Za wielką stratę minionego roku przeor krakowskich dominikanów uznał przedwczesną i nagłą śmierć w lutym metropolity lubelskiego, abpa Józefa Życińskiego. „Po raz pierwszy skojarzyłem go jako autora tekstów drukowanych w stanie wojennym. Pisał rewelacyjnie. Olśniewał inteligencją i nazywał rzeczy z humorem i po imieniu” – wspomina o. Kozacki na portalu deon.pl.
I chociaż przyznaje, że gdy ks. Życiński „został biskupem, jakby przycichł, zatracił wiele z impetu. Zapewne utonął w meandrach Kościelnej administracji. Nie wszystko, co czynił, zachwycało, czasem budził kontrowersje”, ale „niewątpliwie wiele mu wszyscy zawdzięczamy”, a „bez niego nasz Kościół jest uboższy”.
Zdaniem o. Kozackiego, pierwszą szansą, której jako Kościół w Polsce nie potrafiliśmy wykorzystać, była majowa beatyfikacja Jana Pawła II. „Mam takie wrażenie, że ten fakt nie wniósł niczego nowego do życia polskiego Kościoła. Oczywiście, od lat korzystaliśmy i korzystamy z dziedzictwa zostawionego nam przez Papieża. Nie znam jednak żadnej poważnej inicjatywy, którą uruchomiłaby beatyfikacja, a która by już wcześniej nie istniała” – ubolewa zakonnik.
Dominikanin ubolewa, że „przybyło co prawda kilkadziesiąt kaplic i kościołów pod wezwaniem błogosławionego, zrobił się ruch wokół jego relikwii, ale wraz z jego wyniesieniem na ołtarze łaska świętości, geniuszu duszpasterskiego, czy mocy świadectwa Jana Pawła II nie dotknęła jego rodaków bardziej, niż miało to miejsce wcześniej”.
„Obym był złym prorokiem, ale, patrząc na dzisiejszy Kościół w Polsce, muszę stwierdzić, że na razie nie potrafimy obficiej zaczerpnąć ze skarbca papieskich inspiracji” – kończy wątek dotyczący beatyfikacji Jana Pawła II przeor krakowskich dominikanów.
Wedle zakonnika, „paradoksalną szansą na pozytywną inspirację było powstanie Ruchu Palikota i jego sukces w wyborach parlamentarnych”. „Na zaangażowanie lidera tego ugrupowania patrzę jako na historię człowieka, który długo szukał swojej niszy i aktualnie zjednoczył ludzi wokół haseł antyklerykalnych, a na swoich sztandarach wypisał hasła ograniczenia roli Kościoła w państwie” – przyznaje o. Kozacki.
Podkreśla, iż „fakt, że taki program pozwolił wprowadzić do parlamentu prawie nikomu nieznanych ludzi, powinien być pobudką dla sennego Episkopatu” i „przez chwile można było mieć nadzieję, że nasi dostojni pasterze zauważą, że ci ludzie wykarmili się nie na naszej świętości, ale na naszej grzeszności, że skonstatują, iż ludzie, odchodzący od Kościoła, nie robią tego, bo im komercyjne media robią wodę z mózgu, tylko dlatego, że apostołowie Kościoła nie potrafią do tych mózgów (i serc) dotrzeć z Dobrą Nowiną”.
„Można było również mniemać, że ktoś stwierdzi, że na Ruch Palikota głosowali głównie ludzie młodzi, czyli tacy, którzy nie są wychowani na peerelowskiej propagandzie, ale doświadczyli dobrodziejstwa katechezy w szkole” – pisze dalej dominikanin.
„Można było mieć nadzieję, że jak Kościół te spostrzeżenia przemyśli, to przestaniemy walczyć z wrogami Boga, honoru i Ojczyzny, a położymy wyraźny akcent na nową ewangelizację, czyli docieranie z przesłaniem Jezusa do ludzi, którzy w wierze ostygli, którzy w Kościele nie znajdują odpowiedzi na pytania o sens życia. Nic z tego” – dodaje o. Kozacki.
I konstatuje ze smutkiem, że „pasterkowe biadolenie purpuratów na to, że ktoś walczy z krzyżem, ich obsesyjne skoncentrowanie na siłach ciemności, atakujących Kościół, przekonało mnie, że z tej lekcji Kościół polski nie umiał wyciągnąć wniosków, a większość Episkopatu przed szkodą i po szkodzie… będzie śnić, tak jak do tej pory śniła w oderwaniu od rzeczywistości”.
O. Kozacki zauważa co prawda, że „promyczkiem nadziei może być adwentowy list kard. Kazimierza Nycza do kapłanów czy kilka innych trzeźwych wypowiedzi biskupów”, ale – jak zaraz dopowiada – „pojedyncze jaskółki wiosny jeszcze nie czynią”.
„Ktoś, kto chciałby zaprzeczyć temu, co napisałem wyżej, mógłby wskazać na program duszpasterski zaproponowany przez Konferencje Episkopatu Polski «Kościół naszym domem». Rzeczywiście jest to niezły program, ale obawiam się, że pozostanie papierem pięknych idei, który zainspiruje tylko niewielu duszpasterzy, tylko nielicznych świeckich” – sądzi dominikanin.
Na potwierdzenie swojej tezy o. Kozacki przypomina, jak bez powodzenia usiłował kupić w krakowskich księgarniach przygotowaną pod auspicjami abp. Stanisława Gądeckiego książkę o nowym programie duszpasterskim.
„Oczywiście można zamówić książkę w sieci, ale nie łudzę się, że stanie się ona powszechną lekturą. I tak dobrze, że można w Internecie znaleźć omówienie tego programu w formie listów pasterskich oraz jego prezentację dokonaną przez abp. Gądeckiego. Gdy kilka lat temu próbowałem zaznajomić się z programem duszpasterskim KEP, to nie znalazłem go ani w Internecie, ani w formie drukowanej” – przypomina dominikanin.
„Jednym słowem, rok minął, a jakby go nie było. Podejrzewam, że za kilka lat nikt tego roku nie będzie pamiętał. Ruch Palikota rozpłynie się w kolejnych metamorfozach lidera, Program «Kościół naszym domem» zostanie zastąpiony kolejnym efektownym hasłem, a fakt, że Jan Paweł II został beatyfikowany w 2011 roku zostanie przesłonięty przez świeżą datę jego kanonizacji” – kończy w minorowym tonie swój komentarz o. Kozacki.
Źródło: deon.pl













