Nie daj, Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z Krzyża Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata.

Wideo na niedzielę:

 Ojciec Paweł Gużyński i Boska.tv przedstawiają «Boskie Słowa»

Szczególnie mówię do tych, którzy w swoim średnim rozwoju katolickim zatrzymali się na takim oto etapie: trzeba być jednoznacznym, przejrzystym, żadnych kompromisów. Chcę napiętnować ten idiotyzm postawy, to jest nonsens. W jednym i tym samym człowieku zawsze tkwią ogromne perspektywy, dalekosiężne intuicje i ciężki prymityw, ciężka ślepota. Tak jak w Piotrze – w każdym z nas, we mnie najpierw! Dla człowieka jest rzeczą niemożliwą być całkowicie jednoznacznym.

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Oto Pan Bóg mnie wspomaga! Któż mnie potępi?
 Oto Pan Bóg mnie wspomaga! Któż mnie potępi?

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Aktywna odpowiedź

 Wojciech Jędrzejewski OP

 Iz 50, 5-9a • Ps 116a • Jk 2, 14-18 • Mk 8, 27-35

Sługa Jahwe opisany przez proroka Izajasza jest ponad wszelkie granice otwarty na głos swojego Boga. Pozwala też, by to, co słyszy, poniosło go o wiele dalej, niż mógłby przypuszczać. To postawa odwrotna do tej, którą przyjmuje cały naród, opisany parę wersetów wcześniej w następujący sposób: „Gdy przybyłem, nie było nikogo, a gdy wołałem, nikt nie odpowiadał” (Iz 50, 2). Nieobecność wobec Głosu, unik w stosunku do Słowa.

Pewien człowiek tak opisał swoją postawę wobec przyjaciela, który walczył o zmianę w jego życiu: „Nie chciałem go słuchać, bo wiedziałem, że gdy dotrze do mnie to, co mówi – nie będę się mógł dłużej opierać”.

To niesamowicie ważna zasada, która z ukrycia może sterować sposobem naszego postępowania: gdy nie chcę czegoś zrobić, zamykam uszy, by o niczym nie słyszeć.

Nigdy jednak nie zrodzi się w nas gotowość na zmianę, jeśli nie pozwolimy Słowu, by nas przekonało. Wejście w dialog ze Słowem potrafi też – nieraz w jednej chwili – przenieść nas na nowy poziom, na którym decyzja zyskuje mocny punkt odbicia. Doświadczył tego Piotr, który – przy całym swym wewnętrznym poplątaniu – w rozmowie z Jezusem zrozumiał Jego mesjańską tajemnicę. Usłyszał – i dlatego mógł odpowiedzieć (choć dużo później) swoim życiem i działaniem. Wiara rodzi się ze słuchania, lecz martwa jest sama w sobie, jeśli nie wyraża się w decyzjach i w aktywnej odpowiedzi.

 

Jeśli nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała, to na co się to przyda?
Jeśli nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała, to na co się to przyda?

Wiara dana, wiara zadana

Marek Pieńkowski OP

Iz 50, 5-9a • Ps 116a • Jk 2, 14-18 • Mk 8, 27-35

„»A wy za kogo Mnie uważacie?«. Odpowiedział Mu Piotr: »Ty jesteś Mesjaszem«”.

Mateusz zapamiętał ponadto dalsze słowa Jezusa: „Błogosławiony jesteś, Szymonie… Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie”. Wyznanie Piotra nie opiera się zatem na żadnych racjonalnych argumentach. Jest ono owocem Bożego daru. Jezus kontynuuje: „Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój… I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie” (Mt 16, 17-19).

Piotr mógł poczuć się tak, jakby już znalazł się w niebie. Ale jaka naprawdę była w tym czasie jego wiara? Szczera, rzetelna, prostolinijna, ale jednak jeszcze bardzo niedojrzała.

Na pewno nie dość dojrzała, aby pojąć tajemnicę Krzyża, a zwłaszcza potrzebę drogi poprzez Krzyż. Jezus musiał go upomnieć: „Nie myślisz po Bożemu, ale po ludzku”. Po czym tłumaczył uczniom: „Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce ocalić swoje życie, straci je; a kto straci swoje życie z powodu Mnie i Ewangelii, ten je zachowa”.

