Jak nawrócił heretyka, uzdrowił studenta z rozpusty i spotkał diabła

8 sierpnia Kościół czci św. Dominika Guzmán, założyciela Zakonu Kaznodziejskiego, jednej z największych postaci w dziejach chrześcijaństwa. Przypominamy związane z nim legendy.

Jedyny przekaz z czasów jego młodości

Kiedy Dominik studiował w Palencji, wielki głód nastał w całej prawie Hiszpanii. Poruszony nędzą ubogich i gorąco z nimi współcierpiąc, postanowił jednym i tym samym czynem pójść za radami Pana i pomóc wedle możności umierającym biedakom. Sprzedał więc książki, które mu wówczas były niezbędne do studiów, oraz cały swój dobytek i rozdzielił wszystko pomiędzy ubogich.

Swoim pobożnym przykładem tak przyciągał innych teologów i mistrzów, że z hojności młodzieńca zrozumieli, jak skąpo sami dotychczas siali; toteż odtąd dużo więcej przeznaczali na jałmużnę.

Jak przez radosną cierpliwość nawrócony został heretyk

Miała się odbyć wielka dysputa z heretykami, na której biskup zamierzał wystąpić w otoczeniu wspaniałego orszaku. „Nie tak, ojcze – powiada błogosławiony Dominik – nie tak należy wychodzić naprzeciw takim. Heretyków należy zwyciężać raczej pokorą i przykładem innych cnót, niż zewnętrznym wyglądem albo walką na słowa. Walczmy więc pobożnymi modlitwami i pokorą, dlatego boso wyjdziemy przeciw Goliatowi”.

Zawierzył biskup mężowi Bożemu i odprawiwszy orszak szli dalej boso.. Wiele zaś mil było do tamtego miejsca. W czasie drogi zgubili się nieco, zapytali więc kogoś o drogę, nie przypuszczając, że to był heretyk. „Bardzo dobrze – powiada – nie tylko pokażę wam drogę, lecz chętnie was tam zaprowadzę”.

Zaprowadził ich więc do jakiegoś lasu i złośliwie kołował przez takie manowce, przez ciernie i głogi, że poranili sobie i pokrwawili nogi i stopy. Mąż zaś Boży z całą cierpliwością znosił to wszystko i oddając to na chwałę Bożą, nawoływał, żeby chwalić Boga i być cierpliwym. „Najdrożsi – mówił – ufajcie w Panu, bo czeka nas zwycięstwo, przecież ta krew zmywa grzechy nasze”.

Wówczas heretyk, widząc ich przedziwną i radosną cierpliwość oraz skruszony dobrymi słowami męża Bożego, odkrył truciznę podstępu i wyrzekł się herezji. Kiedy zaś przyszli na tamto miejsce, wszystko potoczyło się pomyślnie.

O uzdrowieniu studenta z rozpusty

W Bolonii pewien student dość rozpustny przyszedł w jakieś święto, żeby wysłuchać mszy i kazania. Odprawiał błogosławiony Dominik. Kiedy na ofiarowanie przystąpił wraz z innymi, żeby pocałować jego rękę, nagle poczuł cudowny zapach, jakiego nigdy zaznał. Przedziwna rzecz! Zapach sprawił, że cielesna lubieżność została w nim związana i od tej pory, jak sam o tym świadczył mógł bez trudu zachować powściągliwość; mimo że przedtem wydawało mu się to niemożliwe.

Zysk diabła łatwo obraca się przeciw niemu

Spotkał raz święty diabła, jak w swoich żelaznych łapach trzymał karteczkę i przy świetle lampy ją czytał. Zapytał go Dominik, cóż takiego czyta. Ten mu odpowiedział: „Grzechy twoich braci”. Rozkazał mu święty w imię Chrystusa oddać karteczkę, co się też stało. Znalazł tam wiele rzeczy, w których później poprawił braci.

Nie zazna smaku duchowego, kto nie wzgardził smakiem cielesnym

Brat jeden, wybitny lekarz i filozof, nie chciał używać zakonnych pokarmów; mianowicie jarzyn, kapusty, rozwodnionego wina (jako że źle służą one ludzkiemu organizmowi), lecz gotował sobie i przysmażał smakowite posiłki i specjały. Pewnego razu zobaczył, że Błogosławiona Dziewica weszła do refektarza w towarzystwie dwóch panienek i podawała każdemu z braci coś co sama przyrządziła. Idące za nią panienki nalewały ze złotego dzbana wina wybornego i podawały go obficie każdemu z braci. Kiedy zaś Pani podeszła do owego lekarza nowicjusza – nic mu nie dała, lecz powiada: „Lekarzu, ulecz samego siebie!« Nie zazna mojego pokarmu, kto prywatnie zabiega o inne smakołyki”. I zaraz zniknęła.

Nowicjusz, zalany łzami, opowiedział to swojemu mistrzowi. Mistrz mu odpowiedział: „Na pewno była to Błogosławiona Dziewica, bo nikt inny Jej nie widział”. Nowicjusz natychmiast postanowił się zmienić. Nazajutrz znowu zobaczył Błogosławioną Dziewicę, która czyniła to samo co dnia poprzedniego. Kiedy podeszła do nowicjusza, jakby się zawahała, czy coś mu podać. Na to nowicjusz: „O Pani moja, zmiłuj się nade mną, bo ja już nigdy nie będę oddzielnie sobie gotował”. Wówczas podała mu nieco wina oraz pokarmu. Kiedy to skosztował, wszelkie mięsa i ryby, i wszystkie wina świata wydały mu się bez smaku.

Czy tak się wam spieszy porzucić ubóstwo?

Święty ojciec Dominik podczas wszystkich swoich wizytacji bardzo troszczył się o to, żeby bracia mieli małe i skromne domy. Kiedy budowano klasztor w Bolonii, zarządził, aby cele były niewielkie i ciasne. Pod jego nieobecność wzniesiono wysoko ściany. Kiedy pobożny ojciec wrócił do Bolonii i zobaczył budowę, zaczął płakać i powiedział: „Czy tak wam się śpieszy porzucić ubóstwo i budować pałace?” I rozkazał zaniechać tej budowy.

Fragmenty pochodzą z książki „Legendy dominikańskie”, wydanej przez Wydawnictwo „W drodze”.