Ze swej woli zrodził nas Ojciec przez słowo prawdy, abyśmy byli jakby pierwocinami Jego stworzeń.

Wideo na niedzielę:

 Ojciec Paweł Krupa i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Co z tego, że ubierzesz się pięknie do kościoła, jeżeli twoje serce jest pełne niesprawiedliwości, zazdrości, nienawiści? Czy to znaczy, że mamy do kościoła przychodzić ubrani byle jak albo zupełnie nieprzygotowani? Chodzi o to, żebyśmy w przestrzeganiu prawa nie zapomnieli o duchu, który w tym prawie jest. Chrystus przyszedł po to, by światu przypomnieć, że wszelkie Boże Prawo jest prawem Ducha, a nie litery, że ono ma nam pomóc budować nasze serce, a nie tylko zachowywać zwyczaje.
Jeśli nie zmienimy naszych serc, to nasze doskonałe zachowanie i perfekcyjna etykieta nic nie pomogą. Będziemy tylko pobielanymi grobami.

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Przyjmijcie w duchu łagodności zaszczepione w was słowo, które ma moc zbawić dusze wasze
 Przyjmijcie w duchu łagodności zaszczepione w was słowo,
które ma moc zbawić dusze wasze

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Nie bój się

 Krzysztof Kocjan OP

 Pwt 4, 1-2. 6-8 • Ps 15 • Jk 1, 17-27 • Mk 7, 1-23

W dzisiejszej Ewangelii czytamy o faryzeuszach, którzy mają pretensje do uczniów Jezusa o to, że nie obmywają rąk przed jedzeniem. Nie chodzi tu jednak o higienę, ale o rytualną nieczystość. Według faryzeuszy muszę się obmyć, bo możliwe, że zetknąłem się z czymś, co zepsuło moją relację z Bogiem. W kontekście tego sporu Jezus mówi z całą jasnością: to nie zewnętrzne warunki czynią nas nieczystymi. Nasza relacja z Bogiem zależy od naszego serca, od naszych wyborów. Jest to przestrzeń naszej wolności, a nie fatum czy determinacji.

Wbrew pozorom myślenie w kategoriach przypominających logikę rytualnej czystości jest wciąż w nas bardzo obecne. I nie chodzi tu bynajmniej o zachowania kompulsywne, takie jak przymusowe mycie rąk. Chodzi o pokusę, by zdjąć z siebie odpowiedzialność za swoje postępowanie, za swoją relację z innymi ludźmi i z Bogiem. Chodzi o tłumaczenie innym, a przede wszystkim samemu sobie, że to nie jest moja wina, bo po prostu „takie czasy”, bo inni ludzie (na przykład „wszyscy tak robią”), bo warunki, w których przyszło mi żyć i działać, bo taka historyczna czy biologiczna konieczność. I na to wszystko Pan Jezus mówi nam dzisiaj, że to nieprawda. To nie świat nas brudzi; nasz brud jest wyborem naszego serca.

Jezus nie mówi tego, aby nas potępić. To diagnoza, która jest początkiem uzdrowienia. Tak, moje zło wypływa z mojej woli, ale jest ona słaba i chora. Przecież często wybieram zło dlatego, że nie mam siły, aby wybrać dobro, którego pragnę. Paradoksalnie Jezus wzywa nas, abyśmy uznali naszą odpowiedzialność i równocześnie przyznali się do naszej bezsilności. Ponieważ On jest Zbawcą, nie muszę wpadać w rozpacz. On mówi dziś do mnie: Nie bój się wziąć odpowiedzialności za swoje życie, bo Ja będę z tobą w twojej słabości i dzięki Mnie będziesz wybierał dobro, a unikał zła.

 

Wszystko zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym
Wszystko zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym

Kryształowa świętość

Krzysztof Pałys OP

Pwt 4, 1-2. 6-8 • Ps 15 • Jk 1, 17-27 • Mk 7, 1-23

Gdy podróżuję autostopem, bardzo często zdarza mi się spotykać ludzi z obrzeży Kościoła lub antyklerykałów. Co ciekawe, zarówno osoby niechętnie nastawione do instytucji Kościoła, jak i te, które uczciwie poszukują Boga, widząc zakonnika w białym habicie, niemal zawsze stawiają mi zarzuty, „że katolik to…” – i tu pojawia się lista wymagań moralnych, które należy spełnić, by móc uważać się za chrześcijanina: lawina związana z seksualnością, antykoncepcją, ostatnio in vitro, homoseksualizmem, a nawet z jedynie słuszną muzyką czy katolicką prasą.

Nie chodzi o to, że nie są to ważne zagadnienia, ale chrześcijaństwo nie jest systemem zasad etycznych, lecz w pierwszej kolejności spotkaniem z Chrystusem. Reszta jest rzeczą wtórną. Nasza religia jest relacją i to z tej relacji w logiczny sposób wynika moralność. Nie na odwrót. Jeśli się o tym zapomni, pozostanie jedynie faryzejski system uregulowań prawnych polegający na czystych rękach i zapominający o istocie – miłości do Boga i człowieka. A takie „moralne zasady” Jezus mocno piętnował.

