Menu
 
Fotoreporta¿e
 
 

Je¶li chcesz otrzymywaæ newsletter z informacjami o nowo¶ciach kliknij przycisk:
kontynuuj Kontynuuj

Rozmiar czcionki: A A A

Polecamy

07.08.2009 20:41

G³oszenie s³owa

W naszych s³owach brak w³adzy i si³y, poniewa¿ tak czêsto boimy siê mówiæ prawdê. Obawiamy siê wspominaæ w naszych kazaniach o twardym do¶wiadczeniu tych, z którymi ¿yjemy.


Uczy³ ich jak ten, który ma w³adzê (Mt 7,29).

 

W Ewangelii czytamy, ¿e Jezus „uczy³ ich jak ten, który ma w³adzê”. Kiedy mówi³, ludzie siadali i s³uchali, dzia³y siê cuda, chorzy byli uzdrawiani, a ¿ycie ludzi siê zmienia³o. Prawdopodobnie najwiêkszym wyzwaniem, przed którym staje edukacja katolicka, jest odkrycie, jak w klasie, w domu czy w ko¶ciele mówiæ o naszej wierze s³owami, które maj± w³adzê.

Nudne i bezowocne g³oszenie kazañ by³o problemem od samego pocz±tku. Nawet wed³ug s³ownika Webstera g³oszenie kazania to „udzielanie moralnej lub religijnej nauki, szczególnie w nudny sposób”. Kiedy odczuwam znu¿enie moimi w³asnymi kazaniami, pocieszam siê, przypominaj±c sobie, ¿e ¶wiêty Pawe³ mówi³ tak d³ugo, i¿ Eutyches zasn±³ i pad³ martwy. Poprosi³em organizatorów naszego spotkania, aby zamknêli drzwi na klucz dzi¶ wieczorem, aby nikt nie móg³ uciec. Kiedy ¶wiêty Cezary z Arles mówi³, jego kazania by³y tak nu¿±ce, ¿e drzwi musia³y byæ zamkniête na klucz, aby powstrzymaæ ludzi przed ucieczk±. John Donne, anglikañski kaznodzieja i poeta, twierdzi³, ¿e purytanie g³osili kazania bardzo d³ugo, poniewa¿ kiedy zgromadzenie zapada³o w sen, mówili, dopóki ludzie siê nie obudzili.

Jednak¿e problem, z którym mamy do czynienia dzi¶, nie jest odwiecznym problemem nudnego g³oszenia kazañ. Chodzi o to, w jaki sposób mo¿emy odnowiæ jêzyk, którym mówimy o naszej wierze, tak, aby sta³ siê ¿ywy i ¿yciodajny. Wiêkszo¶æ ludzi uwa¿a jêzyk wiary za nudny i usypiaj±cy. Je¶li zatem za¶niecie, s³uchaj±c tego wyk³adu, nie martwcie siê. Staniecie siê ¿ywym, choæ ¶pi±cym potwierdzeniem moich s³ów. Czêsto w Rzymie musia³em studiowaæ oficjalne dokumenty chrze¶cijañskie i rzadko udawa³o mi siê przeczytaæ wiêcej ni¿ kilka stron bez uczucia ogromnego znu¿enia.

Nikt tu nie jest winny. Takie kryzysy jak ten, który odczuwa³em, dotycz± równie¿ Ko¶cio³a, kiedy jêzyk wiary przestaje byæ w ¿ywym kontakcie z jêzykiem, którym porozumiewamy siê na co dzieñ. Dosz³o do takiego kryzysu w trzynastym wieku, kiedy jêzyk Ko¶cio³a straci³ kontakt z jêzykiem, którym mówili i my¶leli ludzie w nowych miastach i na uniwersytetach. Doprowadzi³ on do powstania zakonu dominikanów. Podobny kryzys pojawi³ siê równie¿ w szesnastym wieku, kiedy ¶redniowieczny jêzyk wiary straci³ kontakt z nowym, bardziej indywidualistycznym stylem ¿ycia i my¶lenia. Jego efektem by³o powstanie zakonu jezuitów. Za³o¿enie redemptorystów by³o odpowiedzi± na jeszcze pó¼niejszy kryzys tego rodzaju.

Ucieszycie siê chyba, ¿e nie zaproponujê teraz utworzenia nowego zakonu. Jest ich z pewno¶ci± wystarczaj±co du¿o. Do³±czcie do dominikanów! Zamiast tego chcia³bym zaj±æ siê zagadnieniem odnowy naszego sposobu mówienia o Ewangelii. I uczyniê to poprzez analizê najbardziej skutecznych i stanowczych s³ów, którymi kiedykolwiek pos³u¿y³ siê Jezus, to znaczy tego, co powiedzia³ podczas ostatniej wieczerzy. Wzi±³ chleb, po³ama³ go i da³ swoim uczniom, mówi±c: „To jest Cia³o moje, które za was zostanie wydane” (£k 22,19). Podobnie uczyni³ z winem. Te s³owa maj± moc przemiany. W dobie kryzysu, kiedy stajemy w obliczu upadku i dezintegracji ma³ych spo³eczno¶ci, s± to cudowne pe³ne si³y s³owa. Nasze s³owa musz± byæ o¿ywione przez si³ê tamtego wydarzenia. Równie¿ trzy inne elementy tego zdarzenia powinny byæ obecne w naszych kazaniach:

1. Jezus wychodzi naprzeciw uczniów pogr±¿onych w ciszy i zadziwieniu.

2. Jezus zaprasza ich do obcowania z Bogiem we wspólnocie poprzez s³owo prawdy.

3. Jezus siêga poza tê wspólnotê, do pe³ni królestwa Bo¿ego.

W jaki sposób g³oszone przez nas s³owa mog± byæ o¿ywione przez tê sam± dynamikê i mieæ tak± si³ê przemiany i skuteczno¶æ?

