„W drodze”
Czego szuka hazardzista
W grze nie chodzi o pieniądze. One są najmniej ważne. Chodzi przede wszystkim o adrenalinę. O taki jej poziom, który trudno sobie w ogóle wyobrazić i z czymś porównać.
Tomek. Przystojny czterdziestolatek. Wysoki, dobrze zbudowany, uśmiechnięty. Lekko siwiejące skronie, delikatne okulary. Ubrany w krótkie spodnie i niebieską koszulę. Rozmowny, otwarty.
Ma na swoim koncie dwa wyroki, siedział w areszcie, okradał matkę, brata, firmę. Odsunęli się od niego rodzina i wszyscy znajomi. Przeszedł leczenie zamknięte. – Hazardzista jest wyzuty z wszelkich uczuć. Nic nie jest dla niego ważne, tylko to, żeby zagrać. Dla tej jednej chwili jest w stanie zrobić wszystko – mówi Tomek.
Zaczęło się niewinnie. Wolne popołudnie. Koledzy wpadają po niego do domu i namawiają, by wyskoczyć do salonu. – Ugramy na butelkę wódki – przekonują. Tomek ma 23 lata, świetną pracę, zarabia dobre pieniądze, jest lubiany przez klientów. W salonie na automatach nigdy nie grał, więc daje się namówić. Nie idzie mu najlepiej. Przegrywa. Ale Tomek lubi ryzyko, więc szybko postanawia, że następnego dnia przyjdzie się odegrać. – Zawsze lubiłem rywalizować, sprawdzać się, wygrywać. Od dziecka. Mogłem grać na zapałki albo na papierosy. Wszystko jedno. To mnie rajcowało.
Następnego dnia wrócił. Szybko odegrał to, co stracił dzień wcześniej. A potem był kolejny dzień i kolejny. – Pracowałem do siedemnastej. Bez przerwy patrzyłem na zegarek, żeby ta praca jak najszybciej się skończyła, żebym mógł już iść na automaty.
Przegrywał coraz więcej. Żeby grać, zaczął pożyczać. Budził się z myślą, kiedy wreszcie stanie przy automacie. Wyskakiwał w czasie pracy, grał całe noce. Do domu wracał nad ranem. Pieniędzy coraz bardziej brakowało. Znajomi nie chcieli już pożyczać. Wtedy zaczęły się pierwsze kradzieże. – Zabrałem biżuterię mojej mamie, wykradałem pieniądze bratu, okradałem firmę – mówi.
Wyleciał z pracy. Dostał wyrok w zawieszeniu. Przyszła chwila opamiętania, ale na krótko.– W grze nie chodzi o pieniądze. One są najmniej ważne. Mówi się, że ktoś przegrał luksusowy samochód czy dom. To nie ma żadnego znaczenia. Chodzi przede wszystkim o adrenalinę. O taki jej poziom, który trudno sobie w ogóle wyobrazić i z czymś porównać. Zwyczajne życie tego nie daje – mówi Tomek.
Znalazł drugą pracę, spłacał długi. I znów zaczął chodzić na automaty. Gdy nie miał pieniędzy, to grał za kogoś. – Tam uciekałem od moich problemów, od życia. Miałem poczucie, że to jest jedyne miejsce, gdzie ktoś mnie rozumie, gdzie jestem akceptowany. Taki mój azyl.
Lubił ten moment, gdy padała wygrana. Automat grał wtedy melodyjkę z „Żądła”. Wszystkie głowy się podnosiły i patrzyły na niego. A Tomek czuł, że jest kimś, że jest świetnym graczem, że wszyscy go podziwiają. I grał o jeszcze większą stawkę.
W salonie okna są zamalowane albo zasłonięte kotarami. Gracz szybko traci poczucie czasu. Nie ma pojęcia, ile godzin spędził przy automacie, nie wie, czy jest dzień czy noc.
Tomek potrafi ł grać do upadłego, do samego końca. Gdy zamykali salon, przesypiał kilka godzin w autobusie i wracał zaraz po otwarciu. Kolejne kradzieże w pracy, kolejne długi u znajomych. – Był taki moment, gdy uświadomiłem sobie, że nigdy nie będę w stanie odegrać tego wszystkiego, co przegrałem. Jedyne, co mogłem zrobić, to skończyć z sobą. Do dziś pamięta żony, matki, kochanki, które przychodziły do salonu i błagały obsługę, by nie wpuszczała ich męża, syna czy partnera. – Ale gracz poradzi sobie, bo jak nie wpuszczą go do jednego salonu, to poszuka sobie innego – mówi Tomek.
Z pracy znów go wyrzucili, dostał następny wyrok. Nie otrzeźwiał. Po kolejnej kradzieży w domu mama zadzwoniła na policję. Przesiedział w areszcie 48 godzin. – Byłem wściekły na nią i na mojego brata. Jak mogli mi to zrobić – zastanawiałem się. Ale był to też moment zwrotny w moim życiu. Tego dnia uświadomiłem sobie, że nie mam dokąd wrócić, że zostałem zupełnie sam. I przypomniałem sobie słowa, które usłyszałem kiedyś od pewnego hazardzisty: „Takich jak ty leczą w Gnieźnie”. Pojechał i umówił się na leczenie. Miał się zgłosić za trzy tygodnie.
Całość artykułu Katarzyny Kolskiej "Poddaj się, żeby wygrać" przeczytać można w najnowszym, sierpniowym numerze miesięcznika "W drodze".
« powrót
9 komentarzy
-
2009-08-05
Mati
Ad Fasola
Patrzę na ten tytuł z lewa, z prawa, obwąchuję, szukam jakiegoś dowcipu... a tu nic. Tytuł jak... » -
2009-08-04
Kasia (Sz)
W Krakowie na Stolarskiej jest mała księgarnia w której można kupić "W drodze". W innych miastach ...
W Krakowie na Stolarskiej jest mała księgarnia w której można kupić "W drodze". W innych miastach... » -
2009-08-04
Fasola
Ocena:



genialny tytuł
genialny tytuł artykułu!!! :) Możliwe, że w klasztorach dominikańskich są do zdobycia egzemplarze... »