Piotr był również przekonany, że jego wiara jest mocniejsza niż wiara innych uczniów, że przetrwa każdą próbę. W czasie Ostatniej Wieczerzy mówił do Jezusa: „Choćby wszyscy zwątpili, ja nie zwątpię!”. I znowu Jezus musiał przywołać go do rzeczywistości: „Zapewniam cię: Jeszcze dzisiaj, tej nocy (…) ty trzy razy się Mnie wyprzesz” (Mk 14). I tak właśnie się stało! Musiało minąć wiele lat, zanim wiara Piotra naprawdę dojrzała do świadectwa męczeńskiej śmierci.

W dzisiejszych czytaniach ukazane są dwie drogi dojrzewania naszej wiary. Najpierw droga doskonalenia przez czyny miłości. O niej mówi święty Jakub: „Wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie… Pokaż mi wiarę swoją bez uczynków, to ja ci pokażę wiarę ze swoich uczynków”. Wiara i czyny (niekiedy wymagające prawdziwego samozaparcia) tworzą nierozerwalny związek. Jesteśmy przecież stworzeni na obraz Boga, który jest miłością i który działa.

Ale jest i druga droga: doskonalenia przez cierpienie. Mówi o tym dzisiaj prorok Izajasz. Sam Jezus najpełniej pokazał nam tę drogę, przeszedł nią do końca. Droga bardzo trudna, ale czasem konieczna.

Musimy wędrować po obu tych drogach. Tylko jeden Pan wie, w jakim stopniu potrzeba nam każdej z nich. Naszym zadaniem jest, aby wiernie iść nimi za Jezusem.

 

Kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, ten je zachowa
Kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, ten je zachowa

Opowiedzieć Bogu o Bogu

Tomasz Gałuszka OP

Iz 50, 5-9a • Ps 116a • Jk 2, 14-18 • Mk 8, 27-35

Jeżeli ktoś zadaje nam pytanie, to zazwyczaj chce osiągnąć określony cel: uzupełnić swą wiedzę albo sprawdzić stan naszej. Czy jednak pytania Chrystusa: „Za kogo uważają Mnie ludzie?” i „A wy za kogo Mnie uważacie?”, do takich należą? Czyżby rzeczywiście stworzenie miało uzupełniać braki w wiedzy swego Stwórcy? A może mamy tutaj do czynienia z egzaminem, przez który mieli przejść Jego uczniowie: On zasiadł za komisyjnym stołem i począł rozliczać z wyników konsekwentnego pięcia się po stopniach poznawania Boga oraz, dodatkowo, z materiału nadobowiązkowego, czyli z tego, co myślą o Nim inni ludzie?

Jednak w tych pytaniach nie chodzi o historię Jezusa z Nazaretu: relację o gwieździe betlejemskiej i trzech mędrcach, poszukiwania świątynne i Jego wyprawy na pustynię, liczbę uzdrowień i dokładne umiejscowienie w czasie kolejnych etapów ewangelizacji. Jezus chce czegoś innego: chce usłyszeć z naszych ust historię, którą zupełnie bezinteresownie, ponad zgrabnie zbudowaną wypowiedzią zawierającą wstęp, rozwinięcie, odpowiednią liczbę pobożnych sformułowań i budującą konkluzję, opowiadamy tylko Jemu i tylko dla Niego. Chce, by człowiek zmierzył się z ogromem wiedzy o Bogu i zobaczył, jak małe i niestosowne jest każde słowo, w którym pragniemy Go zamknąć. Poznanie słabości własnej opowieści o Nim i doświadczenie pustki naszych słów, otwiera na opowieść pochodzącą nie od nas, ale od Tego, który jako jedyny może wyrazić Boga samego. Bez Ducha bowiem pozostaniemy niemi, nawet wśród morza słów.

Odwaga takiej opowieści to również odwaga zmierzenia się z poznaniem samego siebie. Otrzymując poznanie od Boga, człowiek zaczyna patrzeć w taki sposób, jak patrzy na niego On. Człowiek uczy się nie tylko opowiadać, ale i patrzeć na siebie oczyma Boga. Nasze bowiem spojrzenie nie tylko ocenia, poniża, ale również może potępić. Natomiast spojrzenie Boga zawsze ocala. Dar oczu Boga, dar postrzegania świata tak jak On na niego patrzy, jest zawsze darem ocalania — również człowieka przed nim samym.

„A wy za kogo Mnie uważacie?” – pyta Chrystus i nie pozostaje nam nic innego, jak zmierzyć się z opowiedzeniem Bogu o Bogu.