Heroizm – aby pieczołowicie chronić prawdę
Chrześcijanie są spadkobiercami prawdy. W dzisiejszych czasach to, co jest czystą prawdą i czystym dobrem, bywa zakłamywane i mieszane ze złem.
Aby chronić krystaliczny blask prawdy i dobra, należy strzec zasady niemieszania dobra ze złem, innymi słowy – wystrzegać się kłamstwa. Powyżej opisałam pokrótce wewnętrzną prawdę aktu małżeńskiego i płodności małżonków. Zgoda na podważenie sakralnej prawdy o naturze płodności i zbliżenia przez niszczącą ją antykoncepcję, uzasadnioną jakimiś nadrzędnymi względami, byłaby zakłamaniem tej prawdy i odrzuceniem jej. Przyzwolenie na antykoncepcję z tytułu potrzeby współżycia można nazwać wewnętrznym zakłamaniem stworzonej natury aktu małżeńskiego, którego zamierzoną przez Boga duchową treść i głębię opisałam powyżej.
Unieważnienie prawdy jakiejś rzeczywistości (tu: stworzonego specyficznie przez Boga seksu powiązanego z płodnością) dla osiągnięcia celu, nawet dobrego (możliwość współżycia małżeńskiego), otwierałoby furtkę dla unieważniania wszelkich innych pryncypiów i moralnych prawd.
Okazuje się w tym miejscu, iż nasze heroiczne cierpienie wstrzemięźliwości, wybrane zamiast ułatwienia polegającego na „moralnym kompromisie”, jest jedyną drogą opowiedzenia się za nietykalną obowiązywalnością prawdy i dobra. Wszak przeczuwamy w sumieniu, że nie mamy prawa brać w swoje ręce, bez poszanowania Bożych dróg zapisanych w naturze organizmu kobiety i aktu seksualnego, decyzji o stwarzaniu i niestwarzaniu nowych osób; że powiązanie stwarzania ludzi przez Boga z naszym świętym zjednoczeniem należy do porządku sacrum, stwórczego, stanowiąc miejsce udzielania się Boga żywego. Mamy zatem szansę przez wielkość naszego wyrzeczenia zaświadczyć o nienaruszalności Bożych zamysłów związanych ze sposobem powołania do istnienia duszy nieśmiertelnej, o prawdzie przenajświętszych źródeł życia.
W imię świętego prawa do małżeńskiego seksu
Małżonkowie w tym miejscu mogliby zapytać: a co z naszą miłością? Czyż seks nie ma mocy sprawczej naszej miłości? Czyż nie jest bez niego zagrożona? Bliska mi osoba opowiadała o małżeńskim doświadczeniu wstrzemięźliwości z powodu tymczasowej „bezsilności” NPR: „Wiesz, nam nie chodzi o przyjemność… zresztą ja jakoś niewiele jej w seksie doznaję… pragniemy jedności, wzajemnego daru, tego najdosłowniejszego wyrażenia i wzmocnienia naszej więzi…”. To przejmujące zdanie ukazuje, iż dojrzałe małżeństwa precyzyjnie odczytują duchowy wymiar seksu jako wymiany całkowitego daru z siebie i bez niego czują się zubożone.
W seksie małżeńskim zawarte są jednak nie tylko wspomniane w tej wypowiedzi dwa dary, lecz trzy, a trzeci jest najbardziej wstrząsający. Ten najbardziej naoczny: przyjemność; ten duchowopsychiczny: zjednoczenie męża i żony, i wreszcie nadprzyrodzony: obecność Boga, który swoją Boską, płodną miłością umacnia i zasila ich wzajemną miłość. Ten trzeci czyni seks wydarzeniem prawdziwie sakralnym i od wewnątrz „niedotykalnym”. I ten trzeci dar nie pozwala na reaktywację seksu wedle własnego widzimisię, to jest z antykoncepcją, choćby i to widzimisię kierowało się dobrymi intencjami. Wówczas dwa pierwsze dary: przyjemność oraz owa, owszem, cudowna duchowa więź małżonków wyrażana cielesnym znakiem, zostałyby jakby wyjęte z całości, z pominięciem przez Boga ustanowionego wewnętrznego ładu seksu, kryjącego w sobie styk dwóch wymiarów, krawędź nieistnienia i zaistnienia nieśmiertelnej duchowości w materii; wewnętrznego ładu seksu, który ze swojej przedziwnej istoty czyni miłosne spotkanie kolebką nowych dusz ludzkości. Parafrazując dziecinne powiedzonko: przyjemność i jedność – do dziennika, Boży udział – do śmietnika.
