Pisanie na początku Adwentu tekstu teoretycznego o istocie tego okresu liturgicznego jest mniej więcej równie przydatne i sensowne jak opowiadanie zagranicznemu turyście wysiadającemu na lotnisku w Pyrzowicach o istocie polskości. Jest to być może temat zajmujący, niemniej jednak na początku trzeba naszemu gościowi wskazać postój taksówek albo przystanek autobusów. Czas na rozważania teoretyczne przyjdzie później. Na początku podróży najcenniejsze są informacje możliwie najbardziej praktyczne.
PERFUGIUM, Alfa i Omega | Pieśni adwentowe
Zapiski z kalendarzy
Przez ostatnie kilka lat notowałem w kalendarzach różne myśli, które wydawały mi się albo ważne, albo przynajmniej pożyteczne i pomocne, a które dotyczyły różnych okresów liturgicznych, wszelkich świąt czy uroczystości roku liturgicznego. Czasami były to notatki do kazań, czasami do rekolekcji czy konferencji, czasami wyłącznie dla siebie albo dla kogoś z przyjaciół. Notatki te nie układają się w żaden spójny ciąg tematyczny, a tym bardziej nie da się z nich ułożyć traktatu teologicznego. Przypominają raczej zapiski, jakie w swoim przewodniku smaruje turysta odwiedzający miejsca, o których w przewodniku jest coś napisane. Są to zazwyczaj notatki do bólu praktyczne: „nie przegap”, „warto zobaczyć”, „przereklamowane”, „nie bierz taksówki z postoju pod dworcem” itd., itp. Nie mają być piękne, mają być pomocne. W związku z Adwentem poczyniłem notatki, których częścią chętnie się podzielę. Mam nadzieję, że się komuś przydadzą.
Czytaj także: Sztuka Adwentu
3 grudnia 2008
Czekanie vs czuwanie
Czekanie i czuwanie bywają czymś dokładnie sobie przeciwstawnym. Czekanie oznacza ucieczkę od „tu i teraz” w stronę tego, co będzie. Czuwanie oznacza aktualną gotowość czyli gotowość „tu i teraz”. Czekanie jest dezercją ducha (a czasami również ciała) z posterunku o nazwie „teraźniejszość” i ucieczką w stronę przyszłości. Czuwanie jest upartą służbą na posterunku teraźniejszości i gotowością, aby w każdej chwili posterunek ten był gotów na przyjęcie przyszłości. Dlatego chyba Pan Jezus nie każe nam „czekać”, ale „czuwać”. Każde czuwanie jest w jakim sensie czekaniem, ale czekanie nie zawsze musi być czujne, ba, długie czekanie potrafi przeszkadzać w czuwaniu. To chyba ma na myśli Chrystus, gdy mówi o opóźniającym się przyjściu Oblubieńca czy o pannach mądrych i głupich. Adwent nie tyle – a przynajmniej nie tylko – jest czasem oczekiwania – nawet radosnego – ale czuwania.
14 grudnia 2010
Gotowość na przyjście Pana
Ciekawą rzecz powiedział mi wczoraj pewien himalaista. Pytałem go, co jest najtrudniejsze w przygotowaniach do wyprawy i co zajmuje mu najwięcej czasu. Myślałem, że odpowie: zebranie ekipy, gromadzenie pieniędzy, planowanie trasy, albo coś w tym stylu. A wiesz co mi odpowiedział? Że najtrudniejsze dla niego przed każdą wyprawą jest przygotowanie się na śmierć. Serio. Nie żartował.
Opowiadał mi o swoim pierwszym poważnym wypadku w górach. To nawet nie było w Himalajach, ale w Alpach. Odpadł od ściany i z dosyć dużej wysokości runął w dół. Kiedy połamany leżał zakopany w śniegu zaczęły przychodzić mu do głowy różne dziwne myśli. Nie martwił się tym, czy ktoś go znajdzie, jak wielkie ma obrażenia, czy będzie mógł jeszcze kiedykolwiek wrócić w góry. Był przekonany, że umrze i przyjmował to dosyć spokojnie, ale jedna myśl mąciła ten spokój. (Człowiek w niebezpieczeństwie śmierci zaczyna chyba myśleć w dosyć niespodziewany sposób). Zaczął się martwić tym, co pomyślą sobie jego najbliżsi, kiedy wejdą do jego mieszkania. Zostawił tam taki straszny bałagan – niewyjęte pranie w pralce, nieumyte, obrosłe pleśnią naczynia w zlewie (i nie tylko w zlewie), porozrzucane po całym mieszkaniu części garderoby, koty kurzu w każdym kącie podłogi. Męczyła go tylko ta myśl – ale będzie wstyd jak tam wejdą.
