Pokładam nadzieję w Panu, ufam Jego słowu.

Wideo na niedzielę:

O. Paweł Krupa i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Piotr nie może unieść ryzyka, ciężaru tego dowodu, o który sam prosił Pana Jezusa. Bardzo często tak się dzieje i z nami. Zwracamy się z prośbą do Jezusa, z wymaganiem: udowodnij! I jeżeli dobrze przyjrzymy się naszemu życiu, to nieraz chodziliśmy po wodzie, robiliśmy rzeczy niewyobrażalne, takie, co do których wydawało się nam, że nigdy nie damy rady. A jednak daliśmy radę.
Jest tylko ten jeden, jedyny warunek: jeżeli już poprosiłeś Jezusa o taki dowód i jeżeli On już ci pozwala robić to, co wydawało ci się niewiarygodne – to nie wątp!
Jeżeli oparłeś się na Bogu i jeżeli idziesz, to dalej się opieraj, a wtedy dalej będziesz szedł.

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Za burtą

Norbert Kuczko OP

1 Krl 19, 9a. 11-13 • Ps 85 • Rz 9, 1-5 • Mt 14, 22-33

Kilka lat temu z grupą młodych ludzi wędrowaliśmy przez Fogarasze – najwyższe pasmo rumuńskich gór. Piękna pogoda, wspaniałe widoki, dobre humory. Wszystko dokładnie tak, jak sobie zaplanowaliśmy i wymarzyliśmy. Pod wieczór rozbiliśmy obóz, rozpaliliśmy ognisko i wtedy usłyszeliśmy złowrogi pomruk. Zbliżała się burza, przed którą nie było dokąd uciec. Schowaliśmy się w namiotach i czekaliśmy. Próbowałem przekonywać samego siebie, że się nie boję i że śpię, ale nawałnica przetaczała się nad nami tam i z powrotem. To była długa i niespokojna noc. Po głowie kołatało się pytanie: kiedy to się skończy? Zrozumiałem wtedy, że nie przed każdą burzą można uciec.

Uczniowie posłuszni poleceniu Pana odbili od brzegu. Porzucili bezpieczny ląd, na którym mogli znaleźć schronienie, i ruszyli na głębię. Jednak wiatr był przeciwny, nadeszła burza. Apostołowie, w większości wytrawni rybacy, którzy wiedzieli, jak sobie radzić w takich sytuacjach, poczuli się bezradni wobec żywiołu. W to doświadczenie uczniów zmagających się z przeciwnościami niespodziewanie wkroczył Jezus.

To ważna wskazówka dla nas, gdy doświadczamy czegoś wyjątkowo trudnego. Pojawia się wtedy pytanie: „Gdzie jest Pan?”. I zwątpienie: „Dlaczego mnie opuścił?”. Jezus w sposób zaskakujący i nieprzewidywalny przychodzi do swoich przyjaciół, którzy są w potrzebie.

Nie poznali Go. Trudno się dziwić, bo trudno poznać Boga w chwili, gdy mamy pewność, że nas opuścił. Uczniowie bali się, bo myśleli, że to zjawa. Przestali się bać, gdy do nich przemówił. Tak właśnie bywa, że w obliczu doświadczenia i niespodziewanych trudności weryfikujemy obraz Boga.

Jezus potraktował uczniów poważnie. Przyszedł, żeby dodać im odwagi. Piotr Mu zaufał, postawił stopę na wzburzonym morzu i idąc po wodzie wpatrzony w Pana, doświadczył tego, że niemożliwe staje się możliwe.

Pozwólmy Jezusowi zaprosić się do chodzenia po wodzie. Z Nim wyjście za burtę nabiera nowego znaczenia. To jest zaproszenie również dla Ciebie: Przyjdź.

 

Owoce kontemplacji

Wojciech Surówka OP

1 Krl 19, 9a. 11-13 • Ps 85 • Rz 9, 1-5 • Mt 14, 22-33

W dzisiejszych czytaniach przewijają się dwa aspekty życia wewnętrznego. Bóg objawia się człowiekowi. Od samego początku historii zbawienia zapisanej na kartach Biblii możemy obserwować to stałe poszukiwanie człowieka przez Boga. O tym też słyszeliśmy w pierwszym czytaniu. Bóg wzywa Eliasza, aby spotkał się z Nim na górze. Góra zawsze symbolizowała miejsce spotkania z Bogiem. Pewnie dlatego, że jest bliżej nieba. Bóg wezwał Eliasza, aby ten spotkał się z nim twarzą w twarz. Bardzo często kaznodzieje zatrzymują się na owym tajemniczym łagodnym powiewie, w którym Bóg objawił się Eliaszowi. Zapominają jednak, że Bóg powiedział mu coś bardzo konkretnego: „Idź, wracaj twoją drogą ku pustyni Damaszku. A kiedy tam przybędziesz, namaścisz Chazaela na króla Aramu”. Objawiający się Bóg zwraca się do Eliasza z bardzo konkretnym zadaniem – idź, zrób to, co powiedziałem.

