Gdybyście kiedykolwiek byli obecni podczas przyjmowania pacjenta w ciężkim stanie do szpitala psychiatrycznego, pewne pytania zadawane przez psychiatrę mogłyby was zdziwić. Zamiast zapytać: „O co chodzi?” albo „Co pana martwi?”, przeważnie mówi: „Czy może mi pan powiedzieć, która jest godzina, jaki dziś mamy dzień, który miesiąc i rok?”. Potem: „Jak się nazywa miasto i kraj, w którym żyjemy?”. W końcu pyta: „Jak się pan nazywa, kim są pana przyjaciele i jaką pracę pan wykonuje?”.
Dlaczego lekarz zadaje wszystkie te oczywiste pytania? Chce wiedzieć, czy pacjent zdaje sobie sprawę: kiedy jest, gdzie jest i kim jest. Dla zdrowia psychicznego bowiem liczy się to, czy człowiek ma orientację co do czasu, miejsca i osoby albo — mówiąc inaczej — czy człowiek jest realnie świadom samego siebie.
To, co najbardziej podstawowe dla naszego zdrowia psychicznego, jest także istotne dla wszystkich poziomów zachowania. Bolesne i trudne problemy w naszym życiu są zawsze związane z istotą. Nie możemy istnieć bez miłości, a przecież to kochanie i bycie kochanym przysparza nam najwięcej trosk przez całe życie. Tak samo bycie zorientowanym co do czasu, miejsca i osoby znajduje się u korzeni naszego zdrowia psychicznego. Kiedy dorastamy, każdego dnia w życiu stajemy wobec nowych obszarów rzeczywistości. Fakt ten jest nieustannym wyzwaniem, zwłaszcza dla tych, których świat znajduje się w centrum chaosu, narażony na dotkliwe przewartościowania i skrajny samokrytycyzm. Taki jest nasz świat, a świat kapłana szczególnie. I być może księdzu we współczesnym świecie nie jest łatwo odpowiedzieć na pytanie: „Kiedy, gdzie i kim jestem?”. Nagle i boleśnie postawiony wobec nowych i niejasnych realiów może stracić orientację. Oznacza to, że zostało zagrożone jego zdrowie psychiczne.
Omówię zatem teraz zdrowie psychiczne księdza w odniesieniu do zdrowego poczucia czasu, przestrzeni i pojmowania siebie i wykażę, w jaki sposób problemy na tych trzech płaszczyznach mogą stać się źródłem cierpienia psychicznego kapłana we współczesnym świecie.
Zdrowy rozkład zajęć
Zdrowy rozkład zajęć jest być może jedną z najbardziej oczywistych, a mimo to niezupełnie zrozumiałych trosk kapłana. Przyjrzyjmy się dwóm formom rozkładów: długoterminowemu i krótkoterminowemu.
Rozkład długoterminowy odnosi się do sposobu, w jaki kapłan wykorzystuje swoje dni, tygodnie i miesiące w perspektywie efektywnego planu życiowego. Nie jest przesadą stwierdzenie, że wielu nowo wyświęconych księży opuszcza seminarium z wielkimi ambicjami, wysokimi aspiracjami i często żarliwymi oczekiwaniami. Nowy, pełen entuzjazmu kapłan ma skłonność do wskakiwania w aktywność duszpasterską jak prawdziwy naśladowca Pelagiusza. Bardzo szybko może stać się ofiarą tego, co obserwatorzy nazywają „kompleksem zbawienia”. Jest obecny prawie wszędzie tam, gdzie rozciąga się jego terytorium. Żadna grupa biblijna, zebranie z rodzicami, zbiórka harcerska, grupa czcicieli Imienia Świętego ani inne towarzyskie, finansowe czy pobożne spotkanie nie może się bez niego obyć. Rozmawia prawie z każdym, kto chce z nim rozmawiać, udziela rad parafianom w kłopotach, doradza małżeństwom, uczy w szkole i jest stale osiągalny dla wszystkich w potrzebie, może z wyjątkiem samego siebie. Rzadko wymawia się od zaproszenia, sporadycznie mówi „nie” i tylko niekiedy wycofuje się do własnego pokoju. Zostaje za to nagrodzony. Jest popularny i lubiany przez parafian. Mówią o nim, że jest miły, uprzejmy i rozumiejący. „Ten człowiek naprawdę poświęcił się ludziom. Przynajmniej on rozumie, o co chodzi. Różni się od starego proboszcza. Jest dla nas przez cały czas”. Rzeczywiście, przez cały czas. Z dumą mówi swoim kolegom, że sypia zaledwie pięć godzin dziennie, że nie ma możliwości, aby cokolwiek przeczytać za wyjątkiem brewiarza, i że nie ma nawet jednej godziny wolnej, by móc zagrać w golfa.
Wiecie, co to jest? Kompleks zbawienia w pełnym rozkwicie. Jak długo to może trwać? Dwa, cztery, może pięć lat, a potem sprawy zaczynają wyglądać zupełnie inaczej. Nie zdołał, na co miał nadzieję, przemienić otaczającego go świata. Ludzie zbytnio nie zmienili się od zeszłego roku. Ciągle powracają te same, stare problemy, ale już nie wyglądają tak ekscytująco. W jego pokoju nie przybyły żadne nowe książki ani idee. Wtedy z wolna pojawia się, czasami bardzo przejmujące, uczucie otępienia i nudy i rodzi się pytanie: „Co ja właściwie tu robię? Nic tak naprawdę się nie zmieniło, a ja zaczynam mieć dość zajęć, ludzi i siebie”.
