Menu
 
Fotoreportaże
 
 

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter z informacjami o nowościach kliknij przycisk:
kontynuuj Kontynuuj

Rozmiar czcionki: A A A

Polecamy

15.09.2009 18:28

Metody naturalne - tylko dla orłów?





Patrząc z ziemi ku niebu

Kościół zobowiązuje nas, małżonków, do odpowiedzialnego rodzicielstwa. Odpowiedzialni rodzice unikają poczęcia, gdy matka, ojciec lub oboje psychicznie nie są gotowi; gdy sytuacja ekonomiczna nie jest wystarczająco dobra. Unikają poczęcia, gdy zdrowie i życie matki i mającego począć się dziecka może być zagrożone. Jak pisałam, bywają sytuacje, gdy NPR nie daje możliwości oceny płodności. Małżonkowie wiedzą wtedy, że nie mają „pełnych danych” i pewności. Pomimo to podejmują jednak często współżycie, gdyż inną możliwością jest jedynie wielomiesięczna wstrzemięźliwość.

Przykłady prosto z życia, jak wszystkie w tym tekście: kobieta po porodzie, chora na ciężką przewlekłą chorobę, dwukrotnie z jej powodu poroniła; po zakupie kosztującego ponad 100 tys. zł leku (kredyt), wspomagającego donoszenie, urodziła szczęśliwie. Jej organizm obciążony przebytą ciążą może poddać się wpływowi choroby; każda ciąża stanowi dla niej zagrożenie. Nie powinna przez długi czas zajść w kolejną ciążę: i ze względu na zagrożenie jej życia, i życia dziecka ewentualnie poczętego (nie mają już pieniędzy na następny lek). Karmi, zatem nie miesiączkuje; nie umie badać szyjki (próbowała), śluz po porodzie jest nierozczytywalny. Inna kobieta, wraz z mężem doskonale znająca się na NPR. Również chora, poważne zaburzenia hormonalne związane z tarczycą, zagrażające donoszeniu ciąży, zatem lekarz kategorycznie ciąży zabronił. Mimo stosowania NPR kobieta trzykrotnie zaszła w ciążę; wszystkie dzieci cudem ocalały, urodzone w głębokim wcześniactwie. Podupadła na zdrowiu; lekarz nie zgodził się jej dalej leczyć. W akcie desperacji poddała się sterylizacji.

Chorób czy zaburzeń, które w połączeniu z ciążą mogą grozić matce lub/i dziecku, jest coraz więcej. Są takie, które wykluczają ciążę w ogóle, bo może ona poważnie zagrozić życiu. Naprawdę mogę zrozumieć pobudki kierujące księdzem, który w niektórych sytuacjach „pozwala” w zaciszu konfesjonału na antykoncepcję. Pragnie być po prostu miłosierny; obawia się, iż małżonkowie niosą ciężar nie do uniesienia. Jak napisał mój znajomy: „My natomiast, stojąc przed wyborami, mamy często złamane serce, nie umiejąc ograniczyć się tylko do wspólnej modlitwy z małżonką”. Kapłan wsłuchuje się w sytuacje, które poruszają prawdziwym dramatyzmem. Potrzeba odsunięcia poczęcia wynikająca z sytuacji ekonomicznych czy psychologicznych, choć ważna, nie może się równać względom medycznym. Te pierwsze nie mają takiego etycznego znaczenia; rodzice ryzykują mniej: gdy NPR zawiedzie, zwykle „jakoś to będzie”, pomogą dziadkowie, opieka społeczna… Jednak gdy NPR zawodzi w sytuacjach grożących życiu i zdrowiu matki i dziecka, rodzi się bardzo doniosłe moralnie pytanie: czy rodzice, którzy żywią dobre intencje, chcą bowiem chronić życie i zdrowie, ze względu na te intencje mogliby stosować antykoncepcję, aby nie skazywać się na „białe małżeństwo”? Grzech osób nieodpowiedzialnych, które seks traktują tylko jako narzędzie użycia i nic nie obchodzi ich jakikolwiek duchowy wymiar współżycia, a ewentualne dziecko jest nie darem, lecz intruzem, którego trzeba się po prostu jakoś z seksu pozbyć, jest ewidentny. W wypadkach, o których piszę, jest inaczej. Rodzice chcą ochronić zagrożone dziecko i matkę, nie tracąc jednak seksualnej jedności w swoim związku.

