Unikanie obłudy nie dotyczy sposobu zachowania. To kwestia szczerości.

Jeśli zdarzało się wam zachęcać ludzi niepraktykujących, by przyszli do kościoła, musieliście spotkać się z opinią: Nie chodzę do kościoła, bo pełno w nim hipokryzji.

Hipokryzja jest jednym z głównych powodów, dla których ludzie od Kościoła odchodzą i najczęstszym argumentem, jeśli odmawiają zaangażowania.

Co stoi za stereotypem, że chrześcijanie to hipokryci?

Ludzie są ułomni

Trudno to przyznać, ale często jesteśmy postrzegani jako hipokryci, gdyż w pewien sposób nimi jesteśmy.

Być może z powodu tego, co mówimy. Twierdzimy, że kłamstwo jest złe, ale wciąż zdarza się nam kłamać. Twierdzimy, że plotkowanie to grzech, ale wciąż zdarza się nam mówić o kimś za jego plecami. Mówimy, że Bóg kocha wszystkich, ale nie zawsze kierujemy się miłością. Prosimy o przebaczenie, ale często nie potrafimy przebaczyć. Mówimy o łasce, lecz często sądzimy innych. Ostatecznie Kościół składa się z ludzi, a ludzi są ułomni.

W rzeczywistości jednak obłuda nie jest kwestią naszych słów lub czynów. Obłuda dotyka nas wtedy, gdy ukrywamy naszą winę i zachowujemy się tak, jakby nie było żadnego problemu.

Łatwo wpaść w tę pułapkę. Czasami zaczynamy zachowywać się tak przed Bogiem. W drodze do kościoła potrafimy kłócić się i krzyczeć, być w kompletnym chaosie, po czym przekraczając próg świątyni nagle przyjmujemy pozę niewinnych aniołków.

I uważamy siebie za dobrych ludzi, czując, że zagłuszamy prawdę o sobie.

To właśnie czyni z nas hipokrytów. Hipokryta w antycznej Grecji oznaczał aktora, który na scenie występował w masce. Do hipokryzji dochodzi wtedy, gdy to co na zewnątrz nie zgadza się z tym, co jest w naszym wnętrzu. Czasami, zamiast pozwolić, by Jezus nas przemieniał, próbujemy narzucić sobie jakieś formy, które widzimy wokół siebie. Postępujemy w taki sposób, w jaki wydaje się, że powinno się postępować. Mówimy tak, jak w naszym mniemaniu powinno się mówić. Stajemy się aktorami, zaczynamy udawać, że tacy właśnie jesteśmy. Nasze życie staje się grą, a nasz Kościół staje się sceną.

Hipokryzja to maska pod którą ukrywamy prawdę o sobie.

Są trzy rzeczy, które mogą nam pomóc tę maskę zrzucić.

Być szczerym wobec siebie

Nikt z nas nie jest doskonały czy nawet bliski doskonałości. To normalne. Kościół to nie miejsce na porównywanie się doskonałych między sobą. Kościół to miejsce dla ludzi poranionych, połamanych, takich którzy się zmagają. Jeśli mówię szczerze o tym, jaki naprawdę jestem i pracuję nad tym, czy ktokolwiek może nazwać mnie hipokrytą?

Być prawdziwym

Nie jesteśmy lepsi od innych, ani bardziej święci, nie mamy też więcej racji niż inni. Życie to nie konkurencja. Jedyną osobą, z którą mamy się porównywać, jest Jezus. W porównaniu z Nim możemy jasno zobaczyć jacy jesteśmy: słabi, grzeszni, nie wystarczająco dobrzy.

Ale jeśli Jezus nas umiłował i umarł za nas, jesteśmy dziećmi Boga, przyjętymi do Jego rodziny, akceptowanymi, uznanymi, kochanymi. Nie z powodu tego, co my zrobiliśmy, ale z powodu tego, co zrobił On.

Nie musimy być „wystarczająco dobrzy”, gdyż Chrystus przyjmuje nas takimi, jakimi jesteśmy.

Miłość

Miłość jest niezdolna do obłudy. Im bardziej kochamy innych, tym bardziej inni będą otwarci na to, co mamy im powiedzieć. Kiedy kochamy, możemy się mylić i nie być nazwani hipokrytami. Kiedy kochamy możemy podejmować wyzwania nie bojąc się osądów. Możemy głosić Dobrą Nowinę, a nie tylko wciskać ludziom jakieś zasady.

Miłość jest źródłem łaski. Ludzie muszą odczuć, że ich kochamy. Miłość zmienia wszystko. Największym ludzkim pragnieniem jest kochać i być kochanym. Jezusa nikt nigdy nie nazwał hipokrytą, bo On kochał ludzi, cenił ich, oddał im siebie.

Bycie chrześcijaninem nie oznacza stanu doskonałości. Oznacza skupienie się na Jezusie, bycie dla Jezusa, zaangażowanie w relację z Jezusem. Jedynym na to sposobem jest spędzanie z Nim czasu. My Go naśladujemy, On jest dla nas kimś najważniejszym. To nie jest kwestia naklejki na samochodzie lub konta na facebooku. Chrześcijaństwo to radykalna, przemieniająca życie relacja z naszym Bogiem i Królem.

Bycie chrześcijaninem nie dotyczy w pierwszym rzędzie tego, co mówimy lub robimy, ale tego kim jesteśmy. To nie jest zewnętrzna otoczka, ale wewnętrzna rzeczywistość. Ona nie może być zakłamana, ponieważ nie opiera się na zasadach, ale jest zakorzeniona w relacji.

To jest lekarstwo na hipokryzję: przestać tak usilnie skupiać się na byciu „dobrym chrześcijaninem”, a zamiast tego być z Jezusem. Im więcej czasu z Nim spędzimy, tym bardziej będziemy uformowani na Jego obraz, napełnieni Jego miłością do ludzi i ogarnięci Jego łaską.

Rzeczywiście, prawdziwe życie, mające cel i znaczenie, opiera się na byciu z Jezusem. Naszym zasadniczym zajęciem powinno być spędzanie z Nim czasu. Wtedy wszystko inne naturalnie wypływa z tego, kim jesteśmy.

Autor: Tyler Edwards, Relevant Magazine

tłumaczenie: Marek Rojszyk OP