Wychodzenie naprzeciw uczniom pogr±¿onym w ciszy i zadziwieniu

Uczniowie zebrani wokó³ sto³u podczas ostatniej wieczerzy nie mieli zbyt du¿ego pojêcia o tym, co siê dzieje wokó³ nich. Zw³aszcza w opisie ostatniej wieczerzy w Ewangelii ¶w. Jana uczniowie s± przedstawieni jako osoby zupe³nie zdezorientowane: „Panie, Ty chcesz mi umyæ nogi?” (13,6); „Panie, nie wiemy, dok±d idziesz. Jak wiêc mo¿emy znaæ drogê?” (14,6); „Panie, poka¿ nam Ojca, a to nam wystarczy” (14,8). Jezus trudzi siê, aby im wszystko wyja¶niæ. Oni jednak nie rozumiej± i milcz±: „Nie rozumiemy tego, powiada” (16,18). Tekst jest przesycony zaskoczeniem, niezrozumieniem i cisz±. Tak w³a¶nie zaczynamy wszyscy.

¯adne pokolenie nie mo¿e poj±æ Jezusa do koñca i nie potrafimy mówiæ o Nim swoimi s³owami. Ka¿de kolejne pokolenie, które stara siê Go zrozumieæ, musi ograniczyæ siê do milczenia, tak jak uczniowie. S± okresy, kiedy to niezrozumienie jest szczególnie du¿e, a dzieje siê tak, poniewa¿ nasz sposób mówienia o wierze k³óci siê ze sposobem my¶lenia nowej generacji. I tak jest dzisiaj. Problem ten nie wynika z faktu, ¿e nasz ¶wiat jest szczególnie niechrze¶cijañski czy nieewangeliczny. Nie wierzê, ¿e tak jest. Do pewnego stopnia jestem zaskoczony systemem warto¶ci wyznawanym przez wielu m³odych ludzi, ich hojno¶ci±, brakiem uprzedzeñ, otwarto¶ci± wobec obcych itd. Znam wielu g³êboko religijnych m³odych ludzi. Mimo to nasza kultura rozwinê³a siê w taki sposób, ¿e trudno nam zrozumieæ wiele aspektów ostatniej wieczerzy.

We¼my na przyk³ad s³owa Jezusa z relacji ¶wiêtego £ukasza: „To jest Cia³o moje, które za was bêdzie wydane: to czyñcie na moj± pami±tkê” (22,19). Przes³anie tych s³ów jest sprzeczne z zasadami naszej kultury.

1. To jest dar. W wielu kulturach wymiana darów jest wyrazem przynale¿no¶ci do pewnej spo³eczno¶ci. Nasza spo³eczno¶æ podlega prawom rynkowym, wed³ug których ka¿da rzecz ma swoj± cenê i mo¿e byæ sprzedana lub kupiona. Nawet najwa¿niejsze elementy stworzenia, które zawsze uwa¿ano za wspóln± w³asno¶æ ludzko¶ci — takie jak powietrze, p³odno¶æ czy nawet DNA w naszych cia³ach — staj± siê prywatn± w³asno¶ci±, s± opatentowane i sprzedawane jak towary.

2. Jezus daje swoje cia³o. Zrozumienie tego gestu zale¿y od zrozumienia naszej cielesno¶ci, która jest podwa¿ana; zrozumienia naszego cia³a jako miejsca, w którym jest obecny Bóg i w którym mo¿emy z Nim obcowaæ. Dla naszego spo³eczeñstwa cia³o staje siê coraz czê¶ciej jeszcze jednym przedmiotem, który mo¿emy posiadaæ i którym mo¿emy dysponowaæ jak swoj± w³asno¶ci±. Natkn±³em siê na ksi±¿kê na temat ludzkiego cia³a opublikowan± przez firmê, która zwykle produkuje instrukcje obs³ugi samochodów. Jej tytu³ brzmi: Cz³owiek: od 12 tysiêcy lat p.n.e. do wspó³czesno¶ci. Wszystkie modele, kszta³ty, rozmiary i kolory. Podrêcznik firmy Heynes Owners.

3. Jezus prosi uczniów, aby powtarzali rytualny gest ofiary. ¯yjemy jednak w spo³eczeñstwie, które ma niewielkie pojêcie o rytuale.

4. Mamy tu do czynienia z ustanowieniem nowej spo³eczno¶ci, która ma stanowiæ wyzwanie dla mocno zakorzenionego indywidualizmu naszych czasów.

Dzi¶ wielu ludzi jest, tak jak uczniowie podczas ostatniej wieczerzy, zaskoczonych i zdezorientowanych. G³oszenie naszej wiary zaczyna siê od do³±czenia do nich w ich zadziwieniu. Pierwszym krokiem powinno byæ wyj¶cie naprzeciw ich pytaniom, wczucie siê w po³o¿enie osób, którym brak zrozumienia. Je¶li jeste¶my uczciwi, przyznamy, ¿e podzielamy owo niezrozumienie.

Barbara Brown Taylor napisa³a,

W ka¿dej z Ewangelii S³owo wychodzi z milczenia. U Jana jest to milczenie, które by³o na pocz±tku stworzenia. U £ukasza jest to milczenie biednego starego Zachariasza, któremu anio³ Gabriel odebra³ mowê za to, ¿e w±tpi³, i¿ El¿bieta mo¿e porodziæ syna. U Mateusza jest to niezrêczne milczenie miêdzy Maryj± i Józefem, kiedy ona oznajmia mu przed¶lubn± nowinê. A u Marka jest to g³os wo³aj±cego na puszczy, dawno zapomniany g³os proroctwa przeszywaj±cego ciszê pustyni i czasu 1.

Ewangelia Marka jest przede wszystkim Ewangeli± ciszy, której kulminacj± jest milczenie Jezusa na krzy¿u, a która koñczy siê cisz± zapadaj±c± miêdzy kobietami uciekaj±cymi sprzed grobu, które „nikomu nic nie powiedzia³y, bo siê ba³y” (16,8).