W historii o Piotrze chodzącym po wodzie mamy ten sam schemat. Najpierw uczniowie widzą Pana, a następnie Piotr prosi, aby mógł do Niego przyjść. I Pan rzekł: „Przyjdź”. Spotkanie z Bogiem w ten czy w inny sposób zmusza nas do ruchu. Na tej ziemi nie istnieje kontemplacja dla samej kontemplacji. Zawsze jest ktoś, kto czeka na nasze świadectwo. Czasem będzie się nam wydawać, że idziemy przez pustynię jak Eliasz. Dopiero co ją przeszliśmy, spotkaliśmy się z Panem twarzą w twarz, a On znowu posyła nas z powrotem. Innym razem będziemy mieli wrażenie, że chodzimy po wodzie, że za moment nieprzyjazne fale zupełnie nas pogrążą. W jednym i drugim wypadku nadzieją napawa nas fakt, że robimy to na „Twoje słowo, Panie”.

Każdy z nas, niezależnie od tego, do którego nieba byłby porwany, jak święty Paweł, wraz z nim powinien „w sercu swoim odczuwać wielki smutek i nieprzerwany ból”, ponieważ są tacy, którzy nie wierzą. Właśnie do nich posyła nas Bóg. W Księdze Ezechiela możemy znaleźć kolejny przykład takiej misji. Myślę, że szczególnie będzie ona czytelna dla dominikanów, mężów w białych szatach: „Następnie patrzyłem, a oto nad sklepieniem, rozpościerającym się nad głowami cherubów, było coś jakby szafir, a z wyglądu było podobne do tronu. Potem On rzekł tak do owego męża, odzianego w lnianą szatę: »Wejdź pomiędzy koła pod cherubami, a napełniwszy swe dłonie ognistym węglem z miejsca między cherubami, rozrzuć go po mieście! « I wszedł tam na moich oczach” (Ez 10,1–2). A my powinniśmy wejść tam wraz z nim.

 

Cisza

Hieronim Kaczmarek OP

1 Krl 19, 9a. 11-13 • Ps 85 • Rz 9, 1-5 • Mt 14, 22-33

Jednym z największym darów, który otrzymałem w zakonie dominikańskim, jest odkrycie prawdy o Bożym przebywaniu w duszy. Choć miałem go od chrztu, nigdy nie wspomniano o nim w czasie dwunastu lat katechezy, nie mówili o tym duszpasterze akademiccy, nie usłyszałem o tym w żadnym kazaniu.

Jeśli dusza jest świątynią, a Bóg nie przychodzi ani w trzęsieniu ziemi, ani w ogniu, lecz jak mówią przynajmniej niektóre tłumaczenia, w brzmieniu ciszy, to moja dusza jest miejscem, w którym Jego cisza może się przejawić. Bóg jest w ciszy jak na górze Horeb, Bóg tę ciszę czyni jak Chrystus na jeziorze.

Cisza, którą On czyni, nie polega na wyłączeniu się ze spraw tego świata. Nie pozwala na to zarówno przykazanie miłości, jak i przypowieść o talentach. Potwierdzają to również słowa Jezusa „nie proszę, abyś ich zabrał ze świata” (J 17,15). Ciszy tej nie zapewni wyłączenie sprzętu nagłaśniającego, nie spowoduje jej znalezienie ustronnego miejsca pośród prastarej puszczy. Cisza, którą daje Bóg, jest innym imieniem daru pokoju, który wlewa On do ludzkiego serca. Jest ona owocem miłości, czystego sumienia i chronienia od złego. Przejawia się w harmonijnym życiu z Bogiem, z przyrodą, z drugim człowiekiem, z samym sobą.

Cisza i pokój nie stają się automatycznie, a dla człowieka bezwiednie. Wymagają naszego zaangażowania, przede wszystkim odwagi i wiary. Potrzeba ich, by zaufać miłości, by jej się nie bać, by ją przyjąć i stale na nowo na nią odpowiadać. Błądzenie nie było obce świętemu Piotrowi. Potrzebował czasu i łaski, by wzrosnąć w wierze, by przejawiły się jej owoce. Ciszę rodzi Bóg w duszy odważnej i zdolnej do ufności, która powinna też być choć trochę cierpliwa w stosunku do siebie.

Być może cisza długo nie będzie absolutna. Będą jeszcze fale codziennych trosk i grzechów, a ufność miłosiernemu Chrystusowi będzie stale niepełna. Ważne, że cisza jest możliwa w Nim, przez Niego i z Nim.

Trudno mówić o Bożym przebywaniu w duszy, nie oddając głosu mistrzyni tej prawdy, błogosławionej Elżbiecie od Trójcy Świętej, która na początku XX wieku przypomniała Kościołowi o bliskiej i cichej obecności: „Prawdą jest, że Bóg jest w naszych duszach, a my w każdej chwili niczym Marta i Maria jesteśmy tuż przy Nim. (…) Wspaniała to rzecz samotność i uciszenie… Wewnątrz można zawsze posiadać, albowiem któż mógłby zakłócić spokój serca całkowicie zajętego Bogiem? Hałas dociera tylko do powierzchni, lecz wewnątrz jest tylko On, Jezus!”.