Kiedy wertujemy psałterz, niektóre wersety dotykają nas bardziej niż inne. Im dłużej je rozważamy, tym bardziej ich głębia otwiera nas na modlitwę. W każdym czasie zachęcają nas do ufności względem Boga: „ilekroć mnie trwoga ogarnie, w Tobie pokładam nadzieję” (Ps 56,4). Są jak koła ratunkowe w czasie burzy.
A ja wołam do Boga i Pan mnie ocali. Wieczorem, rano i w południe narzekam i jęczę, a głosu mego (On) wysłucha. (Ps 55,17–18)
Dla psalmisty każdy dzień jest darem Boga. Rano, w południe, wieczorem, a nawet w nocy, wierny chroni się w Bogu, swoim Zbawcy, ponieważ ma świadomość własnej słabości i tego jak krótkie jest jego życie. I nawet jeśli wydaje mu się, że czas płynie powoli, to wie, że wobec Bożej wieczności te odczucia są czymś subiektywnym. Świadomość własnej skończoności pozwala mu mądrze korzystać z upływającego czasu.
Panie, Ty dla nas byłeś ucieczką z pokolenia na pokolenie.
Bo tysiąc lat w Twoich oczach jest jak wczorajszy dzień, który minął, niby straż nocna.
Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy osiągnęli mądrość serca. (Ps 90,1.4.12)
Marność nad marnościami
Kohelet również pragnął wydobyć z życia doczesnego, nierzadko obfitującego w nieszczęścia, to co najlepsze. Któż nie zna jego, komentowanej od wieków, skargi: „marność nad marnościami, wszystko marność” (Koh 1,2)? Kohelet zadaje sobie pytanie, jaką korzyść odnosi człowiek z trudu ponoszonego na ziemi. Dochodzi do wniosku, że wszystko to pogoń za wiatrem. Istnieje jednak Bóg.
Wydaje się, że Kohelet chce nam powiedzieć, iż świat bez Boga jest czymś absurdalnym. Jedynym sposobem na życie w tym świecie i na trwanie w czasie jest wiara w Boga, pomimo wszystko.
Wszystko to czeka na Ciebie, byś dał im pokarm w swym czasie. (Ps 104,27)
Każda rzecz na ziemi ma swój czas: „jest czas zawodzenia i czas pląsów, czas milczenia i czas mówienia” (Koh 3,4–7). Prawdą jest, że działanie Boga pozostaje tajemnicą, ale trzeba umieć Mu dziękować za wszystkie małe radości, które nadają kształt naszemu życiu.
Uczynił wszystko piękne w swoim czasie, dał im nawet wyobrażenie o dziejach świata, tak jednak, że nie pojmie człowiek dzieł, jakich Bóg dokonuje od początku aż do końca. (Koh 3,11)
Godzina Boga
Kohelet i psalmy ukazują nam, że miłości Boga nie daje się zmierzyć w czasie. Bóg może dać więcej w chwili krótkiej modlitwy, niż na przestrzeni długich godzin. Nieustannie nas podtrzymuje, w dniach szczęścia i w dniach rozpaczy:
Pan zna dni nienagannych, a ich dziedzictwo trwać będzie na wieki; w czasie klęski nie zaznają wstydu, a we dni głodu będą syci. (Ps 37,18–19)
Czytaliśmy w trzecim rozdziale, że chwila obecna pozwala zjednoczyć się z Bogiem. Nasze „teraz” to również Jego „teraz”. To w chwili obecnej możemy spotkać naszego Boga. „Dzisiaj” jest zawsze godziną Boga. „Obyście usłyszeli dzisiaj głos Jego: nie zatwardzajcie serc waszych”. Niczym echo tego wersetu z Psalmu 95 brzmią słowa autora listu do Hebrajczyków:
(…) zachęcajcie się wzajemnie każdego dnia, póki trwa to, co »dziś« się zwie (…) (Hbr 3,13).
