Filozoficzne przesłanki błędu podejścia liberalnego 7
Tym bardziej rozumiem (bez krztyny potępienia i cienia zgorszenia) konsternację małżonków zmuszonych sytuacją do wstrzemięźliwości i ich rozważanie ucieczki do antykoncepcji, że już św. Tomasz z Akwinu spostrzegł, iż niemal wszystkie nasze czyny, w tym także złe i nieudane, są zorientowane na jakieś dobro. Bardzo rzadko sprawca zła chce zła wprost. Każda ludzka osoba chce jakiegoś dobra, nawet gdy czyni zło; odniesienie do dobra wynika z metafizycznej struktury człowieka. Z tego wynikają właśnie takie sytuacje jak przez nas analizowana. Małżonkowie chcą dwojakiego dobra: chcą osłonić kobietę i ewentualne dziecko przed chorobą lub śmiercią i chcą prawa do małżeńskiego seksu. Dla tego dobra gotowi są na zło antykoncepcji. Wspomniany wcześniej filozof Wojciech Chudy zadaje pytanie, dlaczego czyn ludzki skierowany ku dobru realizuje zło. Odpowiedź na to pytanie, której udziela, posiłkując się myślą Akwinaty, może nam bardzo pomóc.
Pierwszą przyczyną owego „pomieszania” dobra i zła w czynie jest „nieprawidłowy bilans wartości”: osoba nie dostrzega dysproporcji między tym, co się przez zło, na przykład przez antykoncepcję, zniszczyło, a tym, co się zyskało. Zyskuje „bezpieczny seks”, może i współżyć, i nie martwić się o zdrowie przy ewentualności ciąży. Niszcząc przez Pana Boga stworzony plan dotyczący charakteru seksu jako zarazem jednoczącego i możliwie płodnego, traci możliwość głębokiej z Nim relacji nieobarczonej winą, co negatywnie rzutuje na sam seks i inne sfery życia.
Przyczyna druga współwystępowania w naszym czynie dobra i zła to naruszenie swoistej „aksjologicznej sprawiedliwości”: „dobro, którego pragniemy, czyniąc zło, jest każdorazowo dobrem nam nienależnym”. Na tym polega zło, że owszem, chcemy dobra, które nam się jednak w tej sytuacji nie należy. Małżonkom się wydaje, że mają pełne prawo do współżycia bez względu na wszystko. Nie negując dobra seksu, jego wspaniałości, należy powiedzieć, że bywają sytuacje w życiu małżeństw, gdy inne wartości powinny poprzedzać seks w hierarchii życiowej. Nie należy zatem winić par, że seksu chcą, lecz uprzytamniać im, iż nie jest on wartością najwyższą. I gdy wartość sacrum płodności pary, wykraczającej poza rzeczywistość materialną ku transcendentnej należy uczcić i zachować, seks rzeczywiście może być dla nich niekiedy dobrem nienależnym.
Krzyż nie jest trendy
Ostatnie zdanie może zbulwersować – seks małżonkom nienależny? Podkreślam, iż tekst nasz dotyczy sytuacji naprawdę wyjątkowych. Zasadniczo seks jest komponentem więzi tak ważnym, że wręcz konstytuującym sakrament małżeństwa! Jednak bywają sytuacje, gdy wybieramy między zniszczeniem jego natury danej przez Boga a seksualnym milczeniem. Dzisiejszy świat i jego propaganda sprawia, że nawet katoliccy małżonkowie zaczynają traktować seks jako życiową konieczność i niemal najwyższą wartość; tymczasem pewne choroby w małżeństwie mogą zupełnie wykluczyć współżycie. Wtedy się okazuje, że nie jest ono jedynym katalizatorem miłości małżeńskiej. Myślę, że pomocą dla małżonków, którzy stają w obliczu decyzji o dłuższej wstrzemięźliwości, mogą być celibatariusze, którzy dzięki łasce potrafią żyć bez seksu, co wcale nie oznacza, że są niepłodni w sensie duchowym. Można by w miejscu tym zaoponować, że oni sami wybrali taką drogę i wiedzieli, na co się decydują, a małżonków wstrzemięźliwość zaskakuje. Jednak to, że małżonkowie wchodzą w małżeństwo bez świadomości takiej ewentualności, jest winą tych, którzy ich na to nie przygotowali – patrz „mit sielankowy”. Grzech pierworodny skutkuje tym, że walka o czystość serca toczy się przez całe życie, dotyczy wszystkich sfer i wszystkich stanów życia; może niekiedy wymagać bezkompromisowego opowiadania się za dobrem – okupionego nawet rezygnacją ze słodyczy małżeńskich zbliżeń, dla wybrania miłości Boga i Jego prawa jako życiowego priorytetu. Tak jak celibatariuszom Bóg daje łaskę wytrwania, tak samo małżonkom, w sakramencie małżeństwa.
To, że dziś wydaje się, „że przecież BEZ się nie da”, okazuje się raczej przejawem zniewolenia niż prawdziwej wolności. Duch hedonizmu i konsumpcjonizmu przenika niepostrzeżenie nawet do duchowości chrześcijańskiej. Trud jest niemodny i odsuwany, nawet przez chrześcijan. Krzyż przestaje się liczyć wobec idei szczęścia w chrześcijaństwie i zapomina się, że krzyż i szczęście to rzeczywistości nierozerwalne.
Jak tego dokonać?
Wszelkie dobro, do jakiego Pan nas zaprasza, może w nas dokonać się mocą Jego łaski. Kluczem jest bardzo intymna i poufała relacja z Bogiem i pamięć, że to On może w nas wszystko uczynić. Jeżeli decydujemy się na wstrzemięźliwość, musimy wyznaczyć pewne bardzo praktyczne granice, które nam pomogą w niej wytrwać, nawet oddzielne łóżka. Nie chodzi także o to, by odtąd przestać się dotykać, jednak małżonkowie wiedzą dobrze, że czym innym jest czułe przytulenie w obecności dzieci, w ciągu dnia, a czym innym spotkanie w łożu spowitym ciemnością i romantycznym światłem księżyca.
Warto nadmienić, że w sytuacji czasowej lub trwałej wstrzemięźliwości, jeśli oboje powzięli mocne postanowienie trwania w niej, a zdarzy się im „nagły wypadek” (np. niedopełniony akt), wynikający z obudzonego nagle naporu popędu i pragnienia, wina ma status jedynie grzechu lekkiego. Okoliczności są w sytuacji tych małżonków tak trudne, że z racji silnego ograniczenia woli przy nagłej, niezamierzonej słabości, nie ma mowy o winie ciężkiej. Spowiedź jest jednak zalecana, dla pielęgnowania wrażliwości sumienia. Nie jest jednak właściwe i uczciwe na przykład gromadzenie prezerwatyw w szufladce w sypialni, na wypadek, gdyby chwila słabości nadeszła… Takie postępowanie ma bowiem cechy planowania grzechu czy dopuszczania go. Wtedy jego lekki status nie byłby już możliwy 8
Wybrańcy Boży
U końca rozważania sytuacji moralnej małżonków postawionych w obliczu iście karkołomnej próby – wstrzemięźliwości długotrwałej lub wręcz trwałej, spowodowanej z jednej strony brakiem możliwości stosowania NPR w niektórych sytuacjach, a z drugiej poważnymi przeciwwskazaniami do ciąży, utwierdzam się w przekonaniu, iż zdarzają się niesłychane sytuacje w naszym życiu, kiedy to musimy wybierać pomiędzy heroizmem moralnym a moralnym złem. Nie ma trzeciej opcji. Osoby, które stają wobec takiego wyboru, są niewątpliwie przez Boga powołane do wypełnienia misji świadczenia swoim ciałem i trudem o bezkompromisowym pierwszeństwie Bożych przykazań w ich życiu, nawet przed ich małżeńską miłością i seksem; o przenajświętszych źródłach życia przynależnych tylko Bogu, któremu spodobało się złożyć je w miłosnym zjednoczeniu małżonków.
Pytałam w tytule, czy Bóg prosi o heroizm. Dodajmy – czy Bóg prosi o heroizm wszystkich, również zwyczajnych, najzwyczajniejszych chrześcijan? Właśnie tak wyraźne przykłady wezwania małżonków do heroizmu jak przykład tu opisywany dowodzą , że nie ma „zwyczajnych” chrześcijan, takich, którzy sobie będą żyli pod kreską statystycznej średniej, „a niech tam, jakaś mokra sień nieba może jakoś i tak się trafi”. Wszyscy tak samo jesteśmy powołani do zjednoczenia z Bogiem: wierności prawdzie, dobru – do świętości, a jest ona na wyciągnięcie ręki. Proste zaufanie Jego czułej miłości sprawi, że On sam uczyni z nas duchowych herosów. Zdolnych nawet do męczeństwa, współcześnie rozgrywającego się już nie na arenie, lecz niekiedy w małżeńskiej sypialni.
Bardzo dziękuję o. Robertowi Plichowi OP i o. Wojciechowi Surówce OP za konsultacje przy pisaniu niniejszego tekstu.
MAŁGORZATA WAŁEJKO ur. 1977, żona i matka, świecka dominikanka, teolog małżeństwa, dr nauk humanistycznych z zakresu pedagogiki, adiunkt w Instytucie Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu Szczecińskiego, autorka wielu artykułów o tematyce teologicznej, filozoficznej i pedagogicznej, mieszka w Szczecinie.
1 Magdalena MisztakHola, Czy stosowanie antykoncepcji w małżeństwie może być usprawiedliwione?, „Homo Dei” 2/2008, s. 121–126.
2 Ksawery Knotz, Akt małżeński. Szansa spotkania z Bogiem i współmałżonkiem, Kraków 2001, s. 228–231.
3 Wojciech Chudy, Filozofia kłamstwa. Kłamstwo jako fenomen zła w świecie osób i społeczeństw, Warszawa 2003, s. 93.
4 Ksawery Knotz, dz. cyt., s. 288.
5 Zob. tamże, s. 286.
6 Zob. Włodzimierz Fijałkowski, Niewykorzystany dar płci, Kraków 1997, s. 52; cyt. za Ksawery Knotz, dz. cyt., s. 290. 7 W niniejszym podrozdziale opieram się na cytowanym wcześniej tekście Wojciecha Chudego (s. 171–172).
8 Pisze o tym Robert Plich OP w artykule Kwestia antykoncepcji w praktyce spowiedniczej, „Pastores” 38 (1) 2008, s. 158.
Źródło: W drodze 9 (421) 2008

