Nasze g³oszenie kazania zaczyna siê w ciszy. Musimy pozwoliæ, aby tekst S³owa nas uciszy³ — choæ nie wiemy dok³adnie, jakie jest jego znaczenie — i aby wymkn±³ siê naszej w³adzy i posiadaniu. Tego S³owa nie mo¿emy opanowaæ i oswoiæ. Nie bêdziemy mieli nic do powiedzenia, dopóki nie odkryjemy, ¿e nie mamy nic do powiedzenia. Potem zwracamy siê do Boga i b³agamy o S³owo. Dominik ¿yczy³ sobie, aby Zakon Kaznodziejski by³ jednocze¶nie wspólnot± braci ¿ebrz±cych. Nie tylko ¿ebra³ o chleb, ale i o s³owo, którym mia³ siê dzieliæ z innymi. Zdajê sobie sprawê, ¿e zaczynam siê naprawdê przygotowywaæ do kazania wtedy, kiedy mówiê; „Bo¿e, nie mam pojêcia, co powiedzieæ, jestem niemy. Daj mi S³owo”. Jest to przera¿aj±cy moment zagubienia, ale potem S³owo mo¿e zostaæ nam ofiarowane.

S³owo, które mamy g³osiæ, mo¿e zostaæ nam ofiarowane w u³amku sekundy. Einstein porównywa³ pojawianie siê nowego pomys³u do znoszenia jajka przez kurê: Keeks — auf einmal ist da (Ko–ko–ko — i nagle jest) 2. Wiêkszo¶æ z nas ró¿ni siê od Einsteina, potrzebujemy zmagania, aby zrozumieæ. To zmaganie jest czê¶ci± g³oszenia kazania. S³uchanie, jak rodzi siê S³owo, jest tym, co ³±czy nas z naszymi s³uchaczami, i to czêsto jest najwa¿niejsze. Jeste¶my z nimi, wspó³czesnymi nam kobietami i mê¿czyznami, którzy s± zadziwieni, wysilaj± siê, aby zrozumieæ, oczekuj± daru zrozumienia i trudz± siê, aby to wyraziæ. Annie Dilllard dobrze uchwyci³a po³±czenie talentu i ciê¿kiej pracy zwi±zane z ka¿dym rodzajem pisarskiej twórczo¶ci:

W najlepszym razie pisanie jest czym¶ w rodzaju niezmierzonej ³aski. Jest ci dane, ale tylko wtedy, gdy tego szukasz. Szukasz, rozpaczasz, wysilasz siê, g³owisz i wtedy, tylko wtedy, jest ci to dane. K±tem oka widzisz ruch. Co¶ porusza siê w powietrzu i zmierza w twoj± stronê 3.

S³owa, które pojawiaj± siê bez wysi³ku, jak jajka w metaforze Einsteina, mog± wydawaæ siê naszym s³uchaczom zbyt wycyzelowane i dopracowane. G³oszenie s³owa Bo¿ego nie jest perfekcyjnym przekazywaniem informacji, ale dzieleniem siê darem, który Bóg zwykle przekazuje poprzez nasze usta, wbrew ograniczeniom naszego pojmowania. Jak napisa³ William Hill OP: „Bóg nie mo¿e siê obej¶æ bez naszego j±kania siê, poprzez które próbujemy przekazaæ Jego s³owo” 4. Nasze nieporadne j±kanie siê mo¿e wyraziæ wiêcej ni¿ okr±g³e s³ówka, poniewa¿ jest ono znakiem tego, ¿e otrzymujemy dar, a nie dzielimy siê w³asno¶ci± w postaci s³ów, które przekazujemy.

Cornelius Ernst OP napisa³, ¿e

pojawienie siê p±czka mówi wiêcej o rzeczywisto¶ci ni¿ prawdziwy kwiat czy ziemia, na której ro¶nie: moment narodzin jest pierwotnym momentem rzeczywisto¶ci, momentem prawdy 5.

Nasze g³oszenie wiary powinno byæ pojawianiem siê p±czka, a dochodzenie do sedna prawdy powinno byæ jak kwitnienie. Zaczynamy w ciszy, potem zmagamy siê i czêsto w tym momencie jest nam dane zadziwiaj±ce s³owo. Dzielimy to zaskoczenie ze s³uchaczami. Pisarka Louise Erdrich przedstawia siê jako „wiecznie zadziwion± kobietê” 6. Kaznodzieja mo¿e podzielaæ to uczucie wiecznego zadziwienia. W momencie kiedy Ewangelia przestaje nas zaskakiwaæ, powinni¶my odpocz±æ od g³oszenia kazañ. Yann Martel w swojej ksi±¿ce o ch³opcu, który znalaz³ siê na ³odzi z tygrysem bengalskim, zatytu³owanej ¯ycie Pi pisze:

Bez grzmienia z ambony, bez potêpienia przez z³e ko¶cio³y, bez nacisku rówie¶ników — po prostu Pismo ¦wiête, które cicho czeka, aby siê z tob± przywitaæ, tak delikatne i jednocze¶nie silne jak poca³unek ma³ej dziewczynki na twoim policzku 7.

Zaproszenie do obcowania z Bogiem we wspólnocie

Pierwszym stadium odnowy naszego jêzyka wiary jest wiêc, tak jak w przypadku uczniów, odwaga przyznania siê do naszego braku zrozumienia, uciszenie siê, oczekiwanie na dar i walka o jego wyra¿enie. Drugim etapem jest spotkanie we wspólnocie obcuj±cej z Bogiem. W starym refektarzu klasztoru dominikanów w Mediolanie znajduje siê najczê¶ciej powielany obraz na ¶wiecie, Ostatnia wieczerza Leonarda da Vinci. Widzia³em go nawet na ¶ciereczkach do naczyñ i koszulkach. Uczniowie s± skupieni w czterech lu¼nych grupach, zapatrzeni w ³±cz±c± ich samotn± postaæ w centrum. Nie stanowi± zjednoczonej wspólnoty. Aposto³owie byli podzieleni. Kiedy Jezus powiedzia³ im, ¿e jeden z nich Go zdradzi, ka¿dy zareagowa³ tak, jakby mowa by³a o nim: „Chyba nie ja, Panie?” (Mt 26,22). Jezus ofiaruje im dar nowego przymierza swojej krwi, ale to jest wspólnota, która musi dopiero zostaæ stworzona. Uczniowie s± zebrani razem i to uwalnia ich od samotno¶ci do¶wiadczanej przez nich w momencie kryzysu.