Zaczyna dominować zmęczenie — fizyczne z powodu braku snu; psychiczne z braku motywacji; i duchowe z braku inspiracji — które wkrótce prowadzi do obojętnej rezygnacji, narastającego rozdrażnienia czy nawet niszczącej depresji.
Objawy te możemy przypisać niezdrowemu długoterminowemu rozkładowi czasowemu. On jest powodem tego, że lubiany, inspirujący, twórczy kapłan po kilku latach staje się rozdrażnionym, wypalonym w środku, opanowanym przez rutynę zmęczonym człowiekiem, powtarzającym ciągle, choć może nie z ambony, że od czasów Jezusa Chrystusa nic właściwie się nie zmieniło i że nic nowego pod słońcem. Wielu kapłanów, którzy byli nadzieją diecezji czy gwiazdą zakonu, stało się ludźmi zgorzkniałymi i rozczarowanymi. Niektórzy trzymają się kapłaństwa, aby mieć jakiś dom, inni odchodzą w nadziei rozpoczęcia nowego życia.
Jednak ta przyczyna wciąż stanowi pewien wyjątek. O wiele powszechniejszy powód poczucia klęski to niezdrowy rozkład codziennych zajęć. Jest niezwykle ważne, aby ksiądz miał czas na pracę i czas na odpoczynek. Tymczasem w jego trybie życia trudno rozróżnić, kiedy człowiek tworzy, a kiedy odpoczywa. Kapłan mieszka na probostwie, jest przez cały dzień otoczony przez swoich kolegów i w pewien sposób zawsze znajduje się w swoim biurze. O każdej porze mogą do niego dzwonić ludzie i nigdy nie jest całkowicie poza atmosferą pracy. Z drugiej strony, może odpoczywać o bardzo niezwykłych porach i zawsze jest w domu, w którym je, śpi, odpoczywa i się modli. Zatem nie ma jasno wyznaczonych ram czasowych. Może się to skończyć poczuciem, że jest zajęty dzień i noc, tak naprawdę ani ciężko nie pracując, ani dobrze nie wypoczywając. Ma jakiś rozkład zajęć, ale poza tym jego praca jest dość przypadkowa. Ksiądz nigdy nie jest do końca pewien, co będzie robił przez następnych kilka godzin. Dla człowieka o bardzo wysokim poczuciu obowiązku może się okazać to wysoce przygnębiające. Brak efektów może zaowocować też wnioskiem: „Nie pracuję wystarczająco”, i zmuszać go do pracy także w wolnych godzinach. Skutkiem takiego podejścia będzie coraz większe rozczarowanie sobą.
Kiedy podział na noc i dzień, pracę i zabawę, obowiązek i hobby, staje się niejasny, życie traci swój rytm i staje się słabo określone. Taki „niezdrowy tryb życia” może zabić inspirację i kreatywność, czyniąc z człowieka raczej ofiarę niż organizatora swego czasu. Taki ktoś zawsze jest w biegu i rzadko się zatrzymuje, aby zastanowić się nad sensem i efektywnością swego pracowitego życia. Czasami wydaje się, że boi się zatrzymać i pomyśleć, boi się odkryć, że bycie ciągle zajętym i zmęczonym to zupełnie co innego niż bycie pożytecznym.
Oczywiście, problem ten ściśle wiąże się z celibatem. Kapłan zwykle nie wychodzi z domu do pracy, a po wypełnieniu codziennych obowiązków nie wraca, by zastać w nim kogoś, kto pomoże mu nabrać pewnego dystansu. Zawsze jest w domu i nigdy w nim nie jest; zawsze pracuje i nigdy nie jest w pracy, zawsze nosi swój służbowy uniform, bez względu na porę czy rodzaj działalności. Taki niezdrowy krótkoterminowy rozkład bardzo szybko może prowadzić do zmęczenia będącego powodem ciągłego narzekania i do znudzenia, które stanie się naszym dominującym nastrojem.
Krótko mówiąc, odpowiedni rozkład czasowy jest istotny dla fizycznego, umysłowego i duchowego zdrowia kapłana, nie tylko przez wzgląd na długoterminową efektywność jego życia jako księdza, ale także ze względu na jego kreatywność i pomysłowość na co dzień.
Zdrowy układ przestrzenny
Dla psychicznego zdrowia księdza poza zdrowym wykorzystaniem czasu wielkie znaczenie ma również zdrowe wykorzystanie przestrzeni. Możemy tu mówić o zdrowym układzie przestrzennym. Życie seminarzystów, kapłanów diecezjalnych i zakonnych — w najróżniejszych jego aspektach — przeważnie płynie pod jednym dachem. Jednym z ważnych problemów seminarium katolickiego jest dzisiaj „totalna instytucjonalizacja”. Oznacza to, że każdy poziom życia studenta — jego formacja religijna, wykształcenie akademickie, życie towarzyskie oraz trening fizyczny — jest zinstytucjonalizowany i toczy się w obrębie jednej przestrzeni, wedle tych samych reguł i pod tą samą władzą. Jedno, bardzo określone środowisko przenika i obejmuje całe życie seminarzysty.
















