„W drodze” wydało „Kazania” jednego z najwybitniejszych mistyków średniowiecza.

A było tak: Na początku mojego życia zakonnego, widząc tę „cegłę” – strasznie gruba księga, raczej zgrzebnie wydana, do tego zupełnie nieatrakcyjny tytuł – powiedziałem, że na czterech egzemplarzach można by ustawić auto i zdejmować koła. To był pierwszy raz.

Drugi, kiedy usłyszałem, że powinienem czytać klasyków życia duchowego, najlepiej mistyków, najlepiej dominikańskich. Zacząłem od najbardziej znanego, Mistrza Eckharta, ale wydał mi się abstrakcyjny, niezrozumiały i nudny. Sięgnąłem więc po pisma Henryka Suzo, jedynego błogosławionego z trójki nadreńczyków. Ten z kolei zabił mnie pobożną ckliwością i cierpiętnictwem. I na Taulera nie starczyło mi już sił, zwątpiłem w niego awansem. Na szczęście wrócił do mnie po latach i pozwolił się odkryć.

Co mnie w kazaniach Taulera i w jego duchowości pociąga i fascynuje?

Najpierw konkretność i realizm, żywy język odwołujący się do codzienności, a to do rzemiosła (mówił, że gdyby nie był kaznodzieją, chętnie zostałby szewcem), a to znów do myśliwskich przygód, do kupiectwa, podróży, strojów, przyrody itp.

Kup „Kazania” Jana Taulera

Została mi też w pamięci informacja zachowana w jakichś przekazach, że miał ciepły, niski, spokojny głos (w przeciwieństwie do Eckharta, który podobno dosyć skrzeczał) – to pozwalało mi z przyjemnością „słuchać” jego kazań podczas lektury.

Dalej fascynuje mnie proponowany przez niego radykalizm życia duchowego, który jednak jest nacechowany jakimś zdrowym rozsądkiem i umiarem, przez co pociąga, a nie zniechęca, nie przeraża i nie brzmi jak jakaś duchowa ideologia.

Moi drodzy, czcigodni słuchacze, nie trwóżcie się. Są również i tacy ludzie, którzy piją wodę i jedzą dobre placki owsiane, a też osiągają swój cel. Jeśli nie chcecie wznieść się wyżej, nie potrzebujecie się jednak z tego powodu lękać. (Kazanie 37, s. 289)

Za takim podejściem stało jego własne doświadczenie, o którym wspomina: z powodu niezbyt mocnego zdrowia nie mógł w radykalizmie ascetycznym dorównać innym, co go uchroniło, jak pisze, od faryzeizmu (Kazanie 48).

Do komunii przystępuj często

Przekonuje mnie do Taulera jego sposób myślenia i nauczania o sakramentach, o Eucharystii i spowiedzi przede wszystkim. Wbrew powszechnej w jego czasach praktyce, zachęcał do częstej Komunii świętej, nawet codziennej, uważając to – obok modlitwy głębi – za najpewniejszy sposób zjednoczenia z Bogiem.

Należałoby koniecznie znaleźć jakiś sposób zjednania miłosierdzia Bożego. Najskuteczniejszym środkiem do tego będzie wyrzeczenie się siebie i porzucenie wszystkiego oraz złączenie się z Bogiem przez przyjęcie Najświętszego Ciała Pańskiego w pełni miłości… Oto, co powinniście czynić z wielką gorliwością, tak często, jak tylko możecie… (Kazanie 48, s. 375)

Przy czym uspokajał i pocieszał tych, którzy przyjmując Komunię nie doświadczali jakichś szczególnych poruszeń czy wrażeń, a czasami przeciwnie, doświadczali jałowości.

Nie trwóżcie się, drogie siostry, jeśli w przyjmowaniu Komunii świętej nie odczuwanie słodyczy. Kiedy człowiek robi, co może, a potem czuje się wewnętrznie opuszczony, doznaje większego cierpienia, aniżeli wówczas kiedy skierowawszy ku Bogu wszystkie władze, pozostaje bierny i ma pragnienie doświadczenia Go w odczuwalnej miłości, ale nie opuszcza go zimna i mroczna oschłość serca. Moje drogie, krzyż ten przewyższa wszystkie inne, jakie można znosić. To gorzkie opuszczenie bowiem bardziej człowieka zbliża do głębi żywej prawdy niż wszelkie wzruszenia. (Kazanie 58, s. 446)

Spowiedzi nie nadużywaj

O spowiedzi natomiast mówi na odwrót, żeby jej nie nadużywać, nie biegać do spowiednika z każdym niepokojem sumienia czy nawet lekkim grzechem, zwłaszcza, jeśli nie towarzyszyłby temu autentyczny żal za grzechy i chęć nawrócenia. W takiej sytuacji, co Tauler powtarza w kilku kazaniach, nie tylko on, ale nawet papież i wszyscy kardynałowie razem wzięci nie mogliby autentycznie odpuścić grzechów.

