Jak powstała antyfona o naszym Założycielu.

Od XIV wieku do dziś powszechnie, choć nie w każdym kościele dominikańskim, bracia śpiewają antyfonę O Lumen Ecclesiæ ku czci św. Dominika. Dawniej śpiew wykonywano w trakcie procesji po komplecie (ostatniej wspólnej modlitwie chórowej). Współcześnie i procesja, i śpiew mają miejsce wieczorem, po wspólnie odprawianych nieszporach.

Antyfona jest krótka, zawiera tylko 17 słów, jeśli pominiemy pierwszą literę apostrofy – „O”. Dzięki temu, jak w soczewce zbiera najważniejsze rysy duchowego portretu założyciela zakonu. Gdy przyjrzymy się historii antyfony, okaże się, że wcale tak być nie musiało. Zacznijmy zatem od historii.

Nieco historii z przymrużeniem oka

Po raz pierwszy oficjum, czyli pełen tekst modlitw na uroczyste wspomnienie świętego, wykonano w kościele (wówczas jeszcze) pod wezwaniem Świętego Mikołaja w Bolonii – a gdzieżby indziej, skoro tam właśnie spoczywa Dominik – 5 sierpnia 1234 roku. Bracia nie mieli wiele czasu na przygotowanie tekstów liturgicznych. Kanonizacja miała miejsce niespełna dwa miesiące wcześniej.

Może właśnie dlatego teksty mszy na uroczystość w zasadzie pokrywają się z tekstami wspólnymi, zatem tymi, które odmawia się w wypadku wspomnień innych świętych. Troszkę to smutne, bo inni święci rzadko kiedy byli założycielami zakonów, w których zbierała się kulturalna i intelektualna elita Kościoła ówczesnej Europy. Bracia jednak nie pokwapili się, by komponować szereg nowych modlitw mszalnych. Uznali, że te ogólne są wystarczająco dobre.

Na pierwszy rzut oka, z interesującą nas antyfoną w zasadzie było jeszcze gorzej. Melodii do O Lumen, przewidzianej przecież do śpiewu w najbardziej uroczystym momencie nieszporów: przed Magnificat (Kantykiem Maryi „Wielbi dusza moja Pana”), nie skomponowano. Owszem, nie sposób było dać braciom samego tekstu, dlatego dostali i nuty.

W tamtym czasie nikomu nie przychodziło do głowy, by uroczyście sprawowaną liturgię recytować, czyli czytać rytmicznie na jednym tonie. Wszystko musiało być zaśpiewane. Była zatem i melodia, ale jak się szybko okazało, wszyscy bracia skądś ją znali. Znać musieli, bo była żywcem przepisana z innego miejsca w liturgii, a świetnie je kojarzyli, ponieważ było patronalnym świętem kościoła, w którym modlili się codziennie.

Mianowicie melodię zapożyczono ze wspomnienia św. Mikołaja Cudotwórcy, z antyfony O Christe pietas. Melodia zatem miała przeszło dwieście lat, skomponował ją normandzki opat z Saint-Pierre-sur-Dive w XI wieku.

Co prawda, sytuacje, gdy ktoś adaptował melodię z jednego oficjum do drugiego, zdarzały się dość często. Wystarczy, że zanucicie pod nosem Sanctus z tak zwanej ósmej mszy, czyli Missa de Angelis i znów traficie na melodię zacnego opata, a przy okazji okaże się, że umiecie już śpiewać O Lumen.

Pozostawmy na chwilę melodię. Z tekstem nie jest dużo lepiej. Okaże się, że i tu dominikanie – jak wspomniałem – intelektualna elita Europy nie wznieśli się na szczyty kreatywności. Sięgnęli tym razem do tekstu o świętym Augustynie. Znamy go z odpisu znajdującego się w kodeksie z Montpellier, przechowywanym w bibliotece wydziału medycyny pod wdzięczną sygnaturą F-MO H 196 (folio 352v-353r).