To „dziś” bierze się z wieczności. Bóg jest całkowicie obecny w naszym dzisiaj, ponieważ jest miłością. Czas został nam dany po to, żebyśmy przyjęli Jego zbawienie: „W czasie pomyślnym wysłuchałem ciebie, w dniu zbawienia przyszedłem ci z pomocą” (2 Kor 6,2).
Wysławiamy Cię, Boże, wysławiamy, wzywamy Twego imienia, opowiadamy Twe cuda.
Gdy Ja naznaczę porę, odbędę sąd sprawiedliwy. (Ps 74,2–3)
Każdy człowiek pragnie kochać i być kochanym w tym, co stanowi jego „dzisiaj”; to pragnienie wynika z fundamentalnego pragnienia życia. Tak samo jest z Bogiem, którego Jezus przedstawia jako współczującego ojca. Ciągle usynawia On dziecko marnotrawne, przyjmując je i przebaczając mu. Czy nie na tym właśnie polega modlitwa? Czy nie jest ona spotkaniem się w czasie dwóch pragnień, dwóch spojrzeń, wyrażającym się w długim, codziennym usynawianiu, dzięki któremu przechodzimy ze śmierci do życia?
Serce, które słucha
W modlitwie jest czas na rozmowę z Bogiem i czas na słuchanie Go w ciszy serca. Jeśli psalmy nie prowadzą do tego wewnętrznego i pełnego miłości milczenia, ożywiającego modlitwę, pozostają puste. Cisza jest ważna dlatego, że Bóg jest Słowem. Odpowiadamy na Jego słowo milczeniem, by Jego miłość rozbrzmiała w nas jak echo.
Dziękujcie Bogu, bo jest dobry, bo łaska Jego trwa na wieki. (Ps 118,1)
Jak wszystkie słowa wypowiedziane przez Boga, psalmy rodzą się z milczenia i do milczenia prowadzą. Spotykają się w nich różne cisze: pełne i puste, scalające i rozdarte trwogą, miłosne i mściwe, budujące i niszczące, wspólne i pojedyncze. Niezależnie od tego, czy są to lamentacje, błagania czy laudesy, psalmy wprowadzają nas w tajemniczą obecność Boga i tak kształtują nasze serce, aby w słuchaniu było podobne do serca Maryi, która, według słów Ewangelii, rozważała w swoim sercu wszystkie wydarzenia.
Kiedy modlitwa cichnie, jednoczymy się z Bogiem, poza słowami, odpoczywając w Nim niczym jego ukochane dzieci:
(…) wprowadzam ład i spokój do mojej duszy. Jak niemowlę u swej matki, jak niemowlę – tak we mnie jest moja dusza. (Ps 131,2)
Wraz z milczącą Maryją, tak bardzo wsłuchaną w Słowo, że stało się Ono w niej Ciałem, pozwalamy Chrystusowi, by trwał w nas w milczącej modlitwie. Ta cisza jest kolejnym etapem modlitwy psalmów. Pamiętajmy, że Jezus, Maryja i Józef, pełni najrozmaitszych uczuć, szukający ciszy, modlili się tekstami psalmów. Dziś modlimy się tymi tekstami w Nich i z Nimi, z duszą wypełnioną pokojem, mimo rozproszeń i poruszeń. Trwamy tu w ciszy, tylko dla Boga, po prostu, w milczeniu, twarzą w twarz:
Panie, moje serce się nie pyszni i oczy moje nie są wyniosłe. Nie gonię za tym, co wielkie, albo co przerasta moje siły. (Ps 131,1)
Bóg nie jest obecny w obfitości słów, mas czy ambicji, ale w pokorze serca, które wie, że jego pragnienia i pustka są złożone w rękach Boga: „w Twoim ręku są moje losy” (Ps 31,16).