W spowiedzi najistotniejszy jest moment szczerego i pokornego spotkania grzesznika z miłosierdziem Boga, czyli akt wewnętrzny, a zewnętrzna spowiedź jest tego pieczęcią, dopełnieniem sakramentalnym. Inaczej spowiedź może być pozorna, rozumiana magicznie czy jedynie terapeutycznie na poziomie emocjonalnym, psychologicznym, bez rzeczywistego otwarcia na Boga. To chyba dziś bardzo aktualny temat.

Człowiek szuka spoczynku również w rzeczach, które mają wszelkie pozory dobra. Tak np., popełniwszy jakiś grzech, idzie pospiesznie do spowiedzi zewnętrznej, nie wyspowiadawszy się przedtem wewnętrznie przed Bogiem. W takiej zewnętrznej spowiedzi natura szuka uspokojenia, pragnie osiągnąć pokój oraz wyciszyć w sobie i zmusić do milczenia wewnętrzne oskarżenia i wyrzuty sumienia. Po odbyciu spowiedzi wyrzuty znikają i człowiek odzyskuje spokój. (Kazanie 54, s. 417)

Oczywiście cieszą mnie i takie jego praktyczne rady dotyczące spowiedzi, które mi jako spowiednikowi mogą przynieść „korzyść”. Na przykład: proszę was, żebyście przy spowiedzi nie używali wielu słów (Kazanie 17). I dłuższy, ulubiony mój fragment:

Drogie siostry! Radzę wam, napominam i proszę, byście nauczyły się Bogu wyjawiać wszystkie swoje winy, wewnętrznie i w czystości, przed Nim się oskarżać szczerze i z całą mocą, przed Jego obliczem, wewnętrznie, z wielkim i głębokim żalem rozważać swoje winy. Nie przedłużajcie zbytnio zewnętrznej spowiedzi, nie opowiadajcie z wszystkimi szczegółami grzechów powszednich. Niewiele się to przyczynia do postępu w życiu wewnętrznym, a nadto zabiera cenny czas spowiednikom i uprzykrza im życie. (Kazanie 81, s. 596)

Módl się wnętrzem

Oczywiście w bardzo wielu kazaniach mówi o modlitwie, ale raczej nie daje jakichś praktycznych wskazówek na temat postawy ciała, sposobu składania rąk, oddychania, nie mówi, że trzeba się modlić tak czy siak. Przede wszystkim zachęca do modlitwy wewnętrznej, do wyciszenia i wejścia w siebie, by spotkać mieszkającego w głębi duszy Boga. Różne praktyki modlitewne mogą temu pomagać, ale na pewno, według Taulera, w modlitwie nie chodzi o wyrobienie jakiejś normy odmówionych formuł.

Święci i Doktorzy powiadają, że modlitwa jest wznoszeniem się ludzkiego ducha do Boga. Czytania zaś i modlitwa ustna niekiedy pomagają do tego i z tego powodu zasługują na uznanie. Jak płaszcz i ubranie, nie będąc mną samym, służą mi, tak samo wszelka modlitwa ustna: choć (sama w sobie) nie jest modlitwą, jest pożyteczna o ile niekiedy prowadzi do prawdziwej modlitwy – takiej mianowicie, w której duch i serce wznoszą się bezpośrednio do Boga. To tylko i nic innego stanowi istotę prawdziwej modlitwy. (Kazanie 24, s. 189)

W tym nacisku na modlitwę wewnętrzną jest on niekiedy bardzo radykalny, ale zapewne stoi za tą jego nauką i osobiste doświadczenie duchowe, i dojrzałość kierownika duchowego.

Jeśli przeszkadza ci jakakolwiek praktyka, jakaś zewnętrzna modlitwa czy zewnętrzne uczynki, na moją odpowiedzialność zaniechaj ich bez obawy. Wyjątek od tego stanowią ci, którzy zobowiązani są do określonych godzin kanonicznych. (Kazanie 15a, s. 129)

Jednak i tu dochodzi do głosu jego realizm i umiarkowanie. Dlatego ma szacunek i uznanie dla różnych zewnętrznych form modlitwy, o czym mówi wielokrotnie.

Nie wszyscy potrafią modlić się w duchu, niektórzy muszą posługiwać się słowami. W tym wypadku zwracaj się do naszego Pana w sposób miły i przyjazny, i w najserdeczniejszych słowach, jakie potrafisz znaleźć, a to rozpalać będzie twoją miłość i serce. Proś Ojca niebieskiego, żeby przez swego jednorodzonego Syna sam On w najmilszy sposób stał się przedmiotem twojej modlitwy. A kiedy znajdziesz tę formę modlitwy, która bardziej niż wszystkie inne tobie się podoba i rozpala twoją pobożność, wybierz ją właśnie i trzymaj się jej, jakakolwiek by ona była. Może to być nawet rozważanie własnych grzechów i wad. (Kazanie 17, s. 143)

Szukaj Boga

Przemawia do mnie mocno (i nieraz zawstydzająco) trzeźwość i krytycyzm w ocenie życia duchownych, księży i zakonników. Z ubolewaniem mówi o tych, którzy przez trzydzieści czy czterdzieści lat żyją ślizgając się po powierzchni wiary nie doświadczając autentycznego spotkania z Bogiem. Nieraz wypowiada się na ten temat bez znieczulenia:

