spójrz na Tego, który bezustannie spogląda na ciebie. Choćby twoja wiara ledwo się tliła, była krucha i przemieszana z wątpliwościami, patrz na Niego. Patrz na Niego z wiarą, jakakolwiek by ona była, i wiedz, że twoje zamartwianie się brakiem wiary już samo w sobie jest jej znakiem. Nie przyglądaj się swojej wierze. Spoglądaj na Niego. Spoglądaj bezustannie, a wiara sama się o siebie zatroszczy.














