Menu
 
Fotoreportaże
 
 

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter z informacjami o nowościach kliknij przycisk:
kontynuuj Kontynuuj

Rozmiar czcionki: A A A

„W drodze”

28.11.2008 10:01

Adopcja


Ten dzień pamięta z najdrobniejszymi szczegółami. Był czwartek. Godzina14. Siedziała w samochodzie na parkingu przed swoją pracą, gdyzadzwoniła komórka. Na wyświetlaczu zobaczyła napis: Ośrodek Adopcyjny.To mogło oznaczać tylko jedno. Jest dziecko. Czy mogą następnegodnia przyjechać? Mogą, mogą, mogą!


Z domu wyjechali wcześnie rano. Kiedy weszli do pokoju, Ewa spała. – Spojrzałam na nią i wydała mi się taka mała, bezbronna, krucha, i taka śliczna – wspomina Natalia. Było pierwsze przytulenie, pierwsze pocałunki, kołysanie na rękach. I taki błogostan. Ale nie było wielkiego poruszenia serca, miłości od pierwszego wejrzenia i pewności: to jest moje dziecko. Miłość miała przyjść później.
– To jest naturalna obawa i lęk rodziców adopcyjnych. Wiele osób, które przychodzą do ośrodka adopcyjnego, ma wątpliwość, czy będzie umiało pokochać dziecko, którego nie jest naturalnym rodzicem. Ta miłość oczywiście przychodzi, ale stopniowo, powoli z każdym dniem – tłumaczy Wiesława Sędziak.
Każda para, która decyduje się na adopcję, ma prawo odmówić przyjęcia konkretnego dziecka. Natalia i Rafał też z tego prawa mogli skorzystać. Ale gdy godzinę później zostali sami, spojrzeli sobie w oczy i już wiedzieli: Ewa będzie ich dzieckiem. Po dwóch tygodniach zamieszkała razem z nimi.
Natalia zajmowała się Ewą najtroskliwiej, jak umiała. Spędzała z nią calutkie dnie i noce. Reagowała natychmiast na każdy jej płacz, na każde poruszenie. Ale poczucie, że to jest jej dziecko, za którym tęskni, o którym myśli i bez którego nie wyobraża już sobie życia, przyszło po kilku miesiącach. – Pamiętam, że przez kilka godzin nie było mnie w domu. Gdy wróciłam, Ewa bardzo żywo zareagowała na mój widok. To był ten moment, kiedy została moją córeczką – wspomina Natalia. W stawaniu się mamą pomogły jej też spotkania z innymi mamami. Te rozmowy o pieluchach, o kupkach, o mleku, o ząbkach i kolkach. – Naprawdę poczułam się mamą mojego dziecka. I to, że nie ja je urodziłam, przestało mieć dla mnie już tak wielkie znaczenie.

Całość artykułu w najnowszym, grudniowym numerze miesięcznika „W drodze”

« powrót
Skomentuj Poleć znajomemu Drukuj



Zapamiętaj mnie na tym komputerze


Aby dodawać komentarz, musisz się zalogować.
Jeśli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

Właściciel serwisu dominikanie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do usuwania treści zabronionych prawnie, obraźliwych, nie związanych z tematem lub naruszających zasady współżycia społecznego.


Blok wschodni
Wojciech Surówka OP

Ofiarowanie »
08.02.2012

Strefa Wodza
Tomasz Nowak OP

Matka Boża z Kibeho »
07.02.2012

„Abandon”
Małgorzata Wałejko

Może tylko pragnienie »
05.02.2012


 
Przeczytały reportaż - teraz pomagają
Dzięki reportażowi zamieszczonemu w miesięczniku &... »
 
komentarzy: 1
ocena:
ACTA
Jakoś tak zazwyczaj jest, że kiedy wszyscy idą w j... »
 
komentarzy: 10
ocena:
Na chłopski rozum rzecz biorąc
Mniej martwiłbym się o wierzących i niepraktykując... »
 
komentarzy: 7