Patrząc z ziemi ku niebu
Kościół zobowiązuje nas, małżonków, do odpowiedzialnego rodzicielstwa. Odpowiedzialni rodzice unikają poczęcia, gdy matka, ojciec lub oboje psychicznie nie są gotowi; gdy sytuacja ekonomiczna nie jest wystarczająco dobra. Unikają poczęcia, gdy zdrowie i życie matki i mającego począć się dziecka może być zagrożone. Jak pisałam, bywają sytuacje, gdy NPR nie daje możliwości oceny płodności. Małżonkowie wiedzą wtedy, że nie mają „pełnych danych” i pewności. Pomimo to podejmują jednak często współżycie, gdyż inną możliwością jest jedynie wielomiesięczna wstrzemięźliwość.
Przykłady prosto z życia, jak wszystkie w tym tekście: kobieta po porodzie, chora na ciężką przewlekłą chorobę, dwukrotnie z jej powodu poroniła; po zakupie kosztującego ponad 100 tys. zł leku (kredyt), wspomagającego donoszenie, urodziła szczęśliwie. Jej organizm obciążony przebytą ciążą może poddać się wpływowi choroby; każda ciąża stanowi dla niej zagrożenie. Nie powinna przez długi czas zajść w kolejną ciążę: i ze względu na zagrożenie jej życia, i życia dziecka ewentualnie poczętego (nie mają już pieniędzy na następny lek). Karmi, zatem nie miesiączkuje; nie umie badać szyjki (próbowała), śluz po porodzie jest nierozczytywalny. Inna kobieta, wraz z mężem doskonale znająca się na NPR. Również chora, poważne zaburzenia hormonalne związane z tarczycą, zagrażające donoszeniu ciąży, zatem lekarz kategorycznie ciąży zabronił. Mimo stosowania NPR kobieta trzykrotnie zaszła w ciążę; wszystkie dzieci cudem ocalały, urodzone w głębokim wcześniactwie. Podupadła na zdrowiu; lekarz nie zgodził się jej dalej leczyć. W akcie desperacji poddała się sterylizacji.
Chorób czy zaburzeń, które w połączeniu z ciążą mogą grozić matce lub/i dziecku, jest coraz więcej. Są takie, które wykluczają ciążę w ogóle, bo może ona poważnie zagrozić życiu. Naprawdę mogę zrozumieć pobudki kierujące księdzem, który w niektórych sytuacjach „pozwala” w zaciszu konfesjonału na antykoncepcję. Pragnie być po prostu miłosierny; obawia się, iż małżonkowie niosą ciężar nie do uniesienia. Jak napisał mój znajomy: „My natomiast, stojąc przed wyborami, mamy często złamane serce, nie umiejąc ograniczyć się tylko do wspólnej modlitwy z małżonką”. Kapłan wsłuchuje się w sytuacje, które poruszają prawdziwym dramatyzmem. Potrzeba odsunięcia poczęcia wynikająca z sytuacji ekonomicznych czy psychologicznych, choć ważna, nie może się równać względom medycznym. Te pierwsze nie mają takiego etycznego znaczenia; rodzice ryzykują mniej: gdy NPR zawiedzie, zwykle „jakoś to będzie”, pomogą dziadkowie, opieka społeczna… Jednak gdy NPR zawodzi w sytuacjach grożących życiu i zdrowiu matki i dziecka, rodzi się bardzo doniosłe moralnie pytanie: czy rodzice, którzy żywią dobre intencje, chcą bowiem chronić życie i zdrowie, ze względu na te intencje mogliby stosować antykoncepcję, aby nie skazywać się na „białe małżeństwo”? Grzech osób nieodpowiedzialnych, które seks traktują tylko jako narzędzie użycia i nic nie obchodzi ich jakikolwiek duchowy wymiar współżycia, a ewentualne dziecko jest nie darem, lecz intruzem, którego trzeba się po prostu jakoś z seksu pozbyć, jest ewidentny. W wypadkach, o których piszę, jest inaczej. Rodzice chcą ochronić zagrożone dziecko i matkę, nie tracąc jednak seksualnej jedności w swoim związku.
Co widać z nieba?
Gdy patrzymy tylko z perspektywy ziemi i naszych trudności, dylematów i cierpień, które składają się na mozaikę naszego życia, możemy stracić z oczu pełny horyzont tej mozaiki i kontekst naszej egzystencji – Horyzont Ducha Bożego, który spowija świat i od wewnątrz każde istnienie, każdą myśl, który nadaje rzeczywistości kosmosu transcendentne znaczenie i utajony, wewnętrzny sens. Tak patrzą ci – choćby ów doradca w Niemczech – którzy przejęci losem małżonków cierpiących z powodu konieczności wstrzemięźliwości z ważnych przyczyn, np. zdrowotnych, oraz ich w gruncie rzeczy dobrą wolą, pragną miłosiernie to cierpienie z nich zdjąć. Gdy ujmujemy ludzką niedolę tylko w wymiarze doczesności, istnieje ryzyko, że będziemy chcieli pospiesznie, jak najkrótszym, choćby niemoralnym cięciem przerwać jej ból. Gdy patrzymy z ziemi w stronę nieba, nie rozumiemy sensu krzyża, cierpienia czy wyrzeczenia; dlatego z ziemi ku niebu patrząc, gdy dzieli te dwa wymiary ogromna odległość, naprawdę łatwo jest niekiedy nawet pomstować i ku niebu wygrażać.