Ilustracja F-MO H 196 Faculté de Médecine, Montpellier, France, f. 352v-353r.

Sam kodeks jest późniejszy niż rok, który wspominamy, pochodzi bowiem z około 1280 roku. Zawiera jednak zbiór tekstów i melodii starszych od siebie. To oczywiste, zanim coś spisano, musiało być jakiś czas w obiegu. Akurat interesująca nas modlitwa do św. Augustyna nie była zbyt popularna. Nie trafiłem na nią w innych dokumentów z tamtego czasu. Jednak, z wyjątkiem jednej frazy pokrywa się całkowicie z O Lumen, a fakt, że jest bardziej rozbudowana, ma spójniejszą formę i treść, świadczą o jej wcześniejszym rodowodzie.

Choć dziś księga z modlitwą znajduje się w Montpellier na wydziale medycyny, wcześniej była używana w Saint-Loup de Troyes w Szampanii, a powstała pewnie w Paryżu. Tam też należałoby szukać innych kopii modlitwy. Okazałoby się pewnie, że jakiś poczciwy brat z Paryża uczestniczył w tworzeniu modlitw o św. Dominiku i niewiele myśląc wykorzystał tekst o św. Augustynie. Dla wnikliwych podaję oba teksty dla porównania:

O lumen Ecclesiae,
Doctor veritatis,
Rosa patientiae,
Ebur castitatis,
aquam sapientiae
propinasti gratis:
Praedicator gratiae,
nos junge beatis.

O presul eximie,
Doctor veritatis,
Tu lumen ecclesie,
Tu norma sanctitatis,
Tu rivos sapientiæ
Propinasti gratis
In plebe melliflue.
Tu nos cum beatis,
Summum decus presulum,
Pater Augustine,
Duc ad cœli gaudium,
Mansuros sine fine!

Może prościej będzie porównać tłumaczenia. Są robocze i z pewnością niepoetyckie. Do analizowania jednak prostsze. Przyznam się tylko, że w O Lumen zastąpiłem niezgodnie z regułami gry jedno słowo. Nie mogłem jakoś pogodzić się z tym, że kość słoniowa współgra z czystością, dlatego zamieniłem „ebur” na marmur.

O światło Kościoła,
Nauczycielu prawdy,
Różo cierpliwości,
Marmurze czystości,
Wodę mądrości
Darmo rozlewasz.
Kaznodziejo łaski,
Włącz nas w szeregi błogosławionych.

 

O biskupie niezrównany,
Nauczycielu prawdy,
Tyś światłem Kościoła,
Tyś miarą świętości,
Ty rzeki miodne mądrości
Ludowi darmo rozlewasz.
Ty nas z błogosławionymi,
Najwyższy wodzu i pasterzu,
Ojcze Augustynie,
Wiedź do radości niebios,
trwających po wiek wieków ninie.

Dotychczas sugerowałem, że dominikanie nie dołożyli dosyć starań, by uczcić swojego świętego założyciela odpowiednio bogatym, pięknym i przede wszystkim nowym oficjum. Takie podejście jest zupełnie nieuzasadnione. Zdaję sobie z tego sprawę. Uznałem jednak, że przy okazji uroczystości można troszkę pożartować z braci i nieco utrzeć im nosa. Przecież zawsze to robimy, gdy spotykamy się wspólnie i świętujemy z lampką wina w dłoni i dobrym nastrojem w sercu. Uszczypliwe i dość niewyrafinowane żarty są jedną z tych niechlubnych cech, po których poznaje się współczesnego dominikanina.

Interpretacja bardziej na poważnie

Faktów jednak nie przeinaczyłem. Rzeczywiście: 1) msza święta o Dominiku jest prawie cała oparta na tekstach wspólnych, 2) tekst O Lumen to wybór fraz z wcześniejszej antyfony na wspomnienie św. Augustyna, 3) melodia O Lumen jest wierną kopią antyfony na wspomnienie św. Mikołaja. Sądzę, że każdy z punktów mówi nam coś o tym, jak bracia w XIII wieku postrzegali św. Dominika.