Dobrze sobie zdaję sprawę z tego, że te fałszywe pozory, ten zakłamany styl życia, znaleźć można tera u wszystkich zakonników; życie zewnętrzne, z pozoru dobre, oparte na zmysłach, życie po omacku. Wiem też, że ludzie żyjący w świecie, małżonkowie i wiele wdów, przewyższają ich i to znacznie. (Kazanie 18, s. 153)

Wreszcie bardzo ważny jest dla mnie apofatyzm Taulera (czyli uznanie faktu, że Bóg jest w gruncie rzeczy niepoznawalny dla człowieka; można o Nim wiedzieć i powiedzieć tylko tyle, ile Bóg sam zechce objawić, a i to dotyczy tego, co Bóg czyni dla świata i człowieka, a nie tego, kim i jaki jest Bóg sam w sobie; poznajemy Go „niejasno i w zwierciadle”).

Bóg nie jest niczym z tego, co możesz o Nim powiedzieć. Jest On ponad wszelką formą, wszelką istotą, wszelkim dobrem, a niczym z tego wszystkiego, co możesz o Nim poznać i czym Go możesz nazwać. Jest On ponad tym wszystkim, wyżej niż wszelki ludzki umysł; nie jest ani wysoko, ani nisko, nie jest jak to lub tamto, lecz ponad wszelkimi określeniami. W tym Bogu nieznanym szukaj spoczynku i nie pragnij rozkoszy ani oświeceń… Nie zatrzymuj się przy żadnym świetle, które w tobie się roznieca… Nie zwracaj się ku niemu w poszukiwaniu spoczynku. Cokolwiek by to było, nie pytaj już ani nie szukaj, lecz pozostań nisko i zanurz się w twoją niewiedzę oraz w jej pragnienie, a oderwany od wszystkiego trwaj przy ukrytym, nieznanym Bogu. (Kazanie 54, s. 418)

I nie chodzi o to, żeby z powodu niepoznawalności Boga nie zawracać sobie Nim głowy. Rzeczy w tym, że można Go doświadczać, nawet jeśli nie jesteśmy w stanie poznać, nazwać, wydedukować, opowiedzieć o tym doświadczeniu, a czasami nawet go sobie uświadomić. Na przykład w kazaniu na uroczystość Trójcy Świętej Tauler mówi tak:

Jak władza poznawcza najwyższego serafina przewyższa poznanie osła, tak samo – owszem, nieskończenie bardziej jeszcze, tysiąc razy bardziej, tajemnica Trójcy Świętej przewyższa wszelkie poznanie i wyobrażenie. Dlatego św. Dionizy mówi: Wszystko co można o tej tajemnicy powiedzieć, nie jest prawdą w ścisłym tego słowa znaczeniu i bliższe jest kłamstwa niż prawdy. (Kazanie 28, s. 213)

Niemniej jednak szukanie, dążenie do poznania, próby przekazania tej marnej, a przecież wzniosłej wiedzy są potrzebne, a nawet konieczne. Poniższe słowa, także z kazania na Trójcę Świętą, mogą być pocieszeniem dla każdego kaznodziei (i nie tylko):

Nie sposób znaleźć jakieś odpowiednie słowa, by mówić o tej chwalebnej Trójcy, a przecież coś o Niej powiedzieć trzeba. Dotrzeć jednak do tego, o czym mamy mówić, do tej wzniosłej i niepoznawalnej trójcy, jest równie niemożliwe, jak głową sięgnąć nieba. (Kazanie 29, s. 219)

A o uczonych teologach, którzy próbują zgłębić tajemnice wiary, dyskutują o nich i nauczają, Tauler powiada tak:

Mimo swej niewiedzy powinni oni jednak otrzymać zezwolenie na sylabizowanie tej tajemnicy, w wypadku gdy Kościół święty narażony jest na niebezpieczeństwo z powodu błędnych nauk. (Kazanie 28, s. 214).

Jest jeszcze wiele innych rzeczy, o których mógłbym wspomnieć, na przykład o szacunku dla słowa i Słowa, o rodzajach duchowej niewoli, o cierpliwości wobec siebie i Boga itp. Oznaczałoby to jednak przytoczenie połowy, a przynajmniej jednej trzeciej wszystkich kazań. Bo mało jest w moim egzemplarzu takich stron, które nie byłyby obficie pokreślone i upstrzone uwagami na marginesach, a to znak, że jest tam coś ciekawego i wartościowego. Niech zamiast tego wszystkiego wystarczy jedno zdanie – najpiękniejsze i najbardziej chyba fascynujące dla mnie (i, jak wierzę, absolutnie prawdziwe!):

Bóg pragnie nas naprawdę tak bardzo, jakby od nas zależało całe Jego szczęście i Jego istnienie. (Kazanie 65, s. 493)

Jan Tauler, „Kazania, tom I”, wydawnictwo „W drodze”.

800pro0596ik