Menu
 
Fotoreportaże
 
 

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter z informacjami o nowościach kliknij przycisk:
kontynuuj Kontynuuj

Rozmiar czcionki: A A A

Polecamy

03.12.2011 15:57

Co znaczy "przyjście Boga"


Można traktować adwent wyłącznie jako czekanie na Boże Narodzenie, ale wymowa tego okresu na tym się nie kończy – pisze ks. Józef Naumowicz. – Adwent ma doprowadzić do wewnętrznego umocnienia i przemiany życia.


Pierwsi pisarze chrześcijańscy (greccy, łacińscy czy orientalni) różnie określali przyjście Boga. Najbardziej znane jest łacińskie wyrażenie „adwent” (adventus), które miało szersze znaczenie niż zazwyczaj nadaje mu się dzisiaj.


MAGNIFICAT, muz. Dawid Kusz OP | "Witaj Maryjo"

Termin ten został zaczerpnięty z rzymskiego języka świeckiego, w którym określał uroczyste wejście cesarza bądź innego dostojnika do miasta czy na dwór. Chodziło o przyjście szczególnego rodzaju. Przede wszystkim było ono zapowiadane i przygotowane, miało więc uroczysty charakter. Mieszkańcy wychodzili na spotkanie dostojnego gościa, czekali u bram miasta, witali go, następnie prowadzili ulicami w korowodzie, przy śpiewie, okrzykach i oklaskach. Dostojnik przybywał ze swoim orszakiem, w całym ceremoniale. Witano go jako dobroczyńcę, który zapewnia pokój i dobro. Jego przyjście, zazwyczaj upragnione i oczekiwane, niekiedy zyskiwało też rysy sakralne, zwłaszcza gdy taki charakter miała ówczesna władza.

Był to zatem podniosły i radosny moment, który pozostawał w pamięci. Przedstawiano go na monetach wybijanych z okazji tego wydarzenia, wpisywano nieraz do kalendarza świąt, by wspominać go i celebrować co roku. Na przykład, w 326 roku od¬był się uroczysty wjazd (adventus) do Rzymu cesarza Konstantyna Wielkiego, który wtedy rezydował na Wschodzie i przybył do Italii z okazji dwudziestolecia swoich rządów. Dzień ten został zapisany w kalendarzu świąt państwowych i świętowano go nad Tybrem rokrocznie. Zauważmy więc dobrze: słowo adventus w języku Rzymian oznaczało przybycie, nadejście, nawiedzenie, a w zasadzie już obecność. Wydarzenie to świętowano przez następne lata, jakby przedłużając jego trwanie. Na greckim Wschodzie podobne sytuacje określano terminami: paruzja i epifania, które również oznaczały uroczyste pojawienie się władcy i związaną z tym ceremonię.

Wszystkie te słowa zachowały swe znaczenie, a nawet je rozszerzyły, gdy w języku chrześcijańskim przyjęto je na określenie przyjścia Chrystusa: ono dokonało się raz w Betlejem, ale dokonuje się ciągle i jest też przedmiotem dalszego oczekiwania i pragnienia. Ma więc znaczenie historyczne, ale nie ogranicza się do jednego momentu, gdyż ciągle się aktualizuje i rozwija.

Ten bogaty sens zachował termin adventus, gdy w późnej starożytności na Zachodzie zaczął oznaczać okres liturgiczny poprzedzający Boże Narodzenie. Czas ten bowiem ma wiele aspektów. Z jednej strony przypomina oczekiwanie zapowiadanego Zbawcy, które przenikało Stary Testament. Z drugiej — zaprasza do oczekiwania ostatecznego przyjścia Chrystusa w chwale. Można też traktować adwent wyłącznie jako czekanie na Boże Narodzenie. Ale wymowa tego okresu na tym się nie kończy. Ma on bowiem za zadanie pomóc nie tylko lepiej zrozumieć, czym jest duchowy wzrost, pokuta czy wyrzeczenie się grzechu, ale do¬prowadzić już do wewnętrznego umocnienia i przemiany życia. Ma nie tylko wzmagać tęsknotę za Zbawicielem, ale pomóc doświadczać już Jego bliskości. Jest więc nie tylko czasem oczekiwania czy wspomnieniem oczekiwania, ale także okresem przychodzenia Zbawcy na ziemię. Boże Narodzenie jest jedynie punktem centralnym, najważniejszym, kulminacyjnym tego przyjścia, ale Chrystus jest już obecny. Już adwent stanowi okazję, by spotkać się z Nim i przyjąć dary, które On przynosi.

Bóg udzielił już zbawienia i zarazem wciąż go udziela. Tę sytuację dobrze wyraża jeden z greckich czasów przeszłych — perfectum służący do wyrażenia czynności dokonanej, której skutki trwają do dziś. Nie jest to więc czynność miniona, dawna, jedynie historyczna, ale obejmuje też teraźniejszość. Z punktu widzenia dziejów zbawienia przyjście Boga wciąż się dokonuje, nigdy nie jest zakończone, ciągle jest przyjmowane i zarazem oczekiwane. Ten motyw można lepiej oddać w biblijnym języku hebrajskim, w którym czasowniki nie mają tak wyraźnego rozróżnienia między czasem teraźniejszym i przyszłym, jak, na przykład, w koniugacji polskiej. Bóg więc przychodzi (teraz), a zarazem dopiero przyjdzie (czas przyszły). Albo inaczej: On jest i zarazem przychodzi; jest z nami i przed nami. Albo jeszcze dokładniej: przychodzi w naszym oczekiwaniu na Niego.

Ks. Józef Naumowicz, Cztery przyjścia Pana, Wydawnictwo „W drodze”.

« powrót
Skomentuj Poleć znajomemu Drukuj



Zapamiętaj mnie na tym komputerze


Aby dodawać komentarz, musisz się zalogować.
Jeśli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

Właściciel serwisu dominikanie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do usuwania treści zabronionych prawnie, obraźliwych, nie związanych z tematem lub naruszających zasady współżycia społecznego.


Blok wschodni
Wojciech Surówka OP

Moim braciom »
21.05.2012

Strefa Wodza
Tomasz Nowak OP

Nowicjusze Jarmark 2012 »
21.05.2012

Rh+
Tomasz Gałuszka OP

Papieżyca »
20.05.2012

Psim swędem
Wojciech Jędrzejewski OP

Dużo więcej »
19.05.2012


 
Bp Ryś: w Kościele nie chodzi o to, żeby postawić na swoim
Do umiejętności wyzbywania się pokusy, by zawsze &... »
 
komentarzy: 1
O nieufności i dopasowaniu do świata
Każdy chrześcijanin, a przede wszystkim ksiądz, po... »
 
komentarzy: 7
ocena:
Znaleźć żonę, czy wybrać?
Jak ma się wolność do powołania? Czy mamy jakikolw... »
 
komentarzy: 1