Uratowano go, ale niepokój, który dręczył go tam, w górach, pod śniegiem nie minął. Wręcz przeciwnie, uzmysłowił sobie, że bałagan w mieszkaniu to najmniejszy problem – większy bałagan miał w całym życiu. Niepooddawane długi, niewyznana miłość, niezaofiarowane przebaczenie i nigdy niewypowiedziane prośby o przebaczenie były znacznie gorsze, niż nieumyte naczynia w zlewie. Od czasu tego wypadku zawsze wychodząc w góry przygotowywał się na śmierć – a zatem sprzątał mieszkanie, oddawał długi, spotykał się z przyjaciółmi, wyznawał miłość swoim dziewczynom i takie tam. Nie było w tym żadnej grozy ani tym bardziej patosu. Ot, chodziło wyłącznie o to, aby w chwili śmierci nie musieć się wstydzić.
Kiedy go słuchałem miałem wrażenie, że znam skądś to, o czym opowiadał. A jeśli miałbym dziś wpuścić Chrystusa do mojego domu – czyli do mojego życia, niezapowiedzianie, jak złodzieja. Czy mógłbym to zrobić bez wstydu? Jeśli nawet byłoby w moim domu – życiu bardzo biednie, to czy nie byłoby w nim po prostu wstydliwego brudu?
Adwent jest czasem wspominania pierwszego przyjścia Syna Bożego na ten świat, przyjścia, które było Wcieleniem. Ale Adwent jest jeż czasem przygotowania na drugie przyjście Chrystusa – tym razem już w chwale i z mocą. Może trzeba przed tym przyjściem posprzątać w domu?
23 grudnia 2007
Działanie łaski Wcielenia
Maryja tuż po przyjęciu do swojego łona Syna Bożego udaje się do Elżbiety, aby jej pomóc, aby wesprzeć tę, która w swej starości stała się brzemienną. Kiedy w człowieku zaczyna działać łaska Boża naturalnym odruchem jest wyjście z pomocą do innych ludzi. Być może jest to też najlepszym sposobem na stwierdzenie, czy żyję w stanie łaski. Teologia mówi, że nigdy nie mogę być tego pewien. Ale gdyby była we mnie Boża łaska, gdyby na miarę moją dokonało się Wcielenie łaski w moim życiu powinienem nawet góry pokonać, aby przyjść z pomocą do tych, którzy jej potrzebują.
6 grudnia 2008
Liczenie czasu
Dostałem wczoraj bardzo ładny kalendarz adwentowy – taki z czekoladką na każdy dzień. Swoją drogą to ciekawe – w Adwencie szczególnie starannie liczy się czas. Może dlatego, że trudno doczekać się Świąt i prezentów, może dlatego, że wreszcie skończą się Roraty i nie trzeba będzie katować się aż tak rannym wstawaniem, może dlatego, że po świętach będzie Sylwester i będzie można gdzieś wyjechać na narty. Ale chodzi chyba o coś więcej: „Naucz nas liczyć dni nasze, byśmy zdobyli mądrość serca” – to przecież z Pisma Świętego. Skąd dokładnie? Adwent to dobry czas na pracę nad czasem – porządkowanie planu dnia i tygodnia, ograniczenie marnowania czasu, powstrzymanie wycieku czasu przez palce.
15 grudnia 2009
Trzy przyjścia Pana
Hugh Vincent mówił dziś o sposobach przychodzenia Chrystusa. Pierwszym było Wcielenie. Na końcu czasów dokona się drugie przyjście Chrystusa – tym razem w chwale. Ale i w tej chwili dokonuje się cały czas nieustanne przychodzenie Chrystusa do naszego życia. To nic odkrywczego, Ojcowie Kościoła też tak to ujmowali. Ale Hugh twierdzi, że to obecne przyjście dokonuje się w sposób uprzywilejowany na dwa sposoby – poprzez Eucharystię i biednych. Skąd on to wziął? Nie mam zielonego pojęcia, ale czuję tu coś prawdziwego. Eucharystia jest przedłużeniem Wcielenia jako materialnej obecności Syna Bożego wśród nas, a biedni to przecież ci, którzy przyjęli Chrystusa i jako pierwsi powitali Go na tej ziemi. A i sam Chrystus narodził się w ubóstwie. Pomysł na Adwent: celebracja przyjścia Pana w Eucharystii i biednych.
5 grudnia 2007
Dać sobie pomóc
Syn Boży przychodzi na ten świat jako ktoś, kto potrzebuje opieki i pomocy innych. Zrobić rachunek sumienia ze spraw, z którymi nie potrafię sobie poradzić tylko dlatego, że nie chcę nikogo prosić o pomoc. Adwent jako czas walki z pychą.
10 grudnia 2010
Łaska jak dziecko
Syn Boży przyszedł na świat w bardzo delikatnej postaci. Gdyby nie opieka i pomoc konkretnych ludzi mógłby zginąć. Działanie łaski jest delikatne jak dziecko – łatwo można je zranić czy zabić. Życie łaski zależy od ludzi. Aby obumarło nie trzeba go zabijać, wystarczy się nie troszczyć, nie chronić, nie opiekować. Co to znaczy zatroszczyć się o dziecko Boże w sobie? Zatroszczyć się o kruchą i delikatną łaskę w życiu swoim? Co to znaczy troszczyć się o łaskę Bożą w duszach innych ludzi? Adwent jako czas troski o delikatne dziecko jakim jest łaska Boża w duszy mojej i innych.














