Menu
 
Fotoreportaże
 
 

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter z informacjami o nowościach kliknij przycisk:
kontynuuj Kontynuuj

Rozmiar czcionki: A A A

Polecamy

11.12.2011 22:48

Wiara w siebie


Dostrzegam ścisły związek pomiędzy wiarą w Boga i wiarą Bogu a wiarą w siebie – mówi o. Jan Andrzej Kłoczowski OP. – Gdy spotykam ludzi załamanych, to tropię przyczynę tego stanu. I często jest nią przełożenie utraty wiary w Boga na wiarę w siebie.


Człowiek nadziei nie jest optymistą. W potocznym rozumieniu optymista to człowiek, może trochę naiwnie, spodziewający się tego, że wszystko dobrze się ułoży. Dobrze, to znaczy tak, jak on by tego chciał. Wszyscy w pewnym momencie przeżywamy jakieś rozczarowanie, albowiem rzadko życie układa się tak, jakby nam się to podobało. Niektórzy rozczarowani stają się cynikami, którzy twierdzą, że w ogóle nic nigdy nikomu się nie udało.

Czym się różni nadzieja od naiwnego optymizmu i równie naiwnego cynizmu? Sformułowałbym to tak: nadzieja jest otwarciem na prawdę, czyli na rzeczywistość taką, jaką naprawdę jest. Nie chodzi tu bynajmniej o prawdę teoretyczną. Najważniejsza, w tym kontekście, jest prawda człowieka o sobie. Prawda o mnie samym. Nie wystarczy postępować przyzwoicie i dobrze, potrzeba stanąć w prawdzie, do tego wezwania nawiązują słowa z Ewangelii: „Przygotujcie drogę Panu, Jemu prostujcie ścieżki”. A to nie jest takie proste. By dojść do prawdy o sobie, potrzebna jest odwaga. Ta jest cechą nadziei. Co utrudnia spojrzenie na siebie w prawdzie? Bycie więźniem własnej przeszłości, która wciąż nas przygniata. Zarówno pamięć o doznanych krzywdach, jak i świadomość naszych słabości i grzechów oraz ran, które zadaliśmy innym, powodują wątpienie w siebie. Bardzo wielu ludzi, nawet tych pozornie pewnych siebie, bynajmniej niesprawiających wrażenia ludzi wrażliwych, wątpi w siebie i cierpi z tego powodu. Ten brak wiary jest dla mnie zdumiewający. Im bardziej uczę się człowieka, tym bardziej jestem wstrząśnięty tym, jak mało z nas wierzy w siebie.

Jak być człowiekiem prawdy o sobie? Pomóc nam może rozmowa z terapeutami, czy też psychiatrami, takimi jak wspaniały Profesor Kępiński. Dobry terapeuta i dobry psychiatra umie zdecydowanie odróżnić to, co jest splotem naszych powikłań natury emocjonalnej od tego, co jest raną duchową. Musimy się zatem nauczyć myślenia o człowieku jako o istocie składającej się z ciała, duszy i ducha. Kępiński, w swojej pracy z ludźmi chorymi, powiadał, że szalenie ważne jest, aby chory najpierw nauczył się „przetrawić siebie”, aby wszedł głęboko, czasami boleśnie, w samego siebie. Warunkiem porządnej terapii człowieka uwikłanego np. w alkoholizm (który się teraz tak ładnie nazywa chorobą alkoholową) jest przyznanie się chorego przed samym sobą: jestem alkoholikiem. Sądzę, że takie założenie, porządkujące przebieg terapii przejęte jest ze starego doświadczenia Kościoła, który mówi nam: jesteś grzesznikiem. Nie znaczy to, że jesteś okropnym, strasznym, nie budzącym zaufania człowiekiem. Chodzi o to, byś nazwał po imieniu swoje uwikłanie w grzech, nawet wtedy, gdy go aktualnie nie popełniasz.