Sens rzeczywistości odnajdujemy, gdy podejmujemy próbę ogarnięcia ziemi spojrzeniem z nieba; staje się to tym bardziej możliwe, im częściej spotykamy się z jego Mieszkańcem na modlitwie. Trzeba zatem się unieść, by spojrzeć z góry. Wtedy zaczynamy rozumieć, iż z Bożej perspektywy cierpienie w imię wartości, choćby wydawało się naiwne, jest dynamiczne rozwojem i szczęściem, przeradza się w wewnętrzne zmartwychwstanie. Gdy na moment odwrócimy oczy od uciążliwości NPR i w poszukiwaniu jego zasadności wnikniemy w wewnętrzną prawdę aktu zjednoczenia małżonków, ukaże się naszym oczom rzeczywistość niewyobrażalna, przejmująca i święta; utajony cud. Spojrzenie z tej perspektywy pozwala dostrzec zło antykoncepcji i daje nam argumenty przemawiające za jej odrzuceniem, przy zachowaniu naszej pełnej wolności.
Argumentacja uzasadniająca, na czym polega grzech antykoncepcji, dotyka rdzenia człowieczeństwa, rdzenia, w którym objawia się Boskość. Sposób, w jaki poczynają się ludzie – nie bocian ani kapusta, lecz miłosna więź – jest nieprzypadkowy: płynie z niego przesłanie, że u zarania istnienia człowieka powinna stać tylko miłość. „Otwarciem na życie” określa się naszą otwartość na inne, mające się począć osoby, czyli przeświadczenie, że się nie godzi, byśmy absolutnie samowolnie decydowali o ich zaistnieniu (wszak z takiego suwerennego decydowania mógłby płynąć wniosek, że godność jednych jest większa niż innych – skoro mogą arbitralnie pozwalać lub nie pozwalać na ich zaistnienie). Człowiek winien wiedzieć, iż nie jest panem źródeł życia, lecz sługą planu Stworzyciela (Humanae vitae 13). On zaplanował, by właśnie w zbliżeniach miłosnych płynęła utajona, kosmiczna, Boża siła stwórcza; jak pisałam, pomiędzy miłosną komunią małżonków i poczynaniem istnieje związek nieprzypadkowy, dlatego nie powinien być jakkolwiek naruszany przez człowieka. Przez wzgląd na tajemnicę Bożej woli stojącą u początku życia nowej istoty i ten początek składającą w szczególnym ludzkim, duchowym doświadczeniu – w seksie, i przez wzgląd na godność owych nowych istot nie wolno nam niszczyć procesów płodnościowych, sztucznie ich blokować i z seksu czerpać tylko przyjemność i jedność.
Zatem drogę, którą może przychodzić życie, godzi się zachować nietkniętą. Nie mówić Bogu „nie wtrącaj się” i nie zamykać serca, negując nowe, choć jeszcze nieistniejące osoby. Przed poczęciem człowiek istnieje w czułej i kochającej myśli Boga; dlatego życie nie powinno zostać zanegowane nawet w myśli ludzkiej, dlatego nie należy podejmować działań niszczących płodność. Czym innym jest natomiast szanowanie stwórczych praw Boga przez panowanie nad płodnością celem unikania poczęcia z ważnych przyczyn.
U korzenia powyższej nauki leży specyfika płodności osoby jako istoty duchowej, płodności, której nie należy interpretować tylko w kategoriach fizycznych. Ksawery Knotz zauważa, iż jest ona duchowopsychiczną energią, „ukrytą w głębi ciała”, będącą w człowieku obrazem Boga jako Stwórcy nowego życia. Płodność ludzka jest zarzewiem daru – wewnętrzną potrzebą i zdolnością pogłębiania twórczego kontaktu z Bogiem i współmałżonkiem. Jest „[…] dynamizmem, który wyrywa człowieka z zamkniętego środowiska własnego »ja« […] ku »ty«, czyli ku drugiemu »ja«, z którym człowiek pragnie stworzyć nowe środowisko miłości” 2 Jest zatem przeciwną do egocentryzmu „ja” siłą otwarcia, wielkoduszności, poszerzania swojego bytu mocą daru. Płodność jest więc wewnętrzną energią twórczą miłości, a jako że osoba stanowi compositum duszy i ciała, płodność natury duchowej znajduje kontynuację w płodności fizycznej. Brak płodności duchowopsychicznej, czyli pewne zamknięcie na ofiarną miłość do Boga (widoczną w poszanowaniu Jego planu), do małżonka i mogących począć się dzieci może prowadzić do decyzji ubezpłodnienia fizycznego; z kolei fizyczne ubezpłodnienie utrwala bezpłodność duchową. Dlatego też w akcie seksualnym jedność duchowa jest nierozerwalna z zachowanym wymiarem rodzicielstwa.
Polecamy
Metody naturalne - tylko dla orłów?
Małgorzata Wałejko« powrót
55 komentarzy
-
2012-01-05
Marek77
horizm vs wieczne potępienie
Heroizm to zdolność dobrowolnego poświęcania sibie dla wyższych spraw czerpiąc przy tym z zasobów... » -
2012-01-05
Marek77
Re: Re: Re: Chrześcijaństwo wymaga heroizmu
Szkoda, że nikt z przeciwników antykoncepcji nie odpowiedział na powyższy komentarz... » -
2012-01-05
Marek77
Re: Re: Chrześcijaństwo wymaga heroizmu
Pisze Ojciec, że "heroizm to ogromna dojrzałość, ale jej się nie da wymusić, zadeklarować". Ale... »



















