W Polsce studiuje prawie 2 mln osób, z czego połowa zaocznie. Do duszpasterstwa chodzi zaledwie jeden procent studentów. Czy to kryzys? – Masowe duszpasterstwo mamy za sobą. Dzisiejsze ma charakter elitarny – odpowiada jezuita o. Krzysztof Dorosz.
Niestety, także duszpasterzy akademickich jest mało. Średnio jeden kapłan przypada na kilkanaście tysięcy albo i więcej studentów – podczas gdy 10 tys. uczniów obsługuje ponad 20 katechetów. – Kościół omija studentów bardzo szerokim łukiem – ubolewa ks. Mirosław Maliński w Wrocławia. I alarmuje: – A szkoda, bo to grupa społeczna zdolna najlepiej asymilować Ewangelię. Więc staranie o studentów jest walką o przetrwanie Kościoła.
Oto wypowiedzi duchownych o wyzwaniach współczesnego duszpasterstwa akademickiego:
Czego studenci szukają dziś w duszpasterstwie akademickim?
O. Tomasz Golonka, dominikanin, duszpasterz akademicki w Gdańsku
– Bardzo wielu różnych rzeczy. Część z nich jest świadoma: wszyscy powiedzą, że szukają Boga, wspólnoty, modlitwy etc; a część nieświadoma… i odkrywanie tej drugiej części jest o wiele ciekawsze.
Ks. Mirosław Maliński, diecezjalny duszpasterz akademicki archidiecezji wrocławskiej:
– Tego, czego szukają wszędzie, czyli szczęścia. Jeszcze kilka lat temu każdy mówił, że najbardziej zależy mu na tym, żeby być dobrym człowiekiem. Dziś twierdzi, że największym dobrem jest szczęście. Przy czym to szczęście studenci rozumieją jako coś, co przyjdzie z zewnątrz. W życiu duchowym też często sądzą, że podłączą się pod Jezusa i będą szczęśliwi. To szczęście ma przyjść samo, bez żadnego wysiłku.
O. Krzysztof Dorosz, jezuita, duszpasterz akademicki w Toruniu:
– Większość przychodzi z motywacji religijnej – chcą w duszpasterstwie pogłębić swoją wiarę. Jakaś część po to, żeby być w grupie, poczuć się we wspólnocie. Jeszcze inni chcą pomagać innym na przykład w wolontariacie, jeszcze inni z jakiejś potrzeby serca albo z ciekawości lub też zachęceni przez drugą połowę…
Ks. Jacek Rogalski, diecezjalny duszpasterz akademicki archidiecezji poznańskiej:
– Ci, którzy przychodzą do naszego duszpasterstwa, szukają przede wszystkim wspólnoty, która odtwarzałaby ich dom rodzinny. Szukają ciepła, przyjaźni, więzi rodzinnych. Jedni mają to wszystko w swoim domu rodzinnym i chcą to podtrzymać, inni czują, że im tego brakuje dlatego szukają tych wartości właśnie w duszpasterstwie. Szukają również innego świata. Świata, którego nie mogą znaleźć wśród swoich kolegów i koleżanek na uczelni. Szukają duchowości, która pomoże im podejmować dobre decyzje życiowe.
Co duszpasterstwo powinno zaoferować młodzieży akademickiej?
O. Krzysztof Dorosz:
– Najważniejsze, to mieć dla nich czas. A dalej: mieć takie propozycje, które wychodzą naprzeciw ich pytaniom, niepokojom, zainteresowaniom. To nie zawsze muszą być zainteresowania religijne…
Ks. Jacek Rogalski:
– Trafniejsze byłoby pytanie: co powinno zaoferować? Otóż powinniśmy pokazywać młodym ludziom, że Kościół to wspólnota ludzi wierzących, którzy mają wspólne cele. Że wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za Kościół, bez przeciwstawiania na: my i oni, czyli duchowni i świeccy. Że skoro jesteśmy wspólnotą ludzi ochrzczonych, to to nas do czegoś zobowiązuje. Rodziny nie wybiera się ze względu na to, że coś mi odpowiada, ale trwa się przy niej ze względu na łączące nas więzi. Podobnie ma być z naszą przynależnością do Kościoła.
Czasem dostaję maile z zapytaniem: co ksiądz może mi zaproponować w swoim duszpasterstwie? Wiem, że z takiej osoby dużego pożytku w duszpasterstwie nie będzie. My mamy tylko Ewangelię i krzyż. Wiem, że brzmi to górnolotnie, ale taka jest prawda. Nie możemy konkurować z miastem w wymyślaniu coraz to lepszych klubów czy innych atrakcji.