Zatem musimy przegryźć siebie, stanąć w prawdzie. Ale konieczne jest jedno zastrzeżenie. Prawda ma dwa ostrza. Jedno jest jak skalpel w rękach dobrego chirurga, a drugie jak miecz, który zabija. Prawda może ranić, może nawet zabijać. „Stąd potrzeba – jak pisze w encyklice Benedykt XVI – łączenia miłości z prawdą nie tylko we wskazanym przez św. Pawła kierunku, „veritas in caritate” (Ef 4, 15), ale również w odwrotnym i komplementarnym kierunku „caritas in veritate”. Miłość nie powinna przysłaniać nam oczu, gdy spoglądamy na siebie. Nie jest ona naiwnością, nie jest ucieczką przed twardym spojrzeniem na obszary brudu, głupoty, chamstwa. Wręcz przeciwnie: miłość wyostrza spojrzenie. Ale nie zabija, ponieważ jest tą, która podaje rękę i daje szansę.

Przetrawianiu siebie powinna towarzyszyć miłość samego siebie. Niestety, miłość samego siebie jest wstydliwym tematem, gdyż jeden francuski pozytywista z XIX w. wmówił nam pewien slogan, przeciwstawiając egoizm altruizmowi. Egoista to jest ten, który kocha siebie, a altruista to ten, który kocha innych. To bzdura! Jezus lepiej znał się na ludziach i powiedział cytując Stary Testament: „Kochaj bliźniego, jak siebie samego” (Kpł 19,18; Mt 19,19; 22,39; Mk 12,31; Łk 10,27). Kto nie kocha siebie, nie potrafi kochać drugiego. Ten, który nie kocha siebie, jest stale sobą zajęty i stale siebie nienawidzi. I nie ma w nim otwarcia na przyszłość, odwagi do zmiany życia. Chowa się do rozmaitych kryjówek. Poznaj siebie po to, by uwierzyć, że możesz, nie tylko powinieneś. Bo wielu z nas przeżywa ogromny ból w napięciu pomiędzy „powinieneś” a „możesz”. Uwierzmy w to, że jeżeli stajemy wobec jasno określonego wymagania etycznego, „powinieneś” i „możesz” są złączone ze sobą. Bóg nigdy nie stawia przed nami zadań przekraczających nasze życie, a jeżeli tak nam się wydaje, to dlatego, że nie potrafimy dostatecznie wiernie zawierzyć się Jego pomocy.

Co odkrywamy w sobie? Mówiliśmy poprzednim razem o rozmaitych naszych bólach i skargach. Ale odkrywamy także wielki obszar naszej własnej ciemności i niegodziwości. Co znaczy poznać siebie w prawdzie, ale z miłością? To znaczy po pierwsze, uwierzyć, że Bóg może nam naprawdę przebaczyć. To też była dla mnie (mówię z doświadczenia spowiednika, nie zdradzając oczywiście żadnych tajemnic) porażająca wiedza o tym, jak wielu ludzi wciąż nie może sobie dać rady z ciężarem własnych grzechów, nawet wtedy, kiedy je wyznaje. Ludzie sędziwi, starsi, którzy już wielokrotnie swoje grzechy Bogu wyznawali, przychodzą i proszą o spowiedź z całego życia. Dlaczego? Bo nie wiem, czy się dobrze wyspowiadałam, nie wiem, czy powiedziałem o wszystkich okolicznościach. Strach, lęk. Jestem głęboko przekonany, że człowiek, który do końca nie wierzy w to, że jego grzechy zostały odpuszczone, jest ofiarą diabła. Szatan bowiem straszy człowieka jego własnymi grzechami. Dlatego w Księdze Apokalipsy jednym z imion diabła jest oskarżyciel. Tak? Ty mu wierzysz, że ci przebaczył? Oj, naiwny, głupi! Do czego może nadawać się taka kupa łajna jak ty? Oskarżyciel wyśmiewa, szydzi, by odebrać człowiekowi nadzieję na to, że dobro jest silniejsze i że nie jest to teologiczny slogan, ale mapa drogowa.

