Niech Ojciec naszego Pana Jezusa Chrystusa przeniknie nasze serca swoim światłem, abyśmy wiedzieli, czym jest nadzieja naszego powołania.

Wideo na niedzielę:

O. Paweł Krupa i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Pan Bóg lojalnie nas uprzedza, że On wybrał dla siebie drogę ludzkiego życia, żeby nas zbawić. Jeżeli chcemy za Nim pójść, to jest to jedyna droga, bo On nią przeszedł. I nie zachowujmy się tak jak Piotr, nie grymaśmy, miejmy odwagę powiedzieć: „Skoro Ty nią idziesz, Chryste, to ja mogę pójść tą samą drogą za Tobą”. I może będzie cierpienie, i może będzie bolało, ale to jest droga, na końcu której jest zmartwychwstanie.

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Odnawianie umysłu

Benedykt Malewski OP

Jr 20, 7-9 • Ps 63 • Rz 12, 1-2 • Mt 16, 21-27

Prorok Jeremiasz i Piotr Apostoł nie mają łatwo z Panem Bogiem, choć obaj zdecydowali się pójść za Nim i Jemu służyć. Bohater pierwszego czytania od długiego już czasu głosi potęgę Boga i wzywa swój naród do nawrócenia. Jest zmęczony ciągłym napominaniem grzeszników. Jego proroctwa denerwują ludzi, więc kolejny raz wszystkich ma przeciwko sobie. Piotr, choć dopiero od niedawna jest wyznawcą Chrystusa i jeszcze nie rozpoczął swojej apostolskiej misji, poucza samego Mistrza, gdy Ten mówi, że zostanie wydany na śmierć: „Panie, nigdy to nie przyjdzie na Ciebie…”.

Obaj patrzą bardzo po ludzku. Jeremiasz i Piotr wpadli w pułapkę. Ileż to razy ulegamy opinii innych ludzi? I nie chodzi tu jedynie o ich wpływ na nasze codzienne życie, ale o naszą wiarę. Ile razy trudno nam było się przyznać do chrześcijaństwa? Czy nie zdarza nam się ulegać ludzkiej kalkulacji? Nawet w sprawach Bożych? Czy to nie zabija gdzieś w nas wielkoduszności?

Świętemu Pawłowi ów problem też nie był obcy. Ten, który walczył z chrześcijanami, od chwili nawrócenia potrzebował około dziesięciu lat, by podjąć trud głoszenia Jezusa Chrystusa. Paweł wie, co trzeba w sobie zmienić: „Proszę was, bracia, (…) abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej. Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża”.

Słowa Pawła to zaproszenie do wolności. Do ciągłej pracy i przyglądania się sobie, czy rzeczywiście to, co robimy, służy Bogu, czy może zaspokajaniu naszych ambicji i zachcianek. I ostrzeżenie przed szatanem, który potrafi wykorzystać naszą głupotę.

Korzystajmy z codziennego rachunku sumienia. Szczerze pytajmy siebie i samego Jezusa, czy nasze życie jest ofiarne i wypełnione miłością, czy jest w nas wolność. Czy może już nas obezwładniają nasze plany i ambicje? A gdy odnajdziemy odpowiedź, jakakolwiek by była, idźmy za Jezusem, dokądkolwiek On pójdzie.

 

Właśnie Piotr

Michał Paluch OP

Jr 20, 7-9 • Ps 63 • Rz 12, 1-2 • Mt 16, 21-27

„Zejdź mi z oczu, szatanie!”. Tak Jezus zwraca się do Piotra w Ewangelii św. Mateusza (16, 23). Podobnie mocno – „wy macie diabła za ojca” – zareaguje tylko w czasie dyskusji z uczonymi w Piśmie i faryzeuszami zrelacjonowanej w Ewangelii św. Jana (8, 44). Słowa skierowane do Piotra są jednak dużo bardziej nieoczekiwane i zaskakujące – w scenie bezpośrednio je poprzedzającej Mistrz mówi do pierwszego z apostołów co innego: „Ty jesteś Opoka i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a cokolwiek rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie” (16, 18–19).

Kontekst wskazuje na motywy obu wypowiedzi Jezusa. Piotr zostaje nazwany Opoką, gdy dostrzega w Jezusie Mesjasza i Syna Boga żywego (16,16). Zostaje zaś nazwany szatanem, bo myśli o mesjańskiej godności Jezusa w kategoriach politycznych i „ludzkich” (16, 23) – Boży plan wprowadzania królestwa niebieskiego w ten świat jest paschalny: tylko umierając dla siebie, można dotrzeć do pełni nowego życia.

