Do widzenia Paul
Paul umarł (...) o szóstej wieczorem, bardzo łagodnie i spokojnie. Około ósmej Oliver i Naomi byli z powrotem w domu. Oliver nigdy dotąd nie widział żony tak wyczerpanej. Zachęcił ją, by zażyła jeden ze środków uspokajających, które przepisał jej lekarz. Następnie, gdy Naomi już spała, Oliver zaczął telefonować do krewnych i bliskich przyjaciół, by powiadomić ich o śmierci syna.
Trudno mi było wydobyć z siebie słowo, ale uświadomiłem sobie, że wreszcie mogę coś uczynić. Podczas choroby Paula czułem się bezsilny. Niewiele mogłem dla niego zrobić. Teraz — choć był to smutny obowiązek — coś dla niego robiłem. Naomi była całkiem wyczerpana, czemu nie mogłem się dziwić, tak więc spadło to na mnie.
Posłuchaj: Rekolekcje o umieraniu
o. Joachim Badeni OP: „śmierć? Każdemu polecam!”
Kiedy zadzwoniłem do proboszcza, który troszczył się o nas podczas choroby Paula, zapytał mnie, czy chciałbym porozmawiać z nim o nabożeństwie pogrzebowym. Nie mogłem zrozumieć, o czym tu mówić. Uważałem, że wszystko jest marnością, a reszta to słowa zawarte w książeczce do nabożeństwa. Odpowiedział mi, że oczywiście są tam słowa, ale że być może znajdą się inne rzeczy, które chcielibyśmy zrobić? Zapragnąłem dowiedzieć się więcej i spytałem, czy mógłby przyjść.
Przyszedł, choć było już późno. Przy szklaneczce whisky przeanalizowaliśmy porządek nabożeństwa. Poprosił mnie, bym zastanowił się, które chcielibyśmy mieć czytania. Czy Paul lubił szczególnie jakieś hymny? Czy ktoś chce czytać lub prowadzić modlitwy? Nagle nie miałem już wątpliwości. Którego chóru Paul chciał słuchać bez przerwy, kiedy wrócił z niedzielnej szkółki?
Proboszcz odszedł, zostawiając mnie z listą czytań z Biblii, których mieliśmy poszukać. Powiedział, że skontaktuje się następnego dnia. Sięgnąłem po Pismo Święte po raz pierwszy od czasu, gdy dała mi je babcia, otworzyłem i zacząłem szukać czytań. Nie było to łatwe, ale na szczęście był indeks!
Czytałem, aż minęła północ. Słowa nabierały znaczenia, jakiego nigdy wcześniej nie zauważałem. Bóg nie był częścią mego życia, a kościół wydawał mi się miejscem przeznaczonym dla kobiet i dzieci. W ciszy tego domu, w którym nigdy już nie zabrzmi głos Paula, zacząłem się zastanawiać.
Paul zmarł w czwartek, a jego pogrzeb miał się odbyć w najbliższy poniedziałek. Naomi także spodobał się pomysł specjalnej oprawy nabożeństwa poświęconego naszemu dziecku, więc w piątek zaczęliśmy przygotowania. Traktowaliśmy to jako ostatnią rzecz, którą mogliśmy zrobić dla Paula. Co uczyniliśmy? Zaprosiliśmy całe miasteczko. Śmierć dziecka jest przerażającą rzeczą. Pragnęliśmy, by wszystkie osoby, które tego chciały, także dzieci, mogły uczestniczyć w nabożeństwie. Zaprosiliśmy również personel szpitala, moich kolegów z pracy i oczywiście krewnych.
Dzieci z niedzielnej szkółki przygotowały ołtarz, na którym widniał napis „Do widzenia, Paul”. Ordynator oddziału, który bardzo starał się uratować Paula, przeczytał fragment Drugiego listu do Koryntian (1,3–5), a ja przeczytałem fragment z Księgi Apokalipsy mówiący o nowym niebie i nowej ziemi. Nie byłem pewien, czy będę to w stanie zrobić, ale wytrzymałem. Ostatnie słowa brzmiały: „Zwycięzca to odziedziczy i będę Bogiem dla niego, a on dla mnie będzie synem”. Słowa te tak bardzo przemawiały do mnie i do Naomi, że gdy dobieraliśmy czytania, oboje byliśmy zgodni, że powinienem spróbować przeczytać je osobiście.