Nasze g³oszenie s³owa nie tylko ma i¶æ w kierunku ka¿dego cz³owieka w jego samotno¶ci i zagubieniu. Ono ma zebraæ wszystkich we wspólnocie obcuj±cej z Bogiem. G³oszenie s³owa przynosi pokój. Jednym z najwcze¶niejszych zadañ kaznodziejskich zakonu Dominika, we wspó³pracy z franciszkanami, by³ tzw. „ruch Alleluja” z 1233 roku 8. Wiêkszo¶æ miast w pó³nocnych W³oszech cierpia³a z powodu wiecznych sporów miêdzy ró¿nymi frakcjami i by³y one faktycznie w stanie wojny domowej. „Ruch Alleluja” polega³ na g³oszeniu kazañ w imiê przywrócenia pokoju. Czêsto punktem kluczowym ka¿dego kazania by³ rytualny poca³unek pokoju miêdzy wrogami. Jako kaznodzieje ojcowie byli nierzadko upowa¿nieni do uwalniania wiê¼niów, umarzania d³ugów, a nawet zmiany statutów cywilnych. Taka by³a si³a i w³adza g³oszonego przez nich s³owa.

By³em niedawno w Stanach Zjednoczonych, gdzie uderzy³a mnie, jak zwykle, polaryzacja tamtejszego Ko¶cio³a, podzia³ na lewicê i prawicê, tradycjonalistów i pragn±cych postêpu, feministki i patriarchat. Oczywi¶cie odk±d Piotr i Pawe³ starli siê w Antiochii, zawsze istnia³y w Ko¶ciele podzia³y. Wydaje mi siê, ¿e stanowi to problem szczególnie od czasów o¶wiecenia, kiedy to powoli zaczêto postrzegaæ ¶wiat w opozycji: prawica i lewica. W tym okresie zasadniczy by³ w³a¶nie taki sposób my¶lenia. Trudno jednak dopasowaæ katolicyzm do tego rodzaju dychotomii, poniewa¿ dla nas tradycja i postêp by³y i s± zawsze w istotny sposób ze sob± zwi±zane. Znajdujemy nowe drogi postêpu poprzez zapatrzenie siê na tradycjê.

Ka¿demu z nas grozi niebezpieczeñstwo zaszufladkowania jako zwolennika prawicy albo lewicy, patriarchatu czy feminizmu. Jest to zdeterminowane przez jêzyk zbyt ubogi dla spo³eczno¶ci powo³ywanej przez Boga. Musimy wiêc wypracowaæ wspólny jêzyk, który bêdzie w stanie wyraziæ nasze wszystkie aspiracje i pogl±dy, nawet te, których sami nie wyznajemy. Musimy pozwoliæ, aby rozleg³o¶æ i ró¿norodno¶æ Ko¶cio³a, do którego nale¿ymy, mog³a przenikaæ i przemieniaæ nasze s³owa, tak, aby bariery ideologiczne zosta³y prze³amane a „mur wrogo¶ci” (Ef 2,14) zburzony.

Jestem bia³ym Anglikiem w ¶rednim wieku, o umiarkowanie liberalnych pogl±dach. Mój ma³y ¶wiat powinien otworzyæ siê na o¶cie¿. S³owo katolika powinno siê rodziæ. Kaznodzieja musi byæ elastyczny, aby zaakceptowaæ sposób my¶lenia, wierzenia i bycia, który jest inny ni¿ jego w³asny. Najbardziej jaskrawym tego przyk³adem jest ¶wiêty Franciszek czyni±cy pokój miêdzy obywatelami Gubbio i wilkiem. Jest on mediatorem, który zatwierdza s³owne zobowi±zanie obywateli i niewerbalny jêzyk wilka: „wilk uklêkn±³ i sk³oni³ g³owê i poprzez wyginanie swego cia³a i machanie ogonem i uszami pokaza³ wszystkim, ¿e zamierza dotrzymaæ zawartej umowy” 9.

Wiêkszo¶æ z nas nie ma powo³ania do tak radykalnej mediacji! Jedno z najpiêkniejszych do¶wiadczeñ w ³±czeniu g³oszenia pokoju z g³oszeniem kazania, które by³o mi dane, mia³o miejsce podczas spotkania Rodziny Dominikañskiej w Tucuman, w pó³nocnej Argentynie. Nie zdawa³em sobie sprawy, ¿e by³o to akurat w uroczysto¶æ zwan± Dniem Malwinów, kiedy to ca³a Argentyna ¶wiêtuje odzyskanie z r±k naje¼d¼ców wysp Malwinów, zwanych przez Brytyjczyków Falklandami. Ca³e miasto by³o udekorowane argentyñskimi flagami. Czu³em siê z pocz±tku do¶æ osamotniony. Kiedy jednak wszed³em do sali, aby spotkaæ siê z tysi±cami moich braci i sióstr, na stole czeka³a na mnie ma³a flaga brytyjska. Koncelebrowa³em eucharystiê z ojcem prowincja³em i modlili¶my siê za wszystkich zmar³ych, Argentyñczyków i Brytyjczyków. Zrz±dzeniem Opatrzno¶ci mia³em tego dnia wyg³osiæ kazanie przeciw przemocy. To by³ moment ³aski.

G³oszenie pokoju jest wyzwaniem nie tylko dla ksiêdza czy diakona, który g³osi kazanie po odczytaniu Ewangelii w czasie eucharystii, ale dla ka¿dej formy g³oszenia s³owa Bo¿ego. I nie chodzi tu o t³umienie naszych g³êbokich przekonañ tak, aby nie raniæ innych. Wrêcz przeciwnie, chodzi o wierne g³oszenie s³owa Bo¿ego, które jest otwarte na innych, kobiety i mê¿czyzn, starych i m³odych.

