Menu
 
Fotoreportaże
 
 

Jeśli chcesz otrzymywać newsletter z informacjami o nowościach kliknij przycisk:
kontynuuj Kontynuuj

Rozmiar czcionki: A A A

„W drodze”

02.11.2009 09:11

A kiedy będziemy razem w niebie


Dla dziecka strata ukochanego człowieka jest wydarzeniem wykraczającym ponad jego siły. W takim momencie jego świat się rozpada, tak jak rozpada się świat dorosłych. A dla nas jest to tym trudniejsze, że wobec osieroconego dziecka jesteśmy całkowicie bezradni.


Śmierć? Wolimy o niej nie mówić. I nie myśleć. Jakbyśmy się bali ją przywołać. Jakby nas właśnie miała ominąć – przynajmniej na razie. Nieoswojona, niechciana. Gdy przychodzi – za późno już, by o niej rozmawiać. Można się z nią tylko pogodzić. I godnie przeżyć żałobę. Żeby potem znów cieszyć się życiem. Nim przyjdzie śmierć.

Wszyscy kiedyś umierają

Marianna miała zawsze gotowe odpowiedzi na różne trudne pytania, którymi zasypywała ją kilkuletnia córka. Intuicyjnie wiedziała, co powiedzieć, gdy Julka pytała, skąd się biorą dzieci, dlaczego ptaki mogą fruwać, co to znaczy „pod Ponckim Piłatem”. Nie miała też problemu, gdy podczas spaceru na cmentarzu Julka, stawiając znicz na grobie, zapytała: „A gdzie są ci wszyscy umarli?” – Mam nadzieję, że w niebie – powiedziała jej wtedy Marianna. Julka chciała wiedzieć więcej: czy w grobie jest zimno, czy umarli są ciepło ubrani, kto ich zabiera do nieba i co oni tam robią. – To jej pytania zmusiły mnie do konkretnych odpowiedzi. Pomyślałam, że nie powinnam zmarnować takiej okazji i zaczęłam z nią rozmawiać o śmierci – przypomina sobie Marianna. – Ale wy nie umrzecie? – spytała mnie i męża, gdy wychodziliśmy z cmentarza. – Kiedyś umrzemy, bo wszyscy umierają. Ale żeby ją uspokoić, zaraz dodałam: Będziesz już wtedy dorosła, będziesz miała swoje dzieci, więc nie musisz na razie o tym myśleć.

Posłuchaj: Rekolekcje o umieraniu, stracie, żałobie

Kilka miesięcy później tato Julki zmarł na guza mózgu. Choroba ujawniła się na tyle późno, że nie było dla niego ratunku. – Gdy mąż leżał w szpitalu, byłam tak obezwładniona tym, co się stało, że nie pomyślałam, by Julkę jakoś na to przygotować. Może sama w ten sposób odsuwałam od siebie najgorsze myśli? Mówiłam jej, że tatuś jest bardzo chory i boli go mocno głowa, mówiłam, że pewnie niedługo do nas wróci, bo sama w to chciałam wierzyć i czekałam na cud. Nigdy nie zapomnę tej chwili, gdy powiedziałam jej, że tato nie żyje. Julka spojrzała na mnie poważnie i jakby trochę obrażona, powstrzymując łzy, powiedziała mi: Mówiłaś, że umrzecie dopiero, jak będę duża. I uciekła z pokoju, trzaskając drzwiami.

(…)

Bóg słyszy to milczenie

Przez pierwsze kilka tygodni po śmierci taty Julka na znak buntu i rozpaczy, nie chciała wieczorem mówić pacierza. Wcześniej nigdy się przed tym nie broniła. Przeciwnie, wykazywała się niespotykaną inwencją. Nie zadowalało ją Ojcze nasz czy Zdrowaś Mario. Zawsze dodawała coś od siebie. – Cieszyło mnie to, że traktuje Pana Boga jak kogoś, z kim się rozmawia, komu opowiada się o tym, co było w przedszkolu, i prosi się, np. żeby u babci w ogrodzie robaki nie zjadły wszystkich czereśni. To jej modlitewne milczenie było dla mnie najlepszym dowodem na to, jak bardzo jest nieszczęśliwa i jak bardzo nie umie sobie poradzić z tym, co na nas spadło. Miałam świadomość, że to ja powinnam jej pomóc, ale jedyne, na co miałam wtedy siłę, to wziąć ją na kolana, mocno przytulić i płakać razem z nią – wspomina Marianna.

Na wszelki wypadek zapytała zaprzyjaźnionego z rodziną księdza, który towarzyszył jej mężowi w ostatnich dniach życia, czy powinna zachęcać Julkę do modlitwy za tatę.

– Ksiądz Maciej powiedział mi: – Bądź pewna, że Bóg słyszy to jej milczenie. Niczego więcej nie oczekuj. Daj jej czas.

Ksiądz Maciej tak wspomina tamte dni: Śmierć Pawła dla mnie też była bardzo trudnym doświadczeniem. Znaliśmy się od dziecka. Przyjaźniliśmy. Wspinaliśmy się razem po górach. On towarzyszył mi w mojej drodze do kapłaństwa. Ja błogosławiłem jego związek małżeński z Marianną, chrzciłem Julkę. Gdy umierał, prosił mnie: „Bądź przy nich zawsze”. No i byłem. Ale nagle cała mądrość wyleciała mi z głowy. Co mogłem powiedzieć Mariannie, jak miałem pomóc Julce, która razem ze mną modliła się, by  tata jak najszybciej był zdrowy i wrócił do domu? Co miałem jej powiedzieć: że Pan Bóg nie słyszał jej modlitwy, że słyszał, ale zrobił po swojemu? Bałem się prostych pocieszeń. Ale najbardziej bałem się tego, że Julia zapyta mnie, dlaczego tata umarł, i nie będę wiedział, co mam jej odpowiedzieć.

Tyle, że Julia nie pytała. I to milczenie wszystkich bardzo niepokoiło.

(...)

Całość artykułu Katarzyny Kolskiej "A gdy będziemy razem w niebie" przeczytać można w najnowszym, listopadowym numerze miesięcznika "W drodze".

 


« powrót
Skomentuj Poleć znajomemu Drukuj



Zapamiętaj mnie na tym komputerze


Aby dodawać komentarz, musisz się zalogować.
Jeśli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

Właściciel serwisu dominikanie.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Internautów na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do usuwania treści zabronionych prawnie, obraźliwych, nie związanych z tematem lub naruszających zasady współżycia społecznego.


Blok wschodni
Wojciech Surówka OP

Moim braciom »
21.05.2012

Strefa Wodza
Tomasz Nowak OP

Nowicjusze Jarmark 2012 »
21.05.2012

Rh+
Tomasz Gałuszka OP

Papieżyca »
20.05.2012

Psim swędem
Wojciech Jędrzejewski OP

Dużo więcej »
19.05.2012


 
Bp Ryś: w Kościele nie chodzi o to, żeby postawić na swoim
Do umiejętności wyzbywania się pokusy, by zawsze &... »
 
komentarzy: 1
O nieufności i dopasowaniu do świata
Każdy chrześcijanin, a przede wszystkim ksiądz, po... »
 
komentarzy: 7
ocena:
Znaleźć żonę, czy wybrać?
Jak ma się wolność do powołania? Czy mamy jakikolw... »
 
komentarzy: 1