Menu
 
Fotoreportaże
 
 

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter z informacjami o nowościach kliknij przycisk:
kontynuuj Kontynuuj

Rozmiar czcionki: A A A

Polecamy

01.03.2010 19:28

Na księżyc, czy do Wieliczki?

z prowincjałem polskich dominikanów o. Krzysztofem Popławskim rozmawiali Roman Bielecki OP i Dominik Jurczak OP

Wydaje mi się, że moja kadencja trochę nas urealniła. Nie jest trudno nadmuchać jakiś balon i pokazać, jacy jesteśmy świetni. Na zewnątrz, jako dominikanie, prezentujemy się znakomicie, ale na co dzień doświadczamy różnych słabości. Nie czuję się kapitanem statku kosmicznego. Dużo bardziej odnajduję się w obrazie wędrówki czy pielgrzymki.


Kim ma być prowincjał? Jak Ojciec rozumie tę funkcję? Czy to jest bardziej koordynator, czy bardziej asystent?

Przełożony wybrany przez braci jest z braćmi i dla braci. W zależności od tego, jakie ma predyspozycje, będzie ciągnął wspólnotę albo ją pchał. Są bowiem ludzie dynamiczni, którzy inspirują, są duchem przewodnim, ale są i tacy, którzy stając z tyłu, wspierają idących szybciej, umożliwiając realizację ich pomysłów.

Jak Ojciec widzi swoje miejsce?

To zależy od inicjatyw. Są sprawy, które mogę inicjować i w nich uczestniczyć, dotyczące duszpasterstwa, studiów i misji. Są również takie przedsięwzięcia, na których się dobrze nie znam, ale widzę dobro, jakie przynoszą. Mam tu na myśli na przykład działania ośrodka liturgicznego czy kwestie związane z sektami. W tych sprawach całkowicie polegam na braciach. Oni rozeznają potrzeby, a ja mogę wspierać ich działania instytucjonalnie czy personalnie.

Rola prowincjała różni się od roli biskupa w Kościele. Prowincjał, mimo że nie ma święceń biskupich, jest ordynariuszem. Tak mówi prawo kanoniczne i nasze konstytucje. Na czym polega specyfika funkcjonowania prowincjała w Kościele powszechnym?

Wybór i zatwierdzenie go przez generała zakonu powoduje, że w sposób naturalny prowincjał czuje się odpowiedzialny za całość wspólnoty polskich dominikanów i za każdego z braci z osobna. To jest powołanie do posługi bycia pasterzem, czyli pomagania braciom w realizacji powołania, które otrzymali w zakonie dominikańskim. W porównaniu z biskupem władza prowincjała jest trochę inna, między innymi dlatego, że w naszym zakonie istnieje struktura ciał doradczych, które mają wpływ na podejmowanie decyzji, a w niektórych sytuacjach podejmują je razem z prowincjałem. To jest specyfika naszego sposobu zarządzania.

Czy Ojciec mógłby się pokusić o ocenę swojej pierwszej kadencji – co wyszło, a co nie wyszło?
Trudno być sędzią we własnej sprawie. Mogę jednak powiedzieć, że oddałem się tej posłudze bez reszty, chcąc być z braćmi i dla braci. Uczyłem się bycia prowincjałem – zarządzania, słuchania braci, brania za nich odpowiedzialności, stawiania pytań. To było trudne wobec tak dużej i różnorodnej wspólnoty, jaką jest nasza prowincja. Słabością był na pewno problem planowania. Bieżące sprawy duszpasterskie czy te związane z funkcjonowaniem klasztorów powodowały, że trudno było mi podejmować nowe wyzwania i myśleć o długofalowych projektach.

Mówił Ojciec w wywiadzie udzielonym wkrótce po pierwszym wyborze, że idee mogą poczekać, a ważni są ludzie. Czy Ojciec podtrzymuje to zdanie, a jeśli tak, to, jak Ojciec zamierza je realizować podczas drugiej kadencji?

Dziś jestem do tego zdania dużo bardziej przekonany niż cztery lata temu. Jako prowincjał poznałem braci z takiej strony, która jest dla większości nieznana. Jeśli prowincjał jest obdarzany zaufaniem i uczestniczy w czyichś zmaganiach czy problemach, to byłoby niebezpieczne, gdyby przyjmował z góry jakiś plan, a potem próbował wciskać do niego ludzi.
Dużo ważniejsze jest zobaczenie, z kim mamy do czynienia i jak ten człowiek będzie się najlepiej realizował w misji zakonu.