Rzeczywiście Bóg odpuszcza nam grzechy. Naprawdę mamy możność zaczynania na serio nowego życia i podnoszenia się z naszych upadków. Przecież sakrament pokuty, który oczyszcza to, co jest ciemnością w naszym życiu, jest sakramentem nie poniżenia człowieka, ale podnoszenia go, uwolnienia. Ale sakrament należy traktować poważnie. Nie tak, jak pewien gentleman, który oświadczył spowiednikowi, że nie będzie mówił żadnych szczegółów, bo popełnił wszystkie grzechy. To wyglądało interesująco dopóki w rozmowie spowiednik nie przeszedł do szczegółów. Okazało się, że gentleman wykazał dużą ignorancję wobec ogromnej gamy możliwości grzeszenia. Dopiero wówczas porozmawiali konkretnie o życiu i o tym, co się w nim stało.

Bóg dał nam prawdziwy dar, gdy powiedział: złóż swój ciężar na Pana. Nadzieja jest otwarciem na nowy etap życia. Możemy go w każdej chwili rozpocząć. Pokrętne są często drogi naszego życia, bo jesteśmy uwikłani, ale prostujmy ścieżkę Panu. Bo On naprawdę chce przyjść, by ocalić, czyli przywrócić Ci wiarę w siebie. Dostrzegam ścisły związek pomiędzy autentyczną wiarą (nie tylko teoretyczną) w Boga i wiarą Bogu a wiarą w siebie. Gdy spotykam ludzi załamanych, którzy mają poczucie głębokiej klęski swojego życia, to tropię przyczynę tego stanu. I często jest nią przełożenie utraty wiary w Boga na wiarę w siebie. Wtedy próbuję pomóc: uwierz Bogu, a On przywróci ci wiarę w siebie. Wiara w siebie nie jest głupim zadowoleniem z siebie, tylko mądrą umiejętnością wymagania od samego siebie, odwagą w podjęciu życia i trudnych często decyzji. Bóg jest wierny i nie zostawi nas. W liście do Hebrajczyków czytamy: „Trwajmy niezachwianie przy wyznawaniu nadziei, bo wierny jest ten, który obiecał” (Hbr 10,23). Każdy z nas jest dla siebie obietnicą od Boga. Bóg dał ci w życiu zadanie – to zadanie jest Jego obietnicą. On jest wierny. „Chrystus, nasza nadzieja” (1 Tm 1,4) – te słowa nie są tylko zaklęciem teologicznym. To jest prawda, czyli rzeczywistość, która sprawdza się w naszym życiu.


« powrót
Skomentuj Poleć znajomemu Drukuj



Zapamiętaj mnie na tym komputerze


Aby dodawać komentarz, musisz się zalogować.
Jeśli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

Właściciel serwisu dominikanie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do usuwania treści zabronionych prawnie, obraźliwych, nie związanych z tematem lub naruszających zasady współżycia społecznego.

1 komentarz


Blok wschodni
Wojciech Surówka OP

Moim braciom »
21.05.2012

Strefa Wodza
Tomasz Nowak OP

Nowicjusze Jarmark 2012 »
21.05.2012

Rh+
Tomasz Gałuszka OP

Papieżyca »
20.05.2012

Psim swędem
Wojciech Jędrzejewski OP

Dużo więcej »
19.05.2012


 
Bp Ryś: w Kościele nie chodzi o to, żeby postawić na swoim
Do umiejętności wyzbywania się pokusy, by zawsze &... »
 
komentarzy: 1
O nieufności i dopasowaniu do świata
Każdy chrześcijanin, a przede wszystkim ksiądz, po... »
 
komentarzy: 7
ocena:
Znaleźć żonę, czy wybrać?
Jak ma się wolność do powołania? Czy mamy jakikolw... »
 
komentarzy: 1