Co widać z nieba?

Gdy patrzymy tylko z perspektywy ziemi i naszych trudności, dylematów i cierpień, które składają się na mozaikę naszego życia, możemy stracić z oczu pełny horyzont tej mozaiki i kontekst naszej egzystencji – Horyzont Ducha Bożego, który spowija świat i od wewnątrz każde istnienie, każdą myśl, który nadaje rzeczywistości kosmosu transcendentne znaczenie i utajony, wewnętrzny sens. Tak patrzą ci – choćby ów doradca w Niemczech – którzy przejęci losem małżonków cierpiących z powodu konieczności wstrzemięźliwości z ważnych przyczyn, np. zdrowotnych, oraz ich w gruncie rzeczy dobrą wolą, pragną miłosiernie to cierpienie z nich zdjąć. Gdy ujmujemy ludzką niedolę tylko w wymiarze doczesności, istnieje ryzyko, że będziemy chcieli pospiesznie, jak najkrótszym, choćby niemoralnym cięciem przerwać jej ból. Gdy patrzymy z ziemi w stronę nieba, nie rozumiemy sensu krzyża, cierpienia czy wyrzeczenia; dlatego z ziemi ku niebu patrząc, gdy dzieli te dwa wymiary ogromna odległość, naprawdę łatwo jest niekiedy nawet pomstować i ku niebu wygrażać.

Sens rzeczywistości odnajdujemy, gdy podejmujemy próbę ogarnięcia ziemi spojrzeniem z nieba; staje się to tym bardziej możliwe, im częściej spotykamy się z jego Mieszkańcem na modlitwie. Trzeba zatem się unieść, by spojrzeć z góry. Wtedy zaczynamy rozumieć, iż z Bożej perspektywy cierpienie w imię wartości, choćby wydawało się naiwne, jest dynamiczne rozwojem i szczęściem, przeradza się w wewnętrzne zmartwychwstanie. Gdy na moment odwrócimy oczy od uciążliwości NPR i w poszukiwaniu jego zasadności wnikniemy w wewnętrzną prawdę aktu zjednoczenia małżonków, ukaże się naszym oczom rzeczywistość niewyobrażalna, przejmująca i święta; utajony cud. Spojrzenie z tej perspektywy pozwala dostrzec zło antykoncepcji i daje nam argumenty przemawiające za jej odrzuceniem, przy zachowaniu naszej pełnej wolności.

Argumentacja uzasadniająca, na czym polega grzech antykoncepcji, dotyka rdzenia człowieczeństwa, rdzenia, w którym objawia się Boskość. Sposób, w jaki poczynają się ludzie – nie bocian ani kapusta, lecz miłosna więź – jest nieprzypadkowy: płynie z niego przesłanie, że u zarania istnienia człowieka powinna stać tylko miłość. „Otwarciem na życie” określa się naszą otwartość na inne, mające się począć osoby, czyli przeświadczenie, że się nie godzi, byśmy absolutnie samowolnie decydowali o ich zaistnieniu (wszak z takiego suwerennego decydowania mógłby płynąć wniosek, że godność jednych jest większa niż innych – skoro mogą arbitralnie pozwalać lub nie pozwalać na ich zaistnienie). Człowiek winien wiedzieć, iż nie jest panem źródeł życia, lecz sługą planu Stworzyciela (Humanae vitae 13). On zaplanował, by właśnie w zbliżeniach miłosnych płynęła utajona, kosmiczna, Boża siła stwórcza; jak pisałam, pomiędzy miłosną komunią małżonków i poczynaniem istnieje związek nieprzypadkowy, dlatego nie powinien być jakkolwiek naruszany przez człowieka. Przez wzgląd na tajemnicę Bożej woli stojącą u początku życia nowej istoty i ten początek składającą w szczególnym ludzkim, duchowym doświadczeniu – w seksie, i przez wzgląd na godność owych nowych istot nie wolno nam niszczyć procesów płodnościowych, sztucznie ich blokować i z seksu czerpać tylko przyjemność i jedność.

