ROZMOWA Z RAFAŁEM WIECZYŃSKIM, REŻYSEREM FILMU POPiEŁUSZKO,
ORAZ Z JULITĄ ŚWIERCZ-WIECZYŃSKĄ, PRODUCENTKĄ FILMU
W październiku tego roku minie 25 lat od śmierci księdza Jerzego. Do dziś nie wiemy, kiedy zginął. 19 czy 25 października? Wiemy, że był katowany, ale czy był także przed śmiercią więziony i przesłuchiwany? W to trzęsawisko niewiedzy wy musieliście wkroczyć z filmem, czyli określoną wizją zdarzeń.
Rafał Wieczyński: Pewne jest męczeństwo i to, co go do niego doprowadziło. Reszta jest sferą domysłów, hipotez dziennikarzy i historyków. Całą wiedzę o ostatnich chwilach księdza Jerzego mamy od jego katów oraz do pewnego momentu od Waldemara Chrostowskiego – który dla jednych
do dziś pozostaje bohaterem i wzorem wiernego przyjaciela, dla innych agentem. Jednak tę wiedzę możemy również czerpać z analizy postawy ks. Jerzego przed porwaniem. Bez względu na to, jak przekłamywali swoje zeznania mordercy, jedno jest pewne – męczeństwo księdza Jerzego. Mówi
o tym jego zmaltretowane ciało, jego droga, jego czyny i słowa. Znałem wszystkie książki, ważniejsze dokumenty i relacje na temat księdza Jerzego. Oczywiście pojawia się pokusa, żeby podejść do tematu z pozycji detektywistycznej, ale jest tyle fałszywych tropów, co roku puszczane są nowe bańki w różne strony. Najłatwiej ominąć prawdę o ks. Popiełuszce, zapuszczając się w te dywagacje. O to chodzi inspiratorom i mordercom zbrodni. Wtedy bowiem ginie istota sprawy, czyli ksiądz Jerzy – jego słowa i działalność. Jego moc.
To, za co musiał zginąć.
RW: Właśnie. Mylne tropy to jest perfidia tej zbrodni. Był sfingowany proces, ale z elementami prawdy. Pietruszka o mało by się wygadał. Chmielewski był tak przekonujący w tym swoim rozkładzie, w swojej rozpaczy. Czasami zachowania morderców wydawały się autentyczne. A jednocześnie jest notatka, że Chmielewski trzyma linię. To wszystko miało nas odciągnąć od istoty sprawy. Pamiętam, jak na początku prac nad filmem osoba za PRL-u koordynująca wyjazdy zagraniczne filmowców, a po 1989 roku nadal wpływowa w środowisku filmowym, namawiała nas, żeby stworzyć współczesnego bohatera, który próbuje dotrzeć do prawdy. Byłyby to dylematy współczesnego dziennikarza. My chcieliśmy odtworzyć tamten czas widziany oczyma księdza Jerzego. To była trudna decyzja – wejść w jego skórę, ale tą drogą konsekwentnie poszliśmy. Ksiądz Jerzy jest w każdej scenie. Według mnie film z dziennikarzem sprawdzającym różne warianty historii sprzed ćwierć wieku dystansowałby widza od głównego bohatera. Ja chciałem pokazać księdza Jerzego – człowieka gotowego na wszystko. Bardzo zwykłego człowieka, a jednocześnie świętego i męczennika.
Całość wywiadu można przeczytać w najnowszym, marcowym numerze miesięcznika "W drodze"