Mie¶ci siê to w dos³ownym znaczeniu ofiary chleba i wina. Goeffrey Preston OP pisa³:

Pomy¶lcie o dominacji, wykorzystaniu i zatruciu cz³owieka i natury, które wi±¿± siê z konieczno¶ci± zdobywania chleba powszedniego, o ca³ej goryczy rywalizacji i walki klasowej, o zorganizowanej samowoli taryf i stawek cenowych, o haniebnym zwyczaju podzia³u dóbr tego ¶wiata, które przynosz± niektórym tak wiele, a innym tak ma³o, ¿e nie wystarcza im po¿ywienia, co zmusza ich do korzystania z tego symbolu ubóstwa, którym jest kolejka po zasi³ek. To samo odnosi siê tak¿e do wina — owocu winnego krzewu i pracy r±k ludzkich, wina kojarz±cego siê ze ¶wiêtami i weselem… To wino to te¿ butelka, która staje siê ¼ród³em najbardziej tragicznych form degradacji cz³owieka: pijañstwa, rozbitych rodzin, zmys³owo¶ci i d³ugów. Chleb i wino, w które przeistacza siê sam Chrystus, s± takim samym chlebem i winem, ale On mo¿e nadaæ im sens i je ucz³owieczyæ. Nic, co ludzkie, nie jest Mu obce. Je¶li przynosimy chleb i wino do sto³u Pañskiego, dajemy tym samym do zrozumienia, ¿e jeste¶my przygotowani, aby przynie¶æ Bogu wszystkie te formy, które chleb i wino przybieraj±. Tym samym decydujemy siê przynie¶æ Bogu wszystko, co jest zepsute i szpetne, aby nada³ temu sens na nowo. Zawieramy w sobie bowiem smutek i rado¶æ tego ¶wiata 10.

Nasze s³owa nie stwarzaj± wspólnoty obcuj±cych z Bogiem wiernych, je¶li pomijamy niektóre sprawy, udajemy, ¿e konflikty nie istniej±, albo kreujemy niejasn±, ogólnie pojêt± ¿yczliwo¶æ. S³owa nasze mog± stworzyæ wspólnotê dla wszystkich tylko wtedy, gdy g³osz± prawdê. Musz± mówiæ o tym, co jest. Podczas ostatniej wieczerzy Jezus rozpoczyna proces gromadzenia uczniów we wspólnotê w momencie, kiedy mówi im bolesn± prawdê. Jeden z nich Go wyda, wszyscy uciekn± i bêd± rozproszeni, On bêdzie cierpia³ i umrze, potem zmartwychwstanie i ze¶le Ducha ¦wiêtego. „Ale poniewa¿ to wam powiedzia³em, smutek nape³ni³ wam serce. Jednak¿e mówiê wam prawdê” (J 16,6–7). „U¶wiêæ ich w prawdzie. S³owo Twoje jest prawd±” (J 17,17). Nie ma wspólnoty bez prawdy. W prawdzie musimy stan±æ ze sob± twarz± w twarz. Nowe przymierze narodzi siê poprzez prawdê.

W naszych s³owach brak w³adzy i si³y, poniewa¿ tak czêsto boimy siê mówiæ prawdê. Obawiamy siê wspominaæ w naszych kazaniach o twardym do¶wiadczeniu tych, z którymi ¿yjemy. W naszych spo³eczno¶ciach s± m³odzi ludzie, którzy zmagaj± siê, próbuj±c pogodziæ burzê hormonów z nauk± Ko¶cio³a na temat ¿ycia seksualnego i byæ mo¿e odnosz± pora¿kê. S± w¶ród nas ma³¿onkowie, rozwiedzeni i ponownie wstêpuj±cy w zwi±zek ma³¿eñski, heteroseksuali¶ci i homoseksuali¶ci, s± starzy ludzie staj±cy w obliczu emerytury i samotno¶ci, tacy, dla których doktryny Ko¶cio³a wydaj± siê niezrozumia³e, ludzie przepe³nieni gniewem wobec Ko¶cio³a i tacy, którzy uwa¿aj±, ¿e tradycja upada; s± ludzie chorzy i umieraj±cy. Czy nasze s³owa s± naznaczone ich do¶wiadczeniem? Czy o¶mielamy siê mówiæ o tym, jak oni ¿yj±, tak, aby rozpoznali w naszych s³owach swoje do¶wiadczenia i wiedzieli, ¿e do nas nale¿±?

Barbara Taylor skar¿y siê: „Chcia³abym, aby kaznodzieje nie mówili tak wielu k³amstw” 11. Nie chodzi o to, ¿e kaznodzieje mówi± ra¿±c± nieprawdê. Chodzi raczej o to, ¿e boimy siê zmagaæ ze z³o¿ono¶ci± ludzkiego do¶wiadczenia. Je¶li naprawdê uznamy ludzkie rado¶ci i smutki, wtedy oka¿e siê, ¿e zaniemówimy ze wzruszenia. Nasz jêzyk ko¶cielny oka¿e siê wy¶wiechtany i nieodpowiedni. Mo¿emy znale¼æ siê w sytuacji, kiedy zostaniemy wci±gniêci w dyskusjê, która nas zaniepokoi. Mo¿emy zostaæ wpl±tani w kontrowersyjn± sytuacjê, która dzieli spo³eczno¶æ. Mo¿emy przypadkowo otworzyæ puszkê Pandory i zostaæ oskar¿eni o wsadzanie kija w mrowisko. I dla dobra pokoju i jedno¶ci mo¿e siê okazaæ, ¿e bezpieczniej jest siedzieæ cicho. Wówczas stracimy odwagê g³oszenia prawdy, któr± mia³y pierwsze kazania, tê parezjê pierwszych aposto³ów (Dz 4,29; 28,31). Jednak nie bêdzie prawdziwej wspólnoty bez prawdy. Damian mówi³ prawdê, nawet je¶li by³o to niewygodne.