Po pierwsze, sam Dominik chciał być pochowany pod posadzką kościoła, jak mówił „pod stopami braci”. Był i jest człowiekiem pokornym. Kimś kto nie szukał szczególnych względów. Całe życie spędzał skupiony na misji. Głoszenie stało się jego tożsamością. Odrzucał zaszczyty, pozbył się majątku, założył zakon żebraków. Czy ktoś taki zabiegałby o specjalną mszę z tekstami o nim? Nigdy.

Myślę, że bracia – świadomie lub nie – spełnili jego oczekiwanie skromnego oficjum. Takiego, które jakby zlewa się z innymi tekstami mszy odprawianych w ciągu roku, przy wspomnieniach wielkich i małych świętych.

Po drugie, nawiązanie w modlitwie O Lumen do osoby św. Augustyna jest jak najbardziej trafionym zabiegiem. Dominik wybrał regułę św. Augustyna, by na niej osadzić swój zakon. Tekst Biskupa z Hippony stał się fundamentem wszelkich praw obowiązujących kaznodziejów.

Jest tak do dnia dzisiejszego. Księgę Konstytucji otwiera Reguła św. Augustyna. Dziedzictwo, które otrzymaliśmy od Dominika i które jest jednym z najwyrazistszych śladów decyzji i osobowości naszego założyciela. Bracia tworzący modlitwy brewiarzowe na święto swojego ojca dyskretnie zaznaczyli coś więcej. Podobieństwo Dominika i Augustyna: świateł Kościoła, nauczycieli prawdy, darmo dających wodę mądrości, orędowników, którzy mogą zapewnić nam wstąpienie w szeregi zbawionych.

Po trzecie, melodia ze święta św. Mikołaja nawiązuje nie tylko do miejsca, w którym Dominik został pochowany i w którym czczony jest do dziś. Sugeruje duchowe powinowactwo czasowo i przestrzennie odległych od siebie postaci. Dominik i Mikołaj byli i są hojnymi dla ubogich cudotwórcami, którzy nie szczędzą wysiłków, by uchronić od grzechu, wydobyć z nędzy i pokierować do prawdy.

Mikołaj znany był ze swojej dyskrecji, która nie powstrzymała go przed dokonywaniem zdumiewających cudów. Cuda natomiast nie pozbawiły go pokory. Dominik, który nocami modlił się za grzeszników, a w dzień szafował mocą Bożą, jest więcej niż podobny do patrona, przy którego kościele założył klasztor dla braci.

Jedna fraza

W tekstach O LumenO presul dostrzegliście z pewnością frazę, która nie została zaczerpnięta z Augustyńskiego pierwowzoru, za to dumnie brzmi w antyfonie ku czci świętego Dominika: „Kaznodziejo łaski”. Oto kwintesencja średniowiecznego kunsztu – uważna dbałość o detal. Często budowniczowie kościołów, malarze fresków, czy też kompozytorzy modlitw liturgicznych – wierni kanonicznym, wzorcowym formom – dodawali jeden drobiazg, by przez niego wyrazić wszystko to, co chcieli powiedzieć. Nie burzyli tradycyjnej formy, nadając jej osobisty wyraz.

Tak jest i w tym przypadku. Najbardziej charakterystyczny rys świętego został wypowiedziany jakby we wtrąceniu. Dla średniowiecznych, pieczołowicie dbających o szczegóły i detale, ten jakby mimochodem dodany ozdobnik wręcz krzyczy. Oto sedno, streszczenie, znak rozpoznawczy naszego ojca. Był i jest głosicielem łaski Bożej.

„Łaska” jest słowem nadużywanym, dlatego też przestaje być słyszane. Tak często się powtarza w różnych tekstach religijnych, że aż zapominamy, co rzeczywiście oznacza. Proponuję przywrócić mu znaczenie. Łaska jest