Menu
 
Fotoreportaże
 
 

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter z informacjami o nowościach kliknij przycisk:
kontynuuj Kontynuuj

Rozmiar czcionki: A A A

Polecamy

07.12.2009 18:39

Dzieje Abrahama Wyrwikufla (cz. II)

JAN GRZEGORCZYK



Brat Paweł

– Pewnego dnia dowiedziałem się, że trójka, którą przyjęliśmy, ma brata. Pawła. Mój brat miał go w domu na weekend. Zadzwonił do mnie i spytał, czy bym go nie odwiózł. Pamiętam, że całą drogę płakał. Wróciłem do domu i mówię Magdzie, że go bierzemy. „To bierz go ty, ja już nie mam siły. I tak już w naszym fiacie jeździmy w szóstkę”.

Wkrótce po tym zdarzeniu załatwiałem w moim biurze nieruchomości dom dla szefa Arki Noego. Jechaliśmy zobaczyć jedną z ofert i po drodze opowiedziałem mu o moim dylemacie. Na drugi dzień przyszedł i przyniósł kluczyki do siedmioosobowego auta. – „Masz, możecie pojechać po Pawła”.

I Paweł jest z nami od 9 lat. Teraz ma lat 19. Rok temu powiedział mi, że nie cierpi Kościoła i religii. Że ja mu robię zakazy. Wracał po nocy, często poobijany, raz przyszedł ze złamaną ręką i rozciętą głową. Okradli go z dowodu, paszportu. Nie wyciąga żadnych wniosków. Więc powiedziałem, że może wracać, o której chce, ale ma mówić: kiedy wróci. Powiedzieliśmy też, że nie musi chodzić do kościoła. Daliśmy mu wolność, żeby nie mówił, że wszystko jest źle przez Boga. Trzeba zaufać i wiedzieć, że dzieci nie są nasze, że się do niczego nie nadajemy, że jesteśmy kiepskimi rodzicami.

Paweł się buntuje przeciwko Kościołowi, na msze chodzi różnie, ale na laudesy przychodzi.

– Paweł ma FAS – mówi Magda – to znaczy uszkodzenie mózgu, przez picie matki. Często ujawnia się po wielu latach. FAS mogą mieć bardzo inteligentne jednostki. Jest to jakaś luka w rozumowaniu. Jeździłam po całej Polsce na wykłady o FASie, żeby się jak najwięcej dowiedzieć. FAS oznacza pewną zapadkę myślową. Impulsy w mózgu biegną okrężną drogą. Każe mu się na przykład posprzątać kartki na stole. Idzie to zrobić, ale w międzyczasie okazuje się, że obok kot narobił, to on już tego nie posprząta, bo mu nie kazałam.

Damianek

W czasie jednej z wizyt u Marcina i Magdy spotkałem Basię. Wpadła na chwilę z Damiankiem. Radosna dziewczyna, matka. Rozmawialiśmy chwilę sami. Milenka w tym czasie usypiała swego siostrzeńca. Basia mówiła mi o swojej sytuacji. Chodzi do szkoły policealnej i wybiera się na informatykę. Liczy, że jej dzieckiem w czasie nauki zajmie się Milenka i babcia Magda. Ojciec Damianka wie o jego istnieniu, ale nie ma z nim żadnego kontaktu i nie chce go mieć. Teraz poznała chłopaka, „budują na razie relacje”. Jest dobrze, ale nie wie, co będzie w przyszłości.

Rozmawialiśmy o jej domu rodzinnym, z którego nie ma innych wspomnień, jak te, że rodzice wiecznie pili, a ojciec bił matkę, która też była kiedyś dzieckiem adoptowanym. O tym, że Marcin i Magda zawsze kazali im kochać swoich rodziców.

Basia, mając niecałe dziesięć lat, musiała się stać matką dla swego młodszego rodzeństwa.

– Trafiliście do nowego domu, w którym znaleźliście spokój, bezpieczeństwo. Nie obawiałaś się, że przez swoje zachowania, wojny z Marcinem i Magdą, możesz to utracić? Że możecie wrócić do domu na wsi albo Domu Dziecka?

– Nie wiem, czemu to robiłam. Nie pozwalałam mamie Magdzie zajmować się moim rodzeństwem, bo do tej pory ja to robiłam. Wydawało mi się, że wiem lepiej, co jest lepsze dla mojej siostry i mojego brata. Byłam o nich zazdrosna. Wydawało mi się, że będą mnie mniej kochać, gdy mama Magda będzie się nimi zajmować. Że stracę jedyną miłość, jaką miałam. Czułam się ich matką.

– A czy dziś nie masz pokus, by wrócić do czasów buntu i załamania, sięgnąć po narkotyki?

– Nie – śmieje się. – Dziś nie mam żadnych depresji. Za wszystkiego uleczył mnie mój syn. Tak naprawdę to dopiero on zmienił moje życie. Przedtem ciągle się czegoś bałam i czułam się gorsza. Dzisiaj to wszystko minęło. Dla Damianka zrobię wszystko.

Basia siedzi naprzeciw mnie. Ma słoneczną twarz, mówi ze spokojem. Jej oczy niosą nadzieję. I tylko dłonie, które chowa i zaciska, świadczą, że żyją w niej dwie osoby, dwie historie.

Wiele razy słyszałem od księży, że dziecko nie może być drogą rozwiązywania problemów dorosłych. Cóż więc powiedzieć o przypadku Basi, zbawionej przez Damianka?

Marcin mówi, że Damian jest darem Jezusa.


« powrót
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8

Skomentuj Poleć znajomemu Drukuj



Zapamiętaj mnie na tym komputerze


Aby dodawać komentarz, musisz się zalogować.
Jeśli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

Właściciel serwisu dominikanie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do usuwania treści zabronionych prawnie, obraźliwych, nie związanych z tematem lub naruszających zasady współżycia społecznego.

2 komentarze

  • 2009-12-18
    Beata

    Poruszające i głębokie
    Poruszające i głebokie świadectwo Bożego prowadzenia i podddania się temu prowadzeniu. Świadectwo... »
  • 2009-12-15
    Marek

    Ocena:
    Życie...
    Czytam i kręce głową. Historia która wielu nam powina otworzyć oczy na życie. Każdy z nas ma... »

Blok wschodni
Wojciech Surówka OP

Ofiarowanie »
08.02.2012

Strefa Wodza
Tomasz Nowak OP

Matka Boża z Kibeho »
07.02.2012

„Abandon”
Małgorzata Wałejko

Może tylko pragnienie »
05.02.2012


 
Przeczytały reportaż - teraz pomagają
Dzięki reportażowi zamieszczonemu w miesięczniku &... »
 
komentarzy: 1
ocena:
ACTA
Jakoś tak zazwyczaj jest, że kiedy wszyscy idą w j... »
 
komentarzy: 10
ocena:
Na chłopski rozum rzecz biorąc
Mniej martwiłbym się o wierzących i niepraktykując... »
 
komentarzy: 7