Polecamy
Dzieje Abrahama Wyrwikufla (cz. II)
JAN GRZEGORCZYKDom marzeń
– W grudniu 99 roku – mówi Marcin – lata już mi się mylą, to nie ma znaczenia, wybudowałem dom marzeń. Z poprzedniego wyprowadziliśmy się, bo był poza miastem i ze względu na dojazdy trudno nam było uczestniczyć we wspólnocie. Ten był blisko centrum, a jednocześnie położony przy zacisznej ulicy, w pięknym dużym ogrodzie. Same zalety.
Katechiści poradzili nam, byśmy zrobili w nim pokój dla Macieja. Jego wtedy nie było od sześciu lat. Oprowadzając po budowie Tadzia, naszego młodszego syna, który już miał żonę i dzieci, powiedziałem mu o tym. Zrobił minę, jakbym mu zadał śmiertelny cios. Zazdrość młodszego brata. A potem, kiedy Maciej się odnalazł, wyprawiliśmy ucztę. I Tadziu powiedział mi: „Tato, dla mnie nigdy tego nie zrobiłeś. Ciągle mi mówisz o Macieju, a ze mną nie rozmawiasz”. Niełatwo jest zapanować nad relacjami między dziećmi rodzonymi a przybranymi, ale relacje między dziećmi rodzonymi też wymagają wielkiej roztropności. I ciągle coś robimy nie tak.
– A jak Tadziu patrzy dzisiaj na wasze życie, na wasze zaangażowanie religijne?
– On jest nami zauroczony, choć zachowuje dystans – mówi Magda. – Nawet nie chodzi do kościoła. Kiedy się nawróci, będzie z niego większy wariat niż jego ojciec.
– Dzisiaj mówi, że nie może być w Kościele, bo mataczy w interesach, ale twierdzi, że nie może inaczej, bo w jego branży wszyscy oszukują. Jeśli będzie chciał być zawsze korekt, to go wyeliminują. Do kościoła nie chodzi, ale z Bogiem rozmawia.
– Co się stało, że musieliście opuścić dom marzeń?
– Myśleliśmy, że po naszej dotychczasowej życiowej tułaczce – pięć razy zmienialiśmy mieszkanie – dom na Podlaskiej stanie się nasza przystanią. Bóg jednak mnie doświadczył. Dostałem czerniaka, półtora roku chorowałem. Popadliśmy w długi i musieliśmy się wyprowadzić. Kiedy opuszczaliśmy nasze szóste mieszkanie, w Nowy Rok, otworzyliśmy Biblię i Pan dał nam słowo: „Nie bój się, trzódko mała…”. Niesamowite, jak Bóg kieruje słowo do człowieka. Nigdy nie zawiedliśmy się na Bogu. W Biblii jest ponad tysiąc stron. A my zawsze otwieramy na tej jedynej i Bóg do nas mówi. To, czego potrzebujemy.
„Nie bój się…” i z tym słowem wyszliśmy. Teraz mieszkamy w wynajętym domu. W każdej chwili możemy go stracić. Ale nie martwimy się. Mógłbym się znów zatroszczyć o zbudowanie nowego domu. Tylko że mnie własny dom i biznes coraz mniej interesuje. Marzę, żeby wyjechać na misje. Żebyśmy zostali kaznodziejami wędrownymi. Głosić Jezusa. To jest jedyne, co chciałbym robić. Sprawy materialne przestały być ważne. Biblia ciągle mi się otwiera na tych siedemdziesięciu dwóch, co poszli głosić Dobrą Nowinę. Zaproszono mnie do parafii Jana Vianneya na dzień trzeźwości. Pełen kościół ludzi, mówiłem o swojej historii i miłosierdziu. I cały kościół bił brawo. Byłem skrępowany, rozumiałem, że są to oklaski dla Jezusa i Jego miłosierdzia.
Jeżdżę na budowę, organizuję materiał, pilnuję ludzi, to wszystko ważne, ale duchem jestem gdzieś indziej.
Jeden z proboszczów powiedział mi, że 44 lata jest kapłanem i widzi, że nie ma wiary w Kościele. Mówi, że całe życie się starał, płacił za rekolekcje, a teraz widzi, że nie ma ani jednego człowieka, który by miał wiarę. Duch Święty podpowiedział mu, że ma się otworzyć na akcję neokatechumenalną. Zaprosił nas z misjami. Przychodzi na nie sporo ludzi.
– Magdo, opuściliście tyle domów – mówię. – Marcin jest szalony, żyje pasją, wizją, obietnicą. Stosunek kobiety do domu jest inny. Dom to jakby jej ciało, skrzydła, pod którymi gromadzi rodzinę. Jak ty byłaś w stanie przeżyć te wieczne burzenie i budowanie, tułaczkę?
– Tak, to było coś nieludzkiego. Ale teraz widzę w tym wszystkim sens, że to wszystko było dobre, tak jak dobry był alkoholizm w życiu mojego męża. On teraz marzy i jest zdolny wyjechać na misje. Dwa lata temu bym mu wydrapała za to oczy. A teraz mówię, że pojedziemy, jeśli taka jest wola Boga. Myślę, że gdybym kilka razy się nie wyprowadzała, nie byłabym w stanie podjąć takiej decyzji. Ludzie w większości mi nie wierzą, że nie żal mi tych cudownych domów, które miałam. Nie wiem, skąd to mam.
« powrót
2 komentarze
-
2009-12-18
Beata
Poruszające i głębokie
Poruszające i głebokie świadectwo Bożego prowadzenia i podddania się temu prowadzeniu. Świadectwo... » -
2009-12-15
Marek
Ocena:



Życie...
Czytam i kręce głową. Historia która wielu nam powina otworzyć oczy na życie. Każdy z nas ma... »

















