Panie, Ty jesteś prawdziwie Zbawicielem świata; daj nam wody żywej, abyśmy nie pragnęli.

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Chrystus umarł za nas, gdy byliśmy jeszcze grzesznikami
 Chrystus umarł za nas, gdy byliśmy jeszcze grzesznikami

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Przy studni

 Tomasz Golonka OP

 Wj 17, 3-7 • Ps 95 • Rz 5, 1-2. 5-8 • J 4, 5-42

Czasem ktoś do mnie mówi: „Życzę spełnienia wszystkich pragnień”. „Dziękuję pięknie”, odpowiadam, ale zaraz dodaję, że może jednak nie wszystkich. Innym razem słyszę, że „Pan Bóg zaspokaja wszystkie nasze pragnienia”. „No nie wszystkie”, myślę od razu. Bo nie wszystkie warte są tego, by je zaspokajać. Poza tym wiele z nich jestem w stanie sam rozpoznać i zaspokoić. Więc nie ma powodu, by wszystko zwalać na Pana Boga. Trzeba robić swoje.

Odnoszę czasem wrażenie, że zamiarem „tego świata” jest rozbudzanie naszych pragnień i podsuwanie kolejnych „dóbr”, które mają je zaspokoić. Błędne koło. Tymczasem pragnienia potrzebują nie tylko zaspokajania, ale i wychowania, czasem nawet odmowy – chwilowej albo całkowitej. Nasze pragnienia potrzebują, a raczej my potrzebujemy, nie tylko gratyfikacji, ale i frustracji, byśmy sobie z naszymi pragnieniami poradzili. I dotyczy to także tych pragnień, które nazywamy pragnieniami duchowymi.

O jakich więc pragnieniach Pan Jezus rozmawia z Samarytanką przy studni? Nie o jakichkolwiek. Również nie o takich, które Samarytanka może zaspokoić sama. Pan Jezus rozmawia o pragnieniach właściwych naturze człowieka. Mówi, że natura człowieka jest spragniona sama w sobie, że jest tak stworzona, by była spragniona. Jezus mówi o takim spragnieniu, które zaspokoić może tylko Bóg. Desiderium naturale Dei – naturalne pragnienie Boga.

Jestem w pułapce swojego pragnienia. W pułapce Boga. Nie sposób żyć bez zaspokojenia przez Niego. Każdy, kto to odkrył i z tą „studnią” żyje, i broni jej, by niczym innym ani nikim innym jej nie zaspokajać, jak tylko Bogiem, umie rozróżnić, czego nie warto, co warto i co trzeba zrobić samemu, oraz co warto i można „rozegrać” tylko z Bogiem.

 

Panie, daj mi tej wody, abym już nie pragnęła
Panie, daj mi tej wody, abym już nie pragnęła

Daj mi tej wody

Cyprian Klahs OP

Wj 17, 3-7 • Ps 95 • Rz 5, 1-2. 5-8 • J 4, 5-42

Ludzie po pijanemu są bardzo skorzy do rozmów o Bogu – opowiadają o swojej pobożności, wyznają grzechy, okazują skruchę, dociekają. Dlaczego? Puszczają pewne bariery i – choć po pijanemu – wychodzi wtedy na jaw wpisane głęboko w człowieka pragnienie Boga. Po wytrzeźwieniu zwykle nic z tego nie zostaje, a pytanie wyniesione lekkością alkoholu na powierzchnię zapada jeszcze głębiej. Objawia się jednak ważna prawda – prawda pragnienia, którego ani piwo, ani wódka nie ugasi.

To pragnienie było też w Samarytance. Próbowała je zaspokoić przez liczne, ale krótkotrwałe związki z mężczyznami. Przypuszczalnie za jakiś czas ten, z którym właśnie była, także odszedłby w bardziej czy mniej dramatyczny sposób. I może pojawiłby się następny…

Na rozmaite sposoby człowiek próbuje zaspokoić w sobie to najgłębsze pragnienie, a przynajmniej je zagłuszyć i oszukać. Tym razem stało się inaczej.

Przy studni spotkała Jezusa. I spotkało się pragnienie z pragnieniem – Jezusowe „Daj mi pić” i jej „Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła”. Pragnienie człowieka i pragnienie Chrystusa – pragnienie, które na tym polega, żeby zaspokoić tamto pragnienie, żeby nasycić człowieka.

Najpierw jednak potrzebne było wyzwolenie i oczyszczenie tego pragnienia Samarytanki. Dlatego Jezus rozmawia z nią o tym, co jest jej problemem. Nie po to, żeby ją upokorzyć i żeby zabolało, lecz po to, by uzdrowić.

