Każdego, kto przeczytał książkę Waltera Kaspera o Jezusie Chrystusie (Moguncja 1974), przez całe życie nie opuści już fundamentalny sceptycyzm dotyczący „historyczności” wydarzeń wielkanocnych. Dla Kaspera bowiem Wielkanoc nie jest wydarzeniem historycznym. Ów sceptycyzm ma swoje źródło w rozpoznaniach dwudziestowiecznej systematyki protestanckiej, którym bezwarunkowo i bezkrytycznie ulegają zwłaszcza katolicy. Wszystko to da się wyczytać z książki autorstwa systematyka z Marburga Hansa Grassa Ostergeschehen und Osterberichte [Wydarzenie i relacje paschalne] (1956, wyd. 3: 1964). Wywodząca się stąd egzegeza protestancka traktowana jest faktycznie w kategoriach nowej i rzeczywistej nieomylności. Któż bowiem zechce krytykować „krytykę, która uwalnia”, a którą daje się tak wspaniale zinstrumentalizować do celów polityki Kościoła? Na takim sposobie lektury nie da się jednak zbudować żadnego Kościoła katolickiego.
Pierwsza próba rekonstrukcji
Zamiarem niniejszego tekstu jest historyczna rekonstrukcja opowiadań wielkanocnych Nowego Testamentu, przeprowadzona wbrew zwykłemu sposobowi oglądu, wyuczonemu na studiach przez prawie wszystkich teologów (z Walterem Kasperem na czele). Na ile jestem w stanie to ocenić, odbędzie się to po raz pierwszy w takim właśnie kształcie. Znane są mi oczywiście problemy i propozycje rozwiązań z obszaru badań historyczno–krytycznych. Znawca przedmiotu rozpozna w każdym fragmencie mojego wywodu stanowisko przeciwne.
Również ja wychodzę od założeń wstępnych, które z umiłowania prawdy chcę wymienić od razu na początku. Uważam, że w przypadku wydarzeń wielkanocnych chodzi w całości o wydarzenia historyczne — oczywiście nie o takie, które dałyby się wyjaśnić przyczynowo, które byłyby zgodne z prawami natury i tym samym możliwe do zrekonstruowania na drodze eksperymentu. Chodzi tutaj zatem o wydarzenia z marginesu historii, które miały miejsce jako „fakty mistyczne”. Zatem mowa jest tutaj o rzeczywistych doświadczeniach odbywających się w czasie i przestrzeni, a nie o halucynacjach czy subiektywnych, chorobliwych fantazjach. Jako doświadczenia w czasie i przestrzeni mają one zauważalne skutki w czasie, chociaż same nie są z tego świata. Dzieje się tak, gdyż nie wywodzą się one z głębi ludzkiej subiektywności, lecz z osobowego odniesienia Boga [do człowieka].
Nie mam ponadto zamiaru pozbyć się choćby jednego jedynego opowiadania wielkanocnego na drodze egzegetycznej interpretacji; nie będę również stosował metody późnego datowania, by jakiekolwiek opowiadanie uznać za „twór wtórny”. Oznacza to hipotetyczne założenie o rozciągnięciu wydarzeń w czasie. I tak, odwołuję się na przykład do licznych ukazań się Jezusa kręgowi Dwunastu (jedenastu uczniom bez Judasza), nawiązując przy tym również do informacji z Dziejów Apostolskich, zgodnie z którą Pan ukazywał się Dwunastu (i innym) dłużej niż przez czterdzieści dni (Dz 1) i z pewnością nie było to objawienie w „jednym kawałku”. Dzięki temu wyzbyć się można „zgorszenia”, które kosztowało wierzących tak wiele zaufania, czyli pytania o to, czy Jezus ukazał się Dwunastu w Jerozolimie (Łk i J) czy też na górze w Galilei (Mt; Mk 16).
Tym samym nie zajmuję się zstąpieniem Jezusa do królestwa umarłych (nie mogę tego opisać przedmiotowo); nie odnoszę się również do samej tajemnicy cielesnego zmartwychwstania Jezusa ani do relacji licznych tekstów apokryficznych, które opisują zmartwychwstanie Jezusa w kategoriach procesu — czyli jako przybycie po Jezusa dwóch aniołów. To, że teksty te nie są kanoniczne, czyli nie należą do pism Nowego Testamentu, nie oznacza oczywiście, że tak nie mogło być.
Następnie jestem zdania, że święty Paweł wychodzi od rzeczowego rozumienia pustego grobu. Tylko bowiem w odniesieniu do Jezusa (a nie do chrześcijan, którzy są „u Pana”) Paweł mówi o zmartwychwstaniu, a wymaga ono pochłonięcia wszystkiego, co śmiertelne. To, co zostaje pochłonięte lub przemienione, nie istnieje już więcej jako to, co dawne. Taka jest właśnie różnica wobec kości zmarłych chrześcijan, o których wiemy, że leżą w grobach — i to właśnie do chwili powszechnego zmartwychwstania, w którym zostaną oni przemienieni i otrzymają nowe ciało. Ciało to chrześcijanie (z reguły) posiadają już dziś w sposób niewidzialny.