Je¶li sprawdzimy, czy to, co mówimy, jest w zgodzie z rzeczywisto¶ci± ludzkiego ¿ycia, wówczas mo¿e nasze kazania bêd± skromniejsze. Pokus± kaznodziejów jest g³oszenie wielkich hase³, które pewnie sprawiaj±, ¿e nasi s³uchacze u¶miechaj± siê do siebie. Wzdragam siê przed stwierdzeniami typu: „Pary ma³¿onków ¿yj±ce w zupe³nej jedno¶ci i nienagannej mi³o¶ci s± wyrazem mi³o¶ci Chrystusa”. Czy naprawdê tak jest? Zapytajcie niektórych z moich przyjació³. Nasze s³owa bêd± mia³y wiêksz± moc, je¶li bêdziemy mniej mówili. Kiedy star± Eskimoskê zapytano, dlaczego pie¶ni jej plemienia s± tak krótkie, odpowiedzia³a: „Poniewa¿ wiemy tak wiele” 12.

Wychodzenie poza wspólnotê, do królestwa Bo¿ego

Dotychczas zasugerowane zosta³y dwa etapy odnowy naszego jêzyka wiary: musimy wyj¶æ w milczeniu w stronê ludzi nic nierozumiej±cych i pogr±¿onych w w±tpliwo¶ciach. Nastêpnie musimy zgromadziæ ich we wspólnocie obcuj±cej z Bogiem poprzez g³oszenie prawdy, poprzez ³amanie barier naszych ma³ych ideologii. Je¶li mam mówiæ o wierze, mój ma³y ¶wiat musi powiêkszyæ siê o wspólnotê tych wszystkich, z którymi ¿yjê, modlê siê, rozmawiam i my¶lê.

Jest jeszcze jeden etap. Jezus podczas ostatniej wieczerzy nie tylko czyni ze swoich uczniów wspólnotê. On wychodzi dalej, w kierunku niewyobra¿alnej wspólnoty królestwa Bo¿ego, w której wszyscy ludzie mog± odnale¼æ mieszkanie. Tak jak codziennie mówimy podczas mszy ¶wiêtej: „to jest krew moja nowego i wiecznego przymierza, która za was i za wielu bêdzie wylana”. Ta krew jest wylana za nas wszystkich, za tê ma³± spo³eczno¶æ zebran± tutaj w parafiach, szko³ach i rodzinach w Brisbane. To ona czyni z nas wspólnotê. Ona tak¿e siêga dalej, w stronê królestwa Bo¿ego, które jest dla nas niewyobra¿alne i nieopisywalne. ¯aden jêzyk wiary nie jest wystarczaj±co adekwatny, aby oddaæ moc Jezusa, je¶li nie bêdzie obejmowa³ obu spraw: je¶li nie bêdzie skierowany do nas w sposób zrozumia³y dla naszej spo³eczno¶ci, ale tak¿e je¶li nie bêdzie zrozumia³y dla wszystkich, wychodz±c daleko poza nasz± spo³eczno¶æ.

Podczas ostatniej wieczerzy Jezus dokonuje zatem czego¶ paradoksalnego, lecz ten paradoks jest centraln± czê¶ci± naszego Ko¶cio³a, który dlatego w³a¶nie jest zarówno rzymski, jak i katolicki. On gromadzi wspólnotê, ale tak¿e obiecuje j± prze³amaæ, w pewnym sensie zniszczyæ, rozszerzyæ do granic mo¿liwo¶ci, kiedy przejdzie ona do królestwa Bo¿ego.

Dzia³o siê tak co jaki¶ czas i zawsze prowadzi³o do kryzysu w sposobie mówienia o wierze. Pierwszy wielki kryzys nast±pi³ wtedy, kiedy ma³a ¿ydowska spo³eczno¶æ, z której pochodzi³ Jezus, musia³a siê rozszerzyæ, aby przyj±æ nas, osoby niebêd±ce wyznania moj¿eszowego. Jest to dla nas prawie niewyobra¿alne, jaki kryzys musia³ wtedy nast±piæ. Z pomoc± ¶wiêtego Paw³a [¯ydzi] musieli znale¼æ ca³kiem nowy sposób mówienia. Kolejny taki moment nadszed³ wraz z podbojem obu Ameryk i tym samym odnalezieniem wielu milionów ludzi, którzy nie znali Chrystusa. Na pocz±tku Hiszpanie prawie nie uwa¿ali ich za ludzi. Dla pierwszych dominikanów by³ to moment, który zmieni³ nasze rozumienie wiary. Ten kryzys dobrze oddaj± s³owa Antonia de Montesinos wyg³oszone w pierwsz± niedzielê adwentu 1511 roku, kiedy skarci³ Hiszpanów przyby³ych na Hispaniolê za to, w jaki sposób traktuj± tubylcz± ludno¶æ. „Czy¿ oni nie s± lud¼mi? Czy nie maj± rozumnej duszy? Jakim prawem walczycie z nimi? Czy nie jest waszym obowi±zkiem mi³owaæ ich jak siebie samych?”. Spo³eczno¶æ, która zosta³a zebrana wokó³ o³tarza, musia³a przestaæ istnieæ w swoim dotychczasowym kszta³cie, aby otworzyæ siê na innych, w przeciwnym razie przesta³aby byæ czê¶ci± niezmierzonego królestwa Bo¿ego, a sta³aby siê tylko symbolem kultury europejskiej.