Czy jednak to szczytne hasło „idee mogą poczekać, ważni są ludzie”, nie jest kolejną ideą?

Istnieje takie niebezpieczeństwo. Każde sformułowanie może stać się swoją karykaturą. Chciałem jednak i chcę nadal, żeby w tym zdaniu zawarta była przede wszystkim troska o ludzi, a nie enigmatyczne mówienie o dobru zakonu, prowincji czy klasztoru. One są czymś wtórnym wobec każdego z braci.

Pewien człowiek świecki związany z naszym zakonem stwierdził, że odnosi wrażenie, że doszło do schłodzenia atmosfery. Mówi: „Dawniej ciągnęliście wózek na Księżyc, a teraz ciągniecie go tylko do Wieliczki”. Jak Ojciec skomentowałby to zdanie?

Kiedyś musiałem podjąć decyzję o zamknięciu pewnego dzieła, bo było ono medialnie rozdmuchane, a realnie niewiele wnosiło. Usłyszałem wtedy od jednego z braci: „Ktoś musi przejść do historii tej prowincji jako ten, który zastał prowincję murowaną, a zostawił ją drewnianą”. Miało mnie to pocieszyć. Wydaje mi się jednak, że moja kadencja trochę nas urealniła. Nie jest trudno nadmuchać jakiś balon i pokazać, jacy jesteśmy świetni. Na zewnątrz, jako dominikanie, prezentujemy się znakomicie, ale na co dzień doświadczamy różnych słabości. Nie czuję się kapitanem statku kosmicznego. Dużo bardziej odnajduję się w obrazie wędrówki czy pielgrzymki. Ciekawe jednak, co miałoby oznaczać sformułowanie „schłodzenie”?

Dawniej było nas więcej na zewnątrz, teraz jesteśmy bardziej wsobni.

Mój poprzednik o. Maciej Zięba był osobą niezwykle medialną i to powodowało, że nasza dominikańska obecność była bardziej zauważalna, bo ja w mediach byłem rzadko.

Nie czuje Ojciec na plecach oddechu swojego poprzednika, tego, że jest do niego porównywany?

Nie miałem z tym problemu. Jesteśmy tak różni, że jakiekolwiek przyrównywanie jest skazane na niepowodzenie. Poza tym o. Maciej Zięba w czasie mojej kadencji nie chciał uczestniczyć w decyzjach, które podejmowałem, i nie uczestniczył w nich. Należał co prawda do rady prowincji, ale w żaden sposób nie próbował na mnie wpływać. Może być on przykładem właściwego odchodzenia przełożonego.

Chcielibyśmy zapytać o trzy sprawy trudne, które zaistniały na forum publicznym. Pierwsza to tzw. sprawa szczecińska, czyli oskarżenie jednego z księży diecezji szczecińskiej, dyrektora Ośrodka im. Brata Alberta o domniemane molestowanie seksualne. Zarzuty wypowiedział nasz współbrat, o. Marcin Mogielski na łamach Gazety Wyborczej w 2008 roku. Mówił Ojciec w wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego”, że chodzi o prawdę najsłabszych. Czy nie pogorszyło to jednak naszych stosunków z diecezją? Czy można było tę sprawę załatwić inaczej?

W momencie podejmowania decyzji byłem przekonany, że trzeba to zrobić, ponieważ ona ciągnęła się wiele lat, a osoby, które czuły się skrzywdzone, zaufały naszym współbraciom. Zgodziłem się, by ojciec Marcin Mogielski upublicznił tę sprawę w mediach.
Wielu naszych współbraci twierdzi, że forma ujawnienia była, delikatnie mówiąc, nieadekwatna.
Z tym bym się akurat zgodził. Nie miałem wpływu na to, jak to zostało przedstawione. Wyraziłem zgodę, by o. Marcin zajął się tą sprawą, bo miał poczucie, że istnieją osoby niewysłuchane, a ich zaufanie pokładane w Kościele zostało nadwerężone. Dziś, kiedy na to spokojniej popatrzę, można mieć zastrzeżenie do sposobu przekazu, który znalazł się w „Gazecie Wyborczej”. Nie podoba mi się nagranie wypowiedzi o. Marcina, z nałożonym na głowę kapturem i głosem jak z podziemia.