Prawo i przykazania są dane od Boga nie po to, by nas ograniczać, lecz przeciwnie, aby prowadzić do szczęścia. I źle się dzieje, jeśli stają się celem samym w sobie. Niestety, nawet w Kościele można spotkać takich uczonych w Piśmie, którzy trzymając się „tradycji starszych”, potrafią zmasakrować drugiego człowieka w imię wierności prawu lub moralnym regułom. Wszystko na dodatek okraszone jest wyniosłymi słowami o trosce, miłości, stawianiu wymagań. „Zobaczysz, oni mi jeszcze kiedyś podziękują” – dodają z pewnością w głosie. „Jeżeli się w ogóle podniosą” – chciałoby się wówczas dodać.

Kiedy brat Albert Chmielowski poszedł do włóczęgów, którymi się opiekował, aby z nimi zamieszkać, ich herszt otworzył drzwi i zapytał: „A flaszkę masz?”. Albert miał.

Ludzie, którzy są blisko Chrystusa, przestrzegają prawa, ale się go nie boją. Chrześcijanin nie pyta nerwowo: „co o mnie pomyślą inni”, lecz pyta, co pomyśli Pan Bóg. I to pytanie bynajmniej nie wypływa z neurotycznego lęku, lecz z zaufania, że zbliżając się do Niego, zbliżamy się do źródła miłości.

Doskonałość moralna jest punktem dojścia, a nie wyjścia. Jeśli zapomnimy o tym, z chrześcijaństwa, które jest relacją z Chrystusem, uczynimy system moralnych norm, wspólnotę kryształowych ludzi, którzy po chwilach lewitacji upadają z trzaskiem na ziemię, rozsypując się w drobny mak, przy okazji boleśnie raniąc ludzi obok. Odłamkami swojej kryształowej świętości.

 

Izraelu, słuchaj praw i nakazów, których uczę was wypełniać, abyście żyli
Izraelu, słuchaj praw i nakazów, których uczę was wypełniać, abyście żyli

Dziękujemy, że nas wybrałeś

Krzysztof Popławski OP

Pwt 4, 1-2. 6-8 • Ps 15 • Jk 1, 17-27 • Mk 7, 1-23

Mało o tym myślimy i zbyt mało doświadczamy w codziennym życiu, że jesteśmy wybrani. Wiara w dar wybrania i bycia kochanym jest źródłem miłości, wierności i wytrwałości.

Faryzeusze w jednym na pewno mieli rację. Apostołowie byli nieokrzesani i nieobyci w świecie i żydowskim Prawie. Można wnioskować, że nie byli specjalnie pobożnymi Żydami. Dla elit faryzeuszów i uczonych w Piśmie Jezus był (do pewnego czasu) partnerem w dyskusji, natomiast garstka rybaków i celników nie prezentowała się wiarygodnie.

Możemy zapytać, co Pan Jezus widział w apostołach lub bardziej ogólnie i bardziej osobiście: co też Pan Jezus widzi w człowieku, co widzi w nas, że staje się Bogiem bliskim (Pwt 4, 7), tak bliskim, że aż można go zlekceważyć? Co Pan Bóg widzi w człowieku, że patrzy na niego z miłością i nie może oderwać oczu od swojego dzieła?

Bóg, patrząc na nas, widzi kogoś stworzonego na Jego obraz i podobieństwo, ale także kogoś, kto sobie nie do końca radzi z tym darem. Serce jest naznaczone grzechem i wiele w nim potencjalnego zła, jak to jest wyliczone w Ewangelii Marka (Mk 7, 21). W człowieku, w jego sercu przede wszystkim jest „zaszczepione słowo, które mam moc zbawić dusze nasze” (Jk 1, 21b).

To słowo ma moc uczynić nas czystymi, jeśli tylko będziemy je wprowadzali w nasze życie (por. J 15, 3; Jk 1, 22). Człowieka, który mimo słabości próbuje kochać i być wierny Bogu, takiego człowieka – jak zapewnia Jezus – „Ojciec umiłuje i przyjdziemy do niego i będziemy u niego przebywać” (J 14, 6).

Jeżeli Bóg nie może oderwać ode mnie oczu z miłości, to również ja powinienem wpatrywać się w Niego. Wpatrywanie się w Boga i podążanie za Nim jest trudne, bo wydaje się, że niewiele widać, a właściwie od razu ujawnia się własna słabość, grzeszność. Czasem wstyd i bezradność powodują, że brak nam wytrwałości we wpatrywaniu się w Boże oblicze.

Święta Teresa z Lisieux, posługując się językiem miłości, który może zaskakiwać, tłumaczy nowicjuszce, zaniepokojonej swoją słabością, że miłość zaślepia Boga i czyni Go słabym. Bóg nie potrafi oprzeć się swojej słabości do człowieka, którego wybrał i ukochał.

Całym sercem i życiem włączmy się do modlitwy kapłana podczas Mszy świętej: „Dziękujemy Ci, że nas wybrałeś, abyśmy stali przed Tobą i Tobie służyli”.