Zatem drogę, którą może przychodzić życie, godzi się zachować nietkniętą. Nie mówić Bogu „nie wtrącaj się” i nie zamykać serca, negując nowe, choć jeszcze nieistniejące osoby. Przed poczęciem człowiek istnieje w czułej i kochającej myśli Boga; dlatego życie nie powinno zostać zanegowane nawet w myśli ludzkiej, dlatego nie należy podejmować działań niszczących płodność. Czym innym jest natomiast szanowanie stwórczych praw Boga przez panowanie nad płodnością celem unikania poczęcia z ważnych przyczyn.

U korzenia powyższej nauki leży specyfika płodności osoby jako istoty duchowej, płodności, której nie należy interpretować tylko w kategoriach fizycznych. Ksawery Knotz zauważa, iż jest ona duchowopsychiczną energią, „ukrytą w głębi ciała”, będącą w człowieku obrazem Boga jako Stwórcy nowego życia. Płodność ludzka jest zarzewiem daru – wewnętrzną potrzebą i zdolnością pogłębiania twórczego kontaktu z Bogiem i współmałżonkiem. Jest „[…] dynamizmem, który wyrywa człowieka z zamkniętego środowiska własnego »ja« […] ku »ty«, czyli ku drugiemu »ja«, z którym człowiek pragnie stworzyć nowe środowisko miłości” 2 Jest zatem przeciwną do egocentryzmu „ja” siłą otwarcia, wielkoduszności, poszerzania swojego bytu mocą daru. Płodność jest więc wewnętrzną energią twórczą miłości, a jako że osoba stanowi compositum duszy i ciała, płodność natury duchowej znajduje kontynuację w płodności fizycznej. Brak płodności duchowopsychicznej, czyli pewne zamknięcie na ofiarną miłość do Boga (widoczną w poszanowaniu Jego planu), do małżonka i mogących począć się dzieci może prowadzić do decyzji ubezpłodnienia fizycznego; z kolei fizyczne ubezpłodnienie utrwala bezpłodność duchową. Dlatego też w akcie seksualnym jedność duchowa jest nierozerwalna z zachowanym wymiarem rodzicielstwa.


« powrót
1 | 2 | 3 | 4

Skomentuj Poleć znajomemu Drukuj



Zapamiętaj mnie na tym komputerze


Aby dodawać komentarz, musisz się zalogować.
Jeśli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

Właściciel serwisu dominikanie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do usuwania treści zabronionych prawnie, obraźliwych, nie związanych z tematem lub naruszających zasady współżycia społecznego.

55 komentarzy


Blok wschodni
Wojciech Surówka OP

Moim braciom »
21.05.2012

Strefa Wodza
Tomasz Nowak OP

Nowicjusze Jarmark 2012 »
21.05.2012

Rh+
Tomasz Gałuszka OP

Papieżyca »
20.05.2012

Psim swędem
Wojciech Jędrzejewski OP

Dużo więcej »
19.05.2012


 
Bp Ryś: w Kościele nie chodzi o to, żeby postawić na swoim
Do umiejętności wyzbywania się pokusy, by zawsze &... »
 
komentarzy: 1
O nieufności i dopasowaniu do świata
Każdy chrześcijanin, a przede wszystkim ksiądz, po... »
 
komentarzy: 7
ocena:
Znaleźć żonę, czy wybrać?
Jak ma się wolność do powołania? Czy mamy jakikolw... »
 
komentarzy: 1