Kto, według polskiego prawa, jest pedofilem?
Pedofilia to złożone pojęcie. Można przyjąć, że są to wszelkie przejawy aktywności seksualnej z uczestnictwem dzieci. Także wtedy, gdy czynności te są rejestrowane w formie nagrań filmowych lub innych plików. Karane jest także samo posiadanie tzw. pornografii dziecięcej i jej rozpowszechnianie. Za tego rodzaju przestępstwa grozi kara od 6 miesięcy, nawet do 15 lat więzienia.
Czy wpływ na wysokość wyroku ma to, że dziecko nie protestuje przeciw udziałowi w akcie seksualnym, wyraża zgodę albo nawet prowokuje pewne sytuacje?
Gdy mamy do czynienia z przełamywaniem woli osoby pokrzywdzonej, odpowiedzialność karna jest większa. Czym innym jest współżycie z osobą w wieku lat 14 za jej zgodą, a czym innym wbrew jej woli, choć skutki mogą być tak samo poważne w każdym z tych przypadków. Trzeba jednakże pamiętać, że w pewnych sytuacjach łatwo uzyskać zgodę dzieci czy ją wymusić, co jednak nie usprawiedliwia sprawców, a nawet zwiększa ich winę.
Pedofilia to niewątpliwie przestępstwo, ale wydaje się, że jest to także choroba.
Prawo karze zachowania pedofilskie, ale istnieją programy resocjalizacji osób, które się ich dopuszczają. Niestety, w Polsce są one w powijakach głównie ze względu na wysokie koszty. Nikt też nie sprawdził skuteczności takich terapii.
Czy sąd nakazuje leczenie osobom, którym udowodniono pedofilię?
Każdemu prawomocnie osądzonemu sprawcy można nakazać podjęcie działań, które spowodują, że nie popełni w przyszłości kolejny raz takiego samego przestępstwa. I tak np. alkoholikom, którzy popełnili przestępstwo pod wpływem alkoholu, nakazuje się podjęcie terapii w celu doprowadzenia do pełnej abstynencji. Co do prawomocnie osądzonych pedofili, to najistotniejszą sprawą jest, aby po zapadnięciu orzeczenia po prostu nie mieli oni kontaktu z dziećmi czy młodzieżą. Konsekwentna separacja od środowisk młodzieżowych jest najlepszą gwarancją, że ci ludzie nikogo już nie skrzywdzą. Terapia zaś nie zawsze jest skuteczna i w tym przypadku najważniejsze jest, by dramat nigdy więcej się nie powtórzył.
Sytuacja w takich sprawach wydaje się często patowa. Słowo przeciw słowu. Ofiary twierdzą jedno, a rzekomy sprawca zaprzecza…
Rzeczywiście tak jest, dlatego bardzo mocno chciałem podkreślić, że podstawowa zasada, jaką kieruję się w mojej pracy, to lojalność wobec faktów. Regułą jest, że ofiary molestowania to osoby słabe psychicznie, łatwo ulegające wpływom. Pierwszy raz nie potrafiły przeciwstawić się osobie, która je molestowała. Teraz łatwo mogą ulec sugestii osób je przesłuchujących. Nieopatrznym słowem, ale też gestem, chrząknięciem można łatwo wpłynąć na ich relację z przebiegu zdarzeń.
To olbrzymie niebezpieczeństwo i pułapka dla osób, które chcą im pomóc.
Choćby w sytuacji szczecińskiej, w której występuję jako pełnomocnik ofiar, aby w tę pułapkę nie wpaść, przed przesłuchaniem moich klientów u prokuratora nie rozmawiałem z nimi o zdarzeniu. Oczywiście rozmawiałem osobiście z każdym z pokrzywdzonych – średnio 40–50 minut, ale głównie o ich uprawnieniach, a więc gwarancjach procesowych, które są zawarte w Kodeksie postępowania karnego. Jeżeli istnieje potrzeba poznania szczegółów, należy spróbować poznać je od osób trzecich, np. od rodziców skrzywdzonego dziecka albo od jego terapeuty. Rozmowa o szczegółach czynu z samym pokrzywdzonym powinna być ostatecznością i czymś wyjątkowym. Nie ma więc tu mowy o wpływaniu na świadków, przekręcaniu faktów. Wiem tyle co prokurator, ponieważ dopiero w trakcie przesłuchania poznałem wszystkie fakty i szczegóły.
Wspomniał Pan o słabej psychice osób ulegających molestowaniu. Czy tu kryje się odpowiedź na pytanie, dlaczego to one stały się ofiarami?
Rzeczywiście ofiary nadużyć seksualnych to najczęściej osoby słabe psychicznie, nieporadne życiowo. Nie znają pewnych zachowań, które człowiek o prawidłowym rozwoju społecznym uznałby od razu za graniczne czy ryzykowne, lub znają je słabo, a na pewno nie potrafią ich ocenić. Przykładem może być sytuacja, gdy mężczyzna zaprasza kobietę wieczorem do domu na lampkę wina. Człowiek dojrzały liczy się z tym, że za zaproszeniem może się kryć propozycja seksualna. Ofiary nadużyć nie są tego świadome. Dodatkowo, gdy sprawca jest nauczycielem, opiekunem, autorytetem, nie dopuszczają myśli, że to, co on proponuje, może być złe. Często ofiary nadużyć seksualnych pochodzą z trudnych, patologicznych domów. W środowisku rodzinnym nie miały okazji poznać dobrych wzorców.