A hymny? Cały kościół, wypełniony po brzegi, stał i śpiewał: „Jezu, rozkaż nam świecić czystym i jasnym światłem”. Była to pieśń, którą Paul śpiewał na okrągło od czasu, gdy usłyszał ją po raz pierwszy. Jedna z pielęgniarek, która miała piękny głos, zapytała, czy mogłaby zaśpiewać podczas nabożeństwa. Byliśmy zachwyceni, że nam to zaproponowała. Śpiewała Pie Jezus z Requiem Fauré’a.
Chyba każdy z obecnych w kościele w pewnym momencie uronił łzę, i dobrze. Było to nabożeństwo dla Paula i piękno było we wszystkim, co wówczas przeżywaliśmy. Jeden z kolegów z pracy powiedział mi parę miesięcy później, że bardzo podobał mu się pogrzeb Paula. I dokładnie wiem, co miał na myśli!
W tym dniu oboje z Naomi czuliśmy się bardzo wspierani przez wszystkich obecnych tam ludzi: mieszkańców miasteczka, personel szpitala, przyjaciół i krewnych. Jeśli powiem teraz, że mamy z tego dnia parę zdjęć, to zapewne ktoś pomyśli, że przesadziliśmy. Proboszcz powiedział, że jeśli tego pragniemy, nie ma nic przeciwko, więc zrobiliśmy kilka. Są teraz w albumie. Na jego okładce napisaliśmy „Paul” i włożyliśmy tam zdjęcia, które najlepiej — naszym zdaniem — opowiadają krótką historię życia naszego synka. Album zaczyna się od obrazu z ultrasonografu, kiedy jako dziecko przebywał jeszcze w łonie mamy, następnie umieściliśmy zdjęcia zrobione podczas porodu, urodzin i wakacji, a wszystko kończy się fotografiami z pogrzebu i ostatnią z nich, na której widnieje ołtarz z napisem „Do widzenia, Paul”.
Przechowujemy ten album jak skarb. Obecnie, gdy upłynęły już trzy lata od śmierci Paula, nie oglądamy go tak często, jak w pierwszych dniach, ale robimy to zawsze w dniu urodzin lub w rocznicę śmierci. Mamy teraz następne dziecko, Emmę, która ma zaledwie sześć miesięcy. Kiedy będzie już wystarczająco duża, opowiemy jej o Paulu i pomożemy jej zachować pamięć o bracie, którego nigdy nie znała.
Gdy opowiadam ludziom o pogrzebie Paula, często pytają mnie, co wtedy czułem. Czy to wszystko nie było niezwykle bolesne? Naomi i mnie wspierało całe miasteczko, wszyscy tego dnia dzielili z nami nasz smutek, dlatego było to dla nas przeżycie terapeutyczne. Płakałem, zwłaszcza gdy zobaczyłem ołtarz zrobiony przez dzieci z niedzielnej szkółki. To nabożeństwo miało być znakiem krótkiego życia naszego synka i rzeczywiście nim było. Być może, gdyby Paul zmarł nagle, czułbym się inaczej, ale mieliśmy trochę czasu na przygotowanie się do tego i nasza żałoba rozpoczęła się w dniu, kiedy powiedziano nam, że jest on terminalnie chory.
* * *
Narodzenie do nowego życia
Tom właśnie ukończył trzydzieści osiem lat, kiedy odkryto, że znamię na jego plecach jest szczególnie złośliwym rakiem. Oboje byliśmy wstrząśnięci, ale nie powiedzieliśmy o tym dzieciom, wierząc lekarzom, którzy uspokajali nas, że choroba została wykryta odpowiednio wcześnie.