Teraz tak¿e do¶wiadczamy takiego kryzysu. W Ko¶ciele dokonuje siê niezwyk³a przemiana. Przestaje on byæ Ko¶cio³em europejskim, który ma swoje filie w obcych krajach. Staje siê po raz pierwszy prawdziwie globaln± spo³eczno¶ci±. Odkry³em to jako genera³ Zakonu. Bracia s± obecni w 103 krajach. W jednej z komisji podczas kapitu³y generalnej by³o nas czternastu, reprezentuj±cych czterna¶cie narodowo¶ci, z piêciu kontynentów. Pewien m³ody cz³owiek z Afryki by³ dla mnie prawdziwym wyzwaniem, poniewa¿ udziela³ nam napomnieñ w sposób, do jakiego nie przywykli¶my w kulturze zachodniej. Jest to zatem trzecie wyzwanie, przed którym stajemy, mówi±c o naszej wierze: sposób, w jaki wychodzimy poza nasze ma³e kultury, nasze prowincjonalne podzia³y, w stronê bezmiaru królestwa Bo¿ego. To doprowadza nas do wyczerpania jêzyka, do koñca tego, co mo¿e byæ wyra¿one s³owami. Herbert McCabe OP pisa³:

Nasz jêzyk nie potrafi obj±æ tajemnicy, któr± napotykamy w Chrystusie, ale raczej j± ogranicza… Teolog u¿ywa s³ów, rozszerzaj±c ich znaczenia do granic mo¿liwo¶ci i kiedy tych mo¿liwo¶ci zaczyna brakowaæ, wtedy porozumienie, o ile w ogóle jest mo¿liwe, nastêpuje 13.

Rozci±ganie jêzyka do granic znaczenia s³ów to zadanie dla poety. To poezja odnawia nasz jêzyk, popychaj±c go w kierunku tego, co mo¿e byæ powiedziane ³atwo i dos³ownie. Piêknie opisa³ to Seamus Heaney: „jest ona narzêdziem przemiany i ewolucji w kierunku bardziej promiennego i bogatszego ¿ycia, którego domaga siê wyobra¼nia” 14. Opisuje on poemat Thomasa Dylana jako „daj±cy wra¿enie jêzyka zmierzaj±cego w stronê m±dro¶ci” 15. Mo¿emy g³osiæ królestwo Bo¿e w jêzyku, który zmierza w kierunku m±dro¶ci, tak jak wysilamy nasze umys³y i s³owa, aby osi±gnê³y pe³niê, która nie mo¿e zostaæ osi±gniêta. Heaney opisuje nawet tê poetyck± funkcjê w sposób przywodz±cy na my¶l sam± eucharystiê. „Siêgamy do poezji, siêgamy do literatury po to, aby skierowaæ siê ku sobie samym. Najlepsze, co mo¿emy przez to osi±gn±æ, to do¶wiadczenie, które jest, jak wcze¶niejsza wiedza o pewnych rzeczach, które ju¿ zaczynamy sobie przypominaæ” 16. Ta wcze¶niejsza wiedza, która jest tak¿e przypominaniem, przywodzi na my¶l dynamikê eucharystii, która jest zarówno wspomnieniem — „Czyñcie to na moj± pami±tkê” — jak i obietnic± niewypowiedzianej przysz³o¶ci.

Zatem nasze g³oszenie królestwa Bo¿ego wymaga odnowienia naszego jêzyka przez poetów i artystów. Nie ka¿dy kaznodzieja jest poet±, ale ka¿dy potrzebuje jêzyka, który poeci czyni± ¿ywym, elektryzuj±cym, napiêtym i wibruj±cym. Brak takiego jêzyka jest g³ówn± przyczyn± kryzysu g³oszenia s³owa Bo¿ego w dzisiejszych czasach. Poetycka wyobra¼nia zosta³a zepchniêta na margines naszej dominuj±cej kultury nauki, która zmierza w kierunku og³uszaj±cej dos³owno¶ci, „bezowocnego opierania siê na faktach” 17. W wiêkszo¶ci spo³eczeñstw tradycyjnych poezja, mit, pie¶ñ i muzyka s± centraln± czê¶ci± kultury. W naszym spo³eczeñstwie zosta³y one zredukowane wy³±cznie do rozrywki. Poszukiwanie tego, co transcendentne, jest ci±gle obecne w ludzkich sercach. Jak powiedzia³ ¶wiêty Augustyn, serce cz³owieka jest niespokojne, dopóki nie spocznie w Bogu. W naszym spo³eczeñstwie trudno jest kaznodziei odwo³ywaæ siê do ostatecznego ludzkiego przeznaczenia, które wykracza poza nasze s³owa. Je¶li g³oszenie s³owa Bo¿ego ma kwitn±æ, potrzeba nam poetów i artystów, pie¶niarzy i muzyków, którzy bêd± pielêgnowaæ to przeczucie naszego ostatecznego przeznaczenia. Ko¶ció³ potrzebuje piewców tego, co jest poza zasiêgiem naszych zmys³ów, aby ¿ywili go i jego naukê.

Zakoñczenie

Pamiêtacie tê star± kobietê z plemienia Inuit, która powiedzia³a, ¿e pie¶ni jej plemienia s± krótkie, poniewa¿ ludzie z jej plemienia wiedz± tak wiele? Lepiej na tym poprzestanê, bo w przeciwnym razie dojdziecie do wniosku, ¿e wiem bardzo ma³o!

Próbowa³em tu zasugerowaæ, ¿e nasz jêzyk wiary, je¶li ma mieæ w³adzê i dawaæ ¿ycie, potrzebuje odnowy. Musimy odtworzyæ dynamizm ostatniej wieczerzy.

Musimy wyj¶æ do ludzi pogr±¿onych w ciszy i zadziwieniu. Stajemy w obliczu niezrozumienia niektórych aspektów Ewangelii, co wynika z faktu, ¿e ¿yjemy w epoce konsumpcyjnej, dla której ta pe³na i bezinteresowna ofiara nie ma sensu.

Musimy siê zjednoczyæ. Oznacza to wyj¶cie poza ramy naszych ma³ych ideologicznych ograniczeñ i wypowiedzenie s³ów, które respektuj± do¶wiadczenia innych. Oznacza to mówienie prawdy, czego czêsto obawiamy siê dzisiaj w Ko¶ciele.