O. Tomasz Golonka:
– Zależy to od celów jakie sobie DA stawia: jeśli to ma być event – religijny, kulturalny, społeczny – niech to będzie event. Jeśli ewangelizacja – śpiew, modlitwa – niech to będzie ewangelizacja. Jeśli formacja – niech to będzie formacja. Jeśli wychowanie – niech to będzie wychowanie etc.
Rzecz w tym, że i tu cele są świadome i nieświadome. Dobrze jak duszpasterstwo/duszpasterze wie/wiedzą co młodzieży proponują. Zwłaszcza dobrze jeśli duszpasterstwo wie, jaką proponuje mentalność religijną, antropologię, jak rozumie relację Boga i człowieka. Bo jak się tego nie wie, to najczęściej proponuje się pomieszanie z poplątaniem.
Kiedyś napisałem takie credo akademickie, które podtrzymuję nadal. Otóż duszpasterstwo akademickie NIE JEST enklawą, społecznością ludzi izolujących się od świata. NIE JEST alternatywą, środowiskiem kultywującym wrogość, bądź choćby wyższość wobec świata. NIE JEST bowiem miejscem ucieczki przed trudami i pięknem życia w świecie.
JEST miejscem sprzyjającym nabieraniu siły i umiejętności, by wyjść naprzeciw wyzwaniom pochodzącym ze świata. JEST środowiskiem kultywującym wartość domu, pracy, miłości, osiągania celów życiowych… w myśl zasady WSZYSTKO JEST WAŻNE. JEST społecznością tworzoną przez ludzi żyjących w świecie, czerpiących ze źródeł duchowości chrześcijańskiej.
Ks. Mirosław Maliński:
– Myślę, że powinniśmy odpowiedzieć na to ich pragnienie szczęścia. Z tą różnicą, że to szczęście trzeba rozumieć na sposób arystotelesowski. Arystoteles tłumaczył, że szczęście osiąga się przez stałą gotowość czynienia dobra. Wiadomo, że będę dobry w tenisie, grając w tenisa. Dlatego trzeba ćwiczyć się w dobrym zatem wychowanie do cnót, a żeby być cnotliwym, potrzebny jest własny wysiłek. To szczęście nie przychodzi z zewnątrz.
Jakie są najważniejsze pytania, dylematy młodych?
O. Krzysztof Dorosz:
– Jak się odnaleźć w Kościele dzisiaj? Jak pogodzić wiarę z życiem? Jak żyć pewnymi wartościami, które się już w sobie zaszczepiło przed studiami? Jak pozostać im wiernym? Myślę, że to są najważniejsze dylematy studentów, którzy przychodzą do duszpasterstwa. To ludzie dobrzy, wrażliwi i ambitni, którzy chcieliby w życiu czegoś więcej (nawet więcej niż ich rówieśnicy). Dlatego właśnie zadają sobie takie pytania i wyrażają potrzebę wewnętrznego pogłębienia.
Ks. Jacek Rogalski:
– Bardzo wiele problemów krąży wokół życia małżeńskiego. Nie chodzi o seksualność, ale o pytania: jak znaleźć właściwą osobę, z którą chce się stworzyć szczęśliwą rodzinę, jak znaleźć prawdziwą miłość, jak komuś zaufać? Wielu przychodzi z doświadczeniem krzywdy we własnej rodzinie, w sąsiedztwie, wśród znajomych. Dlatego pytają, co robić, żeby samemu dobrze sobie życie ułożyć. Niestety, wydaje mi się, że mniej pytają o wiarę, a bardziej martwią się o życie.
O. Tomasz Golonka:
Ks. Mirosław Maliński:
– Największym problemem jest brak zasadniczych pytań.
Oni żyją pod presją konieczności nieustannej konieczności dokonywania wyborów, temu towarzyszy ogrom sprzecznych propozycji. Bo nawet jak kupujemy szczoteczkę do zębów, mamy tyle różnych ofert, że nie wiemy, którą wybrać. A jak już kupimy, to też nie jesteśmy do końca przekonani, czy wybraliśmy tę najlepszą. Zaczynają dręczyć wątpliwości.
Wszystko to powoduje, że żyjemy w nieustannym rozgardiaszu, rozproszeniu i roztargnieniu. Młodych dotyka to szczególnie. Lekarstwem na to są: cisza, adoracja i Eucharystia. My, duszpasterze, powinniśmy pomóc młodym odkryć wagę ciszy, chociaż kilka minut dziennie. To niekoniecznie musi być modlitwa. Musimy nauczyć się być tu i teraz.
