„W drodze” 2008
Adopcja
Ten dzień pamięta z najdrobniejszymi szczegółami. Był czwartek. Godzina14. Siedziała w samochodzie na parkingu przed swoją pracą, gdyzadzwoniła komórka. Na wyświetlaczu zobaczyła napis: Ośrodek Adopcyjny.To mogło oznaczać tylko jedno. Jest dziecko. Czy mogą następnegodnia przyjechać? Mogą, mogą, mogą!
– To jest naturalna obawa i lęk rodziców adopcyjnych. Wiele osób, które przychodzą do ośrodka adopcyjnego, ma wątpliwość, czy będzie umiało pokochać dziecko, którego nie jest naturalnym rodzicem. Ta miłość oczywiście przychodzi, ale stopniowo, powoli z każdym dniem – tłumaczy Wiesława Sędziak.
Każda para, która decyduje się na adopcję, ma prawo odmówić przyjęcia konkretnego dziecka. Natalia i Rafał też z tego prawa mogli skorzystać. Ale gdy godzinę później zostali sami, spojrzeli sobie w oczy i już wiedzieli: Ewa będzie ich dzieckiem. Po dwóch tygodniach zamieszkała razem z nimi.
Natalia zajmowała się Ewą najtroskliwiej, jak umiała. Spędzała z nią calutkie dnie i noce. Reagowała natychmiast na każdy jej płacz, na każde poruszenie. Ale poczucie, że to jest jej dziecko, za którym tęskni, o którym myśli i bez którego nie wyobraża już sobie życia, przyszło po kilku miesiącach. – Pamiętam, że przez kilka godzin nie było mnie w domu. Gdy wróciłam, Ewa bardzo żywo zareagowała na mój widok. To był ten moment, kiedy została moją córeczką – wspomina Natalia. W stawaniu się mamą pomogły jej też spotkania z innymi mamami. Te rozmowy o pieluchach, o kupkach, o mleku, o ząbkach i kolkach. – Naprawdę poczułam się mamą mojego dziecka. I to, że nie ja je urodziłam, przestało mieć dla mnie już tak wielkie znaczenie.
Całość artykułu w najnowszym, grudniowym numerze miesięcznika „W drodze”
« powrót