Wiele osób mówi: „Chcieliście dobra Kościoła, a wyszło jak zawsze”.

Uważam, że popełniłbym grzech zaniechania, gdybyśmy – posiadając wszystkie dokumenty sprawy – tego nie podjęli. Była to dla mnie pierwsza taka sytuacja. Zaufałem swojemu współbratu, zgodziłem się na jego publiczne działania i wziąłem za to odpowiedzialność.

Tomasz Terlikowski stawia w swojej książce „Grzechy Kościoła teraz w Polsce” tezę, że z tego powodu bp Damian Zimoń zrezygnował z zaproszenia nas do diecezji katowickiej.

To teza dziennikarska. Nikt tego oficjalnie nie powiedział, więc wolałbym się niczego tu nie domyślać.

Kolejna sprawa to bracia, którzy odchodzą z naszego zakonu. Przykładem jest tak zdolny człowiek jak Tadeusz Bartoś. Czy można takich braci zatrzymać?

Rozmawianie o sprawach konkretnych osób jest dosyć trudne.

Jako prowincjał może Ojciec coś powiedzieć, bo odejście Tadeusza Bartosia było sprawą publiczną.

Tadeusz powiedział kiedyś publicznie, że stracił serce do zakonu w momencie, gdy został przeniesiony z klasztoru na Służewie do naszego drugiego domu w Warszawie na Freta. To był rok 2001 albo 2002. Od tego momentu można obserwować jego powolne najpierw zewnętrzne, a potem wewnętrzne odchodzenie z zakonu. Kiedy zostałem prowincjałem, Tadeusz powiedział, że chce zostać i zobaczyć, jak to dalej będzie wyglądało. Po roku odszedł definitywnie. Sądzę, że nie można go było zatrzymać, ponieważ miał wszelkie warunki do tego, żeby w zakonie być i realizować swoje powołanie w sferze naukowej, ale doszedł do punktu, który opisał stwierdzeniem: „Jeżeli myślę tak, jak myślę, to nie mogę żyć, tak jak żyję”. W takich wypadkach rzadko się zdarza, żeby wspólnota mogła pomóc. Decyzje zapadają dużo wcześniej, niż się o tym dowiadujemy. W przypadku Tadeusza wynikało to z ewolucji jego myśli, którą można zaobserwować, czytając jego artykuły czy też książkę – wywiad Ścieżki wolności. Przeczytałem ją dokładnie, próbując sobie ponazywać, co się za tym odejściem kryło.


« powrót
1 | 2 | 3

Skomentuj Poleć znajomemu Drukuj



Zapamiętaj mnie na tym komputerze


Aby dodawać komentarz, musisz się zalogować.
Jeśli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

Właściciel serwisu dominikanie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do usuwania treści zabronionych prawnie, obraźliwych, nie związanych z tematem lub naruszających zasady współżycia społecznego.

6 komentarzy

  • 2010-05-08
    Roman

    Dziękuję za odwagę
    Bardzo serdecznie dziękuję Braciom za odwagę w podejmowaniu naprawdę trudnych tematów z życia... »
  • 2010-03-11
    Tikru

    Do kąd
    Był kiedyś klasztor Dominikanów w Hrubieszowie. Brakuje tam takiego ośrodka choć nie brakuje... »
  • 2010-03-08
    wojtek

    Schłodzenie
    Ja osobiście dziękuje o Krzysztofowi za to że dominikanie nie kojarzą mi się z polityką a... »

Blok wschodni
Wojciech Surówka OP

Ofiarowanie »
08.02.2012

Strefa Wodza
Tomasz Nowak OP

Matka Boża z Kibeho »
07.02.2012

„Abandon”
Małgorzata Wałejko

Może tylko pragnienie »
05.02.2012


 
Zmarł o. Melchior Łopiński OP
W szpitalu w Otwocku zmarł dzisiaj o. Melchior Łop... »
 
ACTA
Jakoś tak zazwyczaj jest, że kiedy wszyscy idą w j... »
 
komentarzy: 10
ocena:
Na chłopski rozum rzecz biorąc
Mniej martwiłbym się o wierzących i niepraktykując... »
 
komentarzy: 11