Dlaczego? Bo takie są prawidła spotkania z Jezusem. Z Nim nie można się spotkać powierzchownie. Tylko człowiek autentyczny spotka się prawdziwie z Jezusem. Z Nim trzeba usiąść przy studni życia i podjąć dialog, autentyczną rozmowę. Wobec człowieka możemy, a nieraz musimy, zachowywać swoje tajemnice, stosując różne zasłony. Wobec Jezusa tak się nie da, bo zawsze takie spotkanie będzie zafałszowane. Dlatego Chrystus prowadzi Samarytankę przez jej życie, opowiada jej wszystko, co przeżyła, ale z innej, Bożej, perspektywy. I oto odsłania się nowa historia jej życia. Zostaje uwolnione jej pragnienie, co prowadzi do tego, że mówi: „Daj mi tej wody!”.

Trzeba pozwolić Chrystusowi opowiedzieć swoje życie na Jego sposób, trzeba pozwolić, żeby On w nas wyzwolił to najprawdziwsze i nienasycone pragnienie – pragnienie samego Boga. Żebyśmy nie musieli się błąkać od studni do studni i wciąż doznawać porażek.

 

Czy Pan jest rzeczywiście wśród nas, czy też nie?y
Czy Pan jest rzeczywiście wśród nas, czy też nie?

Możemy oddać miłość

Michał Pac OP

Wj 17, 3-7 • Ps 95 • Rz 5, 1-2. 5-8 • J 4, 5-42

U początku dzisiejszej Ewangelii leży nieporozumienie. Samarytanka jest przekonana, że może dać pić Panu Jezusowi i trudno jej uwierzyć („Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka”), że to właśnie On da jej pić wody żywej. W każdym z nas zaszczepiona jest pycha, która podpowiada nam, że możemy coś dać Panu Bogu. I dajemy Mu naszą obecność na Eucharystii, modlitwę, dobre czyny, przezwyciężanie grzechów. I wierzymy, że w zamian za to należy nam się miłość Boga i życie wieczne.

C.S. Lewis pisze, że z chwilą, gdy zaczynamy wierzyć, że Bóg nas kocha, wewnętrzny impuls każe nam natychmiast uwierzyć, iż Bóg czyni to nie dlatego, że jest miłością, ale dlatego, że my jesteśmy istotami godnymi kochania. Gdy już to dostrzeżemy, myślimy, że Bóg nas kocha, bo wielkodusznie żałowaliśmy za nasze grzechy. Potem ofiarowujemy Bogu naszą pokorę, sądząc, że wzbudzi ona Jego podziw. Wreszcie pokornie stwierdzamy, że brak nam pokory. A gdzieś na dnie tego wszystkiego tkwi uparte poczucie własnej atrakcyjności, która zasługuje na Bożą miłość. I to właśnie jest nieporozumienie.

Nie możemy Panu Bogu nic ofiarować, ponieważ wszystko, co posiadamy, nasze umiejętności, zdolność myślenia, całe nasze życie, otrzymaliśmy i nieustannie otrzymujemy od Boga. Próby obdarowywania Go czymkolwiek, a tym bardziej szantażowania na zasadzie: „jeśli będziesz mi błogosławił, to będę się modlił, będę chodził do Kościoła, złożę ofiarę na pobożny cel”, są śmieszne. Przypominają postawę dziecka, które przychodzi do ojca i mówi: „Tato, daj mi 20 zł na prezent imieninowy dla Ciebie”. Oczywiście ojciec daje te 20 zł i cieszy się z prezentu. Nikt myślący nie powiedziałby jednak, że ojciec zarabia na tej transakcji 20 zł.

Ale paradoksalnie, Pan Jezus przychodzi do Samarytanki i prosi ją: „Daj mi pić”. Jest zatem coś, co możemy Mu dać. Tym czymś jest nasza miłość. Pan Jezus nie pragnie wody, ale naszej miłości. O tę miłość będzie w najbardziej dramatyczny sposób błagał, gdy, tuż przed śmiercią, zawoła z krzyża: „Pragnę!”. Bóg obdarował nas wolnością, która sprawia, że otrzymaną od Niego miłość możemy Mu oddać albo oddania jej odmówić. Nic, co otrzymujemy od Boga, nie jest naszą własnością i dlatego trudno mówić, że możemy coś Mu dać. Ale ponieważ z całą pewnością możemy odmówić Bogu naszego serca, naszej woli i całej naszej istoty, to również możemy w tym znaczeniu Mu je ofiarować. Tej właśnie naszej miłości, co więcej, nas samych, Chrystus pragnie. Samarytanka to zrozumiała, ale czy my to rozumiemy?