Oznacza to wyj¶cie w kierunku niezmierzonego królestwa Bo¿ego. Do tego potrzebna nam jest pomoc artystów i poetów, którzy rozci±gaj± znaczenia jêzyka do granic mo¿liwo¶ci. Oznacza to, ¿e ka¿dy w naszej spo³eczno¶ci ma swoj± rolê do odegrania w procesie odnowy jêzyka. Niektórzy mog± to zrobiæ, ¶ledz±c sposób mówienia i my¶lenia m³odych ludzi i poprzez odwagê zanurzenia siê w ich kulturze. Inni mog± wnie¶æ twórcze i artystyczne dary.

W tych trzech momentach jest pewien rytm, jak tempo w oddychaniu. Wychodzimy do ludzi, zbieramy ich we wspólnotê, a nastêpnie wychodzimy poza tê wspólnotê do królestwa Bo¿ego, jak p³uca, które s± opró¿niane, nape³niane i znowu opró¿niane. Historia ludzko¶ci jest jak oddychanie. Wa¿ne momenty naszej historii by³y momentami wa¿nymi dla p³uc ludzko¶ci. Bóg tchn±³ ¿ycie w p³uca Adama na pocz±tku, potem Chrystus wyda³ swoje ostatnie tchnienie w kulminacyjnym punkcie planu zbawienia, a potem tchn±³ na nas Ducha ¦wiêtego w dniu Piêædziesi±tnicy. Nasza modlitwa bêdzie silniejsza, je¶li bêdzie ¿y³a rytmem tego oddychania — oddechu cz³owieka, który dostarcza tlenu do krwi oraz g³êbokiego oddechu Boga tu¿ obok nas.

Zauwa¿cie na koniec, ¿e to dramatyczne wydarzenie, którym by³a ostatnia wieczerza, przenosi nas z milczenia niezrozumienia do milczenia tajemnicy, milczenia, które jest pustk±, do milczenia, które jest pe³ni±. Przechodzimy od milczenia uczniów, którzy nic nie rozumieli, do milczenia tych, którzy nie potrafi± znale¼æ s³ów, aby wyraziæ to, co zobaczyli. Kaznodzieja porusza siê w tej przestrzeni, ¿ebrz±c o s³owa. Jest darem ³aski Bo¿ej to, co dominikanie nazywali kiedy¶ gratia predicationis. To w³a¶nie przenosi nas z milczenia ubóstwa do milczenia pe³ni.

prze³. Katarzyna Turska

 

  • TIMOTHY RADCLIFFE ur. 1945 w Londynie, dominikanin, w 1971 roku przyj±³ ¶wiêcenia kap³añskie, studiowa³ w Oksfordzie i Pary¿u, wieloletni profesor Nowego Testamentu na Uniwersytecie Londyñskim, w latach 1992–2001 by³ genera³em Zakonu Kaznodziejskiego.

 

1 Barbara Brown Taylor, When God is Silent, Cowley Publications, Boston 1998, s. 73.
2 Cytowane przez Annie Dillard w ksi±¿ce Writing Life.
3 Ibidem, s. 75.
4 William Hill OP, „Preaching as a ‘Moment in Theology’”, s. 186, w: Mary Catherine Hilkert, red. William Hill OP, Crossroad, Nowy Jork 1992. Cytowane przez Jankowiak, op. cit., s. 187.
5 Cornelius Ernst OP, The Theology of Grace, Mercier press, Dublin 1974, s. 74.
6 Louise Erdrich, The Blue Jay’s Dance: A Birth Year, Harper Collins, Londyn 1995.
7 Yann Martel, The Life of Pi, Canongate, Edynburg 2002, s. 208 (wydanie polskie: ¯ycie Pi, Wydawnictwo Znak, Kraków 2003.
8 Zob. Augustine Thompson OP, Revival Preachers and Politics in thirteenth–Century Italy: The Great Devotion of 1233, Oxford University Press, Oxford 1992.
9 St Francis of Assisi, Writings and Early Biographies: English Omnibus of the Sources for the Life of St Francis, red. Marion A. Habig, Chicago 1972, 1350–1351.
10 Goeffrey Preston OP, God’s Way to be Man, Londyn 1978, Longman and Todd, s. 84.
11 Barbara Taylor, op. cit., s. 107.
12 Seamus Heaney, op. cit., s. 175.
13 Herbert McCabe OP, God Matters, Goeffrey Chapman, Londyn, s. 177.
14 The Readers of Poetry, 1995, Londyn, Faber and Faber, s. 113f.
15 Ibidem, s. 141.
16 Ibidem, s. 159.
17 Yann Martel, op. cit., s. 64.

 

¬ród³o: W drodze nr 9 (373) 2004


« powrót
Skomentuj Poleæ znajomemu Drukuj



Zapamiêtaj mnie na tym komputerze


Aby dodawaæ komentarz, musisz siê zalogowaæ.
Je¶li nie posiadasz konta, zarejestruj siê.

W³a¶ciciel serwisu dominikanie.pl nie ponosi odpowiedzialno¶ci za tre¶ci zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do usuwania tre¶ci zabronionych prawnie, obra¼liwych, nie zwi±zanych z tematem lub naruszaj±cych zasady wspó³¿ycia spo³ecznego.


Blok wschodni
Wojciech Surówka OP

Moim braciom »
21.05.2012

Strefa Wodza
Tomasz Nowak OP

Nowicjusze Jarmark 2012 »
21.05.2012

Rh+
Tomasz Ga³uszka OP

Papie¿yca »
20.05.2012

Psim swêdem
Wojciech Jêdrzejewski OP

Du¿o wiêcej »
19.05.2012


 
Bp Ry¶: w Ko¶ciele nie chodzi o to, ¿eby postawiæ na swoim
Do umiejêtno¶ci wyzbywania siê pokusy, by zawsze &... »
 
komentarzy: 1
O nieufno¶ci i dopasowaniu do ¶wiata
Ka¿dy chrze¶cijanin, a przede wszystkim ksi±dz, po... »
 
komentarzy: 7
ocena:
Znale¼æ ¿onê, czy wybraæ?
Jak ma siê wolno¶æ do powo³ania? Czy mamy jakikolw... »
 
komentarzy: 1