Jak przełożyć prawdy wiary i twarde wymogi moralne – które wielu wydają się nie przystawać do współczesności – by trafiły do młodego człowieka? Jakim językiem mówić o wierze do studentów?
Ks. Jacek Rogalski:
– Młodych ludzi najbardziej przekonuje świadectwo koleżanek i kolegów. Czas studiów, to czas podejmowania życiowych decyzji: z kim i kiedy iść do łóżka, z kim spędzić życie? Błogosławiłem niedawno ślub, w czasie którego moi studenci złożyli na ołtarzu białe lilie na znak, że dotrwali do tego momentu w czystości. Ich koledzy i koleżanki zobaczyli na własne oczy, że miłość tych nowożeńców do Chrystusa była tak wielka, że motywowała ich styl życia. I zobaczyli, że ci ludzie są szczęśliwi.
Młodym trzeba stawiać wymagania. Nawet za cenę tego, że w duszpasterstwie nie będą się czuć dobrze chłopak z dziewczyną, którzy mieszkają ze sobą bez ślubu. Chodzi o to, żeby duszpasterstwo akademickie nie było tylko wspólnotą ludzi dobrze czujących się. Dlatego musimy gromadzić świadków spośród samych studentów, którzy będą pokazywać, że życie Ewangelią może dać szczęście. I że dla takiego szczęścia naprawdę warto się trudzić.
O. Tomasz Golonka:
O. Krzysztof Dorosz:
– Trzeba mówić bezpośrednio, to znaczy po ludzku. I bez zbytniego moralizowania, bo tego nikt nie lubi. Zresztą moralizowanie przynosi najczęściej odwrotny skutek. Trzeba mówić też z punktu widzenia własnego doświadczenia, czasem z humorem. Pokazywać też sensowność Bożych zasad stosowanych w życiu.
Osobiście nie silę się na slang młodzieżowy, żeby przypodobać się słuchaczom, bo czasem wygląda to sztucznie. Trzeba mówić od siebie, to co człowiek myśli. I młodzi to łapią.
Jak dotrzeć do tych, którzy Kościół omijają szerokim łukiem? Czy duszpasterze powinni w ogóle zawracać sobie nimi głowę?
Ks. Jacek Rogalski:
– Duszpasterz jest po to, żeby szukać przede wszystkim zagubionej owcy, więc nie wolno z nikogo rezygnować. Do tych, którzy nie identyfikują się z Kościołem, próbuję dotrzeć poprzez naszą obecność na uczelni. Informujemy tam o różnych spotkaniach, akcjach. Każdy może o tym przeczytać i skorzystać z zaproszenia. Wybór należy do niego.
Generalnie staram się „nie wkraczać” na teren akademika, bo to dom i chcę, żeby mieszkańcy mieli tam swoją prywatność. Oczywiście, kiedy moi studenci zaproszą mnie, wtedy wkładam sutannę i idę do akademika. Jest wtedy też zawsze okazja, że ktoś inny mnie o coś zagadnie i wtedy nawiązuje się kontakt. W akademiku jednak nie ewangelizuję.
O. Tomasz Golonka:
– Jeśli ktoś omija Kościół szerokim łukiem, to znaczy, że skądś się to wzięło, są po temu powody. Można więc zatem zastanawiać się, z jakich to powodów mnie… to znaczy Kościół, ktoś omija… i nie od razu za taki stan rzeczy przerzucać całą odpowiedzialność na tego kto omija. Dalej: można wyciągać z tego wnioski, to znaczy uczyć się i prowadzić korekty… w moim oczywiście sposobie bycia. Może wtedy będą mniej omijali.
A poza tym, ludzie mają prawo dokonywać wyborów. A że wszystkie wybory są w pewnym sensie dramatyczne, to ludzie mają prawo dokonywać wyborów dramatycznych.
O. Krzysztof Dorosz:
– Najpierw muszę się zająć tymi, którzy do mnie przychodzą i mają wobec mnie określone oczekiwania. To dla nich mam być przede wszystkim.
Ale i są okazje, kiedy docieram też do tych, którzy stoją daleko od duszpasterstwa. Na przykład w czasie kolędy w akademikach. To stwarza szansę, żeby porozmawiać również z tymi, którzy do kościoła nie zaglądają. W Toruniu docieramy też do studentów przez prasę: co dwa miesiące w naszym ośrodku wydajemy pismo „Podaj dalej”, które krąży po akademikach, wydziałach. Każdy może tam zajrzeć. Prowadzimy też cykliczną, cotygodniową audycję w studenckim Radiu „Sfera” pod tytułem „Którędy droga”. W dobie radia internetowego każdy może jej posłuchać, nawet spoza Torunia. Są też różne sytuacje losowe, gdy ktoś szuka kontaktu z kapłanem, bo życie przycisnęło ich do muru.
By dotrzeć do ludzi, trzeba również szukać form niekoniecznie religijnych. Młodzi są dziś ambitni, mają różne zainteresowania, lubią się szkolić, rozwijać. To może przyciągnąć też tych, którzy nieufnie patrzą na księży, na Kościół. W naszym duszpasterstwie istnieje na przykład grupka teatralna, są zajęcia językowe: „O Panu Bogu po angielsku”. Przynajmniej raz w roku organizujemy warsztaty dziennikarskie, bywają zajęcia z malarstwa czy rzeźby, powstała grupa poetycka promująca twórczość, działa grupa muzyki chóralnej. Lubimy jeździć na rowerach, ostatnio chłopaki ćwiczą szermierkę. Co chwila ktoś wymyśla coś nietypowego i realizuje to w duszpasterstwie.
Ks. Mirosław Maliński:
– Prawda jest taka, że to Kościół omija studentów bardzo szerokim łukiem. We Wrocławiu mamy 150 tysięcy studentów i 10 duszpasterzy akademickich, z czego połowa na pół etatu (dla porównania średnio na 10 tys. uczniów szkół średnich przypada ponad 20 katechetów). A we Wrocławiu i tak jest dużo lepiej jak w innych miastach.
Kościół traktuje więc studentów marginalnie. A szkoda, bo to grupa społeczna zdolna najlepiej asymilować Ewangelię. Więc staranie o studentów jest walką o przetrwanie Kościoła.
Ale to, że duszpasterzy akademickich jest tak mało, ma też swoje dobre strony: angażuje bowiem w duszpasterstwo świeckich. My, duszpasterze akademiccy, powierzamy nieraz całe działy duszpasterskie studentom. I oni bardzo dobrze się z tego wywiązują.
Czy duszpasterstwa akademickie za bardzo ze sobą nie konkurują – zamiast współdziałać?
O. Krzysztof Dorosz:
– W Toruniu takiej konkurencji nie widać. Mamy w mieście ponad 30 tysięcy studentów i zaledwie trzy ośrodki duszpasterskie, więc nie ma nawet takiej szansy, żebyśmy wchodzili sobie w drogę. Owszem, czasem ze sobą współpracujemy. Na pewno jednak dla nikogo z duszpasterzy nie zabraknie pracy. Jest inny problem: do tych trzech ośrodków przychodzi w porywach łącznie kilkuset studentów. Czas masowego duszpasterstwa, mamy za sobą. Dzisiaj duszpasterstwo akademickie ma charakter elitarny.
Ks. Jacek Rogalski:
– Może i za bardzo nie współpracujemy, ale trudno mówić o jakiejś niezdrowej konkurencji. Każdy z ośrodków duszpasterskich, przynajmniej w Poznaniu, ma swoją specyfikę i zajmuje się czym innym. Dominikanie stawiają na liturgię i formację. My – bardziej na pomoc niepełnosprawnym i służbę liturgiczną.
Czasem jest tak, że ktoś jest znudzony naszym duszpasterstwem i szuka miejsca u ojca Jana Góry, a kto inny przychodzi do nas i mówi: „mam już dość Góry”. Ale to normalne. Najważniejsze, że w tej wielobarwności każdy może znaleźć coś dla siebie.
Ks. Mirosław Maliński:
– Mieszkając i pracując we Wrocławiu – nie rozumiem tego pytania. Liczba wrocławskich studentów to jest tak ogromne pole do zaorania, że gdybyśmy nawet pękli, to w dziesięciu tego nie zaorzemy.
Zamiast rywalizować – właśnie współpracujemy ze sobą. Podejmujemy wiele wspólnych inicjatyw, jak choćby wspólnie z Opolem obóz adaptacyjny dla rozpoczynających studia w Białym Dunajcu (od wielu lat ponad 600 studentów, czyli największa tego typu impreza w Polsce, a może w Europie). Wszyscy jesteśmy zaprzyjaźnieni. Działa MORDA, czyli Międzyośrodkowa Rada Duszpasterstw Akademickich skupiająca szefów wszystkich DA.
O. Tomasz Golonka:
– Niech konkurują i niech współpracują. Niech też się różnią i niech też będą niezależne. Dobrze, jak oferta jest szeroka, a ludzie mogą wybierać.