Warto jednak zauważyć, jak blisko siebie znalazły się obie wypowiedzi Jezusa na temat Piotra. Ewangelista nie oddzielił ich żadną dodatkową sceną. Najwyraźniej bardzo mu zależało na tym, byśmy je ze sobą powiązali. Czy nie chciał nam przez to powiedzieć, że Piotr wprawdzie wyznał, iż Jezus jest Mesjaszem i Synem Bożym, ale z pewnością nie bardzo rozumiał, co mówi? Czyż nie zależało mu, byśmy zrozumieli, że Jezus wybrał Piotra świadomy jego ograniczeń i słabości, bynajmniej nie dlatego, iż pierwszy z Apostołów od początku świetnie sobie radził i przerastał innych duchową przenikliwością?

Rodzi się w związku z tym naturalne pytanie: dlaczego Jezus wybrał właśnie Piotra? Nie był to przecież umiłowany uczeń (Jan), nie był to też najstarszy z apostołów (Jakub). Można – odwołując się do Ewangelii – pokusić się o hipotezę, że stało się tak, ponieważ Piotr poznał swój grzech (Mt 26,69–75 i par.) i umiał go oddać Chrystusowi (J 21, 15–19). Innymi słowy, Piotr był apostołem, który budował nie tyle na własnej sile i doskonałości, ile na Bożej mocy i miłosierdziu. Czy to nie dlatego właśnie Piotr nadawał się, by wziąć odpowiedzialność za innych i stanąć na czele?

 

Krzyż

Józef Puciłowski OP

Jr 20, 7-9 • Ps 63 • Rz 12, 1-2 • Mt 16, 21-27

Księgi Pisma są ciężkie nie tylko od dziejów człowieka – pełnego znoju pracy, potu i krwi – ale także od gąszczu rozterek człowieka: tamtego sprzed tysięcy lat i tego, który do końca świata będzie pytał, po co Bóg, kim On jest, jak za Nim iść. Wtedy, kiedy – jak mówi Jeremiasz – za pójście za Nim grozi zniewaga i pośmiewisko. Wówczas, gdy z trudem przychodzi człowiekowi – uczy tego św. Paweł – otworzyć umysł.

Sprawy gmatwały się też w sercach uczniów, gdy Pan Jezus wyjaśniał kluczowe wydarzenia swej misji: „że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie”. Piotr nie tylko nic z tego wszystkiego nie rozumiał, ale jeszcze pouczał Jezusa: „Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie”.

Piotrowe pouczenia to prototyp zideologizowanego chrześcijaństwa, w którego obrębie Jezus jest gwarantem wyzwolenia społecznego, ziemskiego powodzenia.

Przez ten gąszcz przebija się światło Krzyża, które porządkuje wszystko: „Jeśli kto chce pójść za Mną (…), niech weźmie krzyż swój”.

Krzyż – nie jego atrapę.

Krzyż – nie ozdobę piersi, szyi, niekiedy uszu i nosa.

Krzyż – nie znamię stopnia i godności.

Wszak to „maleńka złota szubienica”, jak pisał kiedyś Leszek Kołakowski. Na nim „zawisło Zbawienie świata”!

Swój krzyż: wierności powołaniu w życiu rodzinnym, w służbie społecznej i w życiu zakonnym czy kapłańskim.

Swój krzyż: cierpienia, wyrzeczenia, znoszenia innych, całe życie.

Jezus umarł z miłości do każdego człowieka. Bóg nie mści się na człowieku za bogobójstwo. Bóg Ojciec odwołuje się do dobrowolnej śmierci Syna.

Nie szukajmy więc winnych. Nie mówmy, że nasz grzech zaprowadził Go na krzyż.

Jezus umarł, bo tego chciał.

Krzyż jest dowodem miłości. Miłość zakryła zbrodnię.

Przypominają się słowa Jana Pawła II sprzed laty: „Czy można odrzucić Chrystusa i wszystko to, co On wniósł w dzieje człowieka? Oczywiście, że można. Człowiek jest wolny. Człowiek może powiedzieć Bogu: nie. Człowiek może powiedzieć Chrystusowi: nie. Ale – pytanie zasadnicze, czy wolno? I w imię czego »wolno«”?