Menu
 
Fotoreportaże
 
 

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter z informacjami o nowościach kliknij przycisk:
kontynuuj Kontynuuj

Rozmiar czcionki: A A A

Polecamy

07.12.2009 18:39

Dzieje Abrahama Wyrwikufla (cz. II)

JAN GRZEGORCZYK



Nigdy wam nie wybaczą

– Prowadziłem biuro nieruchomości. O siódmej jechałem swoim starym fiatem do pracy. Często jeździliśmy nim w szóstkę. Dwójka naszych synów była już poza domem.

Sytuacja z dziećmi z Miałek stawała się coraz trudniejsza. Przestały udawać. Zaczęło wychodzić ich prawdziwe oblicze. Chciały się na nas odegrać za swoją mamę, za swój dom. Sprawdzały, do jakiego momentu będziemy je kochali.

– Zaprzyjaźniona psycholog powiedziała, że one nigdy nam nie wybaczą tego, że nie urodziły się w naszej rodzinie. Ból porzucenia ich przez biologicznych rodziców jest tak wielki, że nie mogą sobie z tym poradzić. A z drugiej strony czują, pomimo naszych starań, że nie potrafimy ich tak kochać jak rodzonych dzieci.

Pewnego dnia powiedzieliśmy im, żeby nam wybaczyły, że nie potrafimy ich kochać tak jak nasze własne dzieci. Powiedzieliśmy, że to jest niemożliwe, tak jak jest niemożliwe, żeby one mnie tak pokochały jak swoją rodzoną matkę. Dzieci z rodzin patologicznych prawie zawsze po wyjściu z domu, w którym zaznały krzywdy, będą bronić swoich rodziców.

Nauczono mnie, by nie mówić rzeczy, które mogą zranić, by mówić cicho, zagłaskiwać, nie wyobrażałam sobie, jak można powiedzieć dzieciom brutalną prawdę. Ale uznaliśmy z Marcinem, że prawda nas wyzwoli. I myślę, że w ostatecznym rozrachunku to nasze wyznanie i prośba o wybaczenie były zbawienne.

Laudesy

– Basia zaczęła w szkole brać narkotyki i okradała nas z pieniędzy. Pięciokrotnie próbowała popełnić samobójstwo. Rozmowy nie skutkowały. Dawała słowo, że będzie inaczej, że już nigdy, a potem połykała tabletki i wieźliśmy ją na płukanie żołądka. Jeździliśmy też z nią na terapię. Tam wszystko wyglądało pięknie. Terapeuci obserwowali nas przez weneckie lustro i mówili, że wszystko jest w porządku. Że stanowimy rozumiejącą się rodzinę. Wracaliśmy i się zaczynało.

– Kiedyś usiadłam podłamana i mówię: „Basiu, ja robię wszystko dla ciebie, a ty mi dajesz w dupę za swoją mamę”. Nie rozumiałam, co się dzieje w jej głowie. Zamurowało ją. Nagle się rozpłakała i zaczęła krzyczeć: „Mamo, jak ja bym chciała wejść do twojego brzucha i jeszcze raz się narodzić!”. Ona mówiła do mnie zawsze: „mamo”.

Wielu ludzi radziło nam, żeby oddać Basię. Wspierała nas droga neokatechumenalna. Katechiści mówili nam: nie traćcie wiary, będziemy wam pomagać, mówcie laudesy w niedzielę. Rozmawiajcie ze sobą. Droga neokatechumenalna wyposażyła w nas coś takiego jak liturgia domowa. Nieraz było takie napięcie przy śniadaniu, że nie odmawialiśmy laudesów. Ale prosiliśmy dzieci o przebaczenie.

– Jak wyglądają takie laudesy?

– Odmawiamy brewiarz przez 15 minut. Śpiewamy nasze przepiękne pieśni napisane przez Kiko, twórcę wspólnoty neokatechumenalnej. Oparte są one w całości na tekstach biblijnych – ewangeliach, psalmach. One tak na mnie działają, jakby ktoś głaskał słowem. Dziewczyny cudownie grają na gitarach. „Na próżno się budowniczy trudzi, jeśli Pan Bóg domu nie zbuduje…”. „Jak łania tęskni do wód…”.

Potem czytamy coś na chybił trafił i okazuje się, że ten fragment zawsze dotyczy naszego domu. Mówimy echo. Czyli jakie słowo wzbudza w nas słowo Boga. Jak ktoś nie chce, nic nie mówi. Następnie wyznajemy, co było dla nas trudne w minionym tygodniu. Tak zwane czyszczenie brudów. Jedno mówi drugiemu, że czuje się przez niego zranione. Jeden płacze, drugi prosi o przebaczenie. Jakby to sobie powiedzieli na korytarzu, inaczej by wyglądało.

Co tydzień przeżywamy wspólnie cud otwierania Biblii. Gdyby nie było laudesów, męczylibyśmy się cały tydzień. One uratowały nasz dom. To jest jedyny czas, kiedy zostawiamy telefony. W laudesach rozmawiamy z Bogiem. Basia przychodziła na laudesy nawet w okresie buntu.

– Nie wydają im się w tych chwilach czymś sztucznym? Nigdy dzieci nie wyzwały was od dewotów, nawiedzonych?

– Nigdy.

– Czy to jest możliwe, że ktoś się kłóci, a chwilę później siada do laudesów?

– Jeśli ktoś naprawdę nie jest w stanie, to nie przychodzi na laudesy, ale zdarza się to niezwykle rzadko.


« powrót
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8

Skomentuj Poleć znajomemu Drukuj



Zapamiętaj mnie na tym komputerze


Aby dodawać komentarz, musisz się zalogować.
Jeśli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

Właściciel serwisu dominikanie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do usuwania treści zabronionych prawnie, obraźliwych, nie związanych z tematem lub naruszających zasady współżycia społecznego.

2 komentarze

  • 2009-12-18
    Beata

    Poruszające i głębokie
    Poruszające i głebokie świadectwo Bożego prowadzenia i podddania się temu prowadzeniu. Świadectwo... »
  • 2009-12-15
    Marek

    Ocena:
    Życie...
    Czytam i kręce głową. Historia która wielu nam powina otworzyć oczy na życie. Każdy z nas ma... »

Blok wschodni
Wojciech Surówka OP

Ofiarowanie »
08.02.2012

Strefa Wodza
Tomasz Nowak OP

Matka Boża z Kibeho »
07.02.2012

„Abandon”
Małgorzata Wałejko

Może tylko pragnienie »
05.02.2012


 
Przeczytały reportaż - teraz pomagają
Dzięki reportażowi zamieszczonemu w miesięczniku &... »
 
komentarzy: 1
ocena:
ACTA
Jakoś tak zazwyczaj jest, że kiedy wszyscy idą w j... »
 
komentarzy: 10
ocena:
Na chłopski rozum rzecz biorąc
Mniej martwiłbym się o wierzących i niepraktykując... »
 
komentarzy: 7