Choć Bóg przemawiał do Mojżesza wśród grzmotów (Wj 19), Eliaszowi objawił się w inny sposób. Mówił do niego poprzez przenikliwą ciszę, „szmer łagodnego powiewu” (1 Krl 19,12). Bóg nie chce wywierać wrażenia, lecz uwodzić, nie chce się narzucać, lecz pragnie zostać przyjęty, w wolności, w ciszy, bardziej wymownej niż słowa. Ta cisza potrafi rozkruszyć kamienne serca skuteczniej niż łoskot grzmotu kruszący skały góry Synaj. Pan pojawia się w miejscach, w których nasze serca są popękane, chce nas ukryć w ranie otwartego boku. Tam, w głębi istnienia, dosięga nas Jego słowo: „przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku” (Hbr 4,12).
Cisza Boga
Cisza Boga często onieśmiela. Jest bardziej zatrważająca niż słowa. Ze współbrzmienia ciszy i samotności mogą powstać dźwięki, których nie będzie potrafiła oddać żadna muzyka. Upragnione, stworzą harmonię, narzucone – chaos, którego doskonałym symbolem są krematoryjne piece Oświęcimia. Mówimy zatem o ciszy Boga. Prorok Habakuk skarżył się na nią w taki oto sposób:
„Czemu jednak spoglądasz na ludzi zdradliwych i milczysz, gdy bezbożny połyka uczciwego?” (Ha 1,13).
Psalmista często sprzeciwiał się tej skandalicznej nieobecności Boga: „Jak długo, Panie, całkiem o mnie nie będziesz pamiętał? (Ps 13,2). Milczenie Boga podsyca pragnienie wierzącego, który przyzywa Go błagalnym krzykiem:
Do Ciebie, Panie, wołam, Skało moja, nie bądź wobec mnie głuchy, bym wobec Twego milczenia nie stał się jak ci, którzy zstępują do grobu. (Ps 28,1)
Kto z nas nie doświadczył tej ciszy, w której Bóg wydaje się tak odległy? Zagłębiając się w modlitwę psalmów, wierzący przestaje rozumieć, zaczyna adorować. Przeczuwa jednak, że Bóg milczy dlatego, że kocha i szanuje wolność, którą obdarzył człowieka. Niczego nie może uczynić bez nas, podczas gdy my wszystko możemy uczynić bez Niego. Człowiek wierzący wsłuchuje się w ciszę Boga poprzez wiarę. Podejmuje krzyk psalmisty, jak mógł to uczynić Jezus, którego milczenie na krzyżu przedłużyło się o Wielką Sobotę:
O Boże, nie trwaj w milczeniu, nie milcz i nie spoczywaj, Boże! Bo oto burzą się Twoi wrogowie i podnoszą głowę ci, którzy Cię nienawidzą. (Ps 83,2–3)
Søren Kierkegaard, filozof, pisał: „Panie, nie pozwól nam nigdy zapomnieć, że mówisz nawet wtedy, kiedy milczysz”.
Ćwiczenie praktyczne
Modląc się psalmem, modlisz się słowami Boga. Zapisz swoje ulubione wersety: „Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego” (Ps 23,1); „Ku Tobie, Panie, wznoszę moją duszę” (Ps 25,1); „Pan światłem i zbawieniem moim: kogóż mam się lękać?” (Ps 27,1). Skup się i pozwól, żeby fragment lub cały psalm rozbrzmiał w twoim sercu. Rozważaj te Boże słowa, wsłuchuj się w nie tak, żeby je zasiedlić. To one są dzisiaj kijami pielgrzymów. Powoli wypełnia cię cisza. Czasami udaje ci się usłyszeć tę subtelną muzykę, którą św. Jan od Krzyża nazywa „mową Boga”. Psalm nie przestaje w tej ciszy rozbrzmiewać. Pozwala twojej modlitwie trwać nadal, bez słów, tak jak chwile tuż po spektaklu pozwalają wybrzmieć jeszcze przez jakiś czas muzyce Mozarta. W ten sposób cisza, która rodzi się w tobie po medytacji nad Psalmem 150, inspiruje powstanie innych, nowych psalmów, psalmów twojego życia. Możesz je spisać i nimi żyć.
Fragment książki: Czas na modlitwę