Akt zbliżenia cielesnego małżonków, jak pisaliśmy, ma moc sprawiać, pogłębiać ich miłość, jednak dzieje się tak tylko wtedy, gdy akt ten jest zgodny z prawdą (Bożego zamysłu). Skąd tak radykalna teza?
By ją uzasadnić, wróćmy do obrazu ubezpłodnionego współżycia jako kłamstwa: zakłamana zostaje wewnętrzna prawda aktu zjednoczenia, bytowo ustanowiona przez Boga, jako tożsama z możliwą mocą płodności. Zostaje wówczas od wewnątrz zanegowana ważna cecha płodności psychicznoduchowej, integralnej z fizyczną, a stanowiącej budulec zdolności do daru z siebie, wyjścia z siebie i ofiarności. Każde kłamstwo, jako zło, cechuje dynamika, którą Wojciech Chudy, filozof personalista i badacz kłamstwa, nazwał „kaskadową dynamiką kłamstwa”; każde bowiem kłamstwo wylęga nowe. Chudy pisze: „[kłamstwo] nie wykryte – narasta, rozszerza się niby polip czy rak ogarniający coraz to większe przestrzenie informacji i ducha. Starożytny mędrzec Teognis powiedział o nim tak oto: »Gdy raz z ust człowieka padnie, staje się on jego niewolnikiem«” 3 Kłamstwo ontyczne, czyli zakłamanie natury, będąc rodzajem zła, promieniuje złem, brakiem. W tym znaczeniu relacja seksualna małżonków, stając się wypaczoną relacją antykoncepcyjną, wykastrowana (nomen omen) z tego najważniejszego, Bożego wymiaru i błogosławieństwa, zostaje jakby pozbawiona wewnętrznej energii życiowej (pisałam o wielowymiarowym, także psychicznym znaczeniu płodności fizycznej), dotykając małżonków osłabieniem płodności ich wzajemnej miłości. Ksawery Knotz pisze: „[…] na głębszych poziomach psychicznym i duchowym dobrowolne wykluczenie fizycznej płodności zaczyna powoli wydawać swoje negatywne owoce. Przeżycie, które towarzyszy aktowi seksualnemu, zaczyna niepostrzeżenie przesuwać się w stronę szukania samej tylko przyjemności seksualnej. Po pewnym czasie takiego współżycia zmienia się wewnętrzna atmosfera duchowa, emocjonalny klimat, który towarzyszy aktowi. Pojawia się coraz mniej troski o dobro partnera, o jego radość i satysfakcję” 4 Knotz uważa, że w takich czynach przejawia się wybór bożka seksu przed prawem Bożym 5 który niesie opłakane skutki – rozwodzi się 50% małżeństw stosujących antykoncepcję (stosujących metody naturalne – 2–5%) 6 Okazuje się więc, iż relacja seksualna małżonków przy stosowaniu antykoncepcji nie umacnia ich miłości. Dar z siebie małżonka, gdy ma w sobie utajony pierwiastek negacji, utajone „nie” mówione ważnemu komponentowi miłości – płodności, a poprzez to i Bogu Stwórcy, nie jest darem pełnym: nie może bowiem w postawie pełnego daru współistnieć „tak” i „nie”; prawda musi być koherentna.
Co zatem z małżonkami, którzy ze współżycia muszą zrezygnować? Czy słuszny jest ich niepokój o jakość wzajemnej miłości pozbawionej najbardziej wyrazistego jej znaku, wyrazu i formy? Owszem, akty zjednoczenia są szczególnymi elementami sakramentu małżeństwa, w których działa Bóg. Jednak sakrament małżeństwa to nie tylko seks, ale i całe spektrum wzajemnych odniesień, dialogu, gestów, słów, wyrzeczeń czy modlitwy. Co jednak najważniejsze, człowiek Boży, który nie boi się stracić czegoś dla Boga, staje się duchowym olbrzymem, który współmałżonka kocha miłością olbrzymią.
Polecamy
Metody naturalne - tylko dla orłów?
Małgorzata Wałejko« powrót
55 komentarzy
-
2012-01-05
Marek77
horizm vs wieczne potępienie
Heroizm to zdolność dobrowolnego poświęcania sibie dla wyższych spraw czerpiąc przy tym z zasobów... » -
2012-01-05
Marek77
Re: Re: Re: Chrześcijaństwo wymaga heroizmu
Szkoda, że nikt z przeciwników antykoncepcji nie odpowiedział na powyższy komentarz... » -
2012-01-05
Marek77
Re: Re: Chrześcijaństwo wymaga heroizmu
Pisze Ojciec, że "heroizm to ogromna dojrzałość, ale jej się nie da wymusić, zadeklarować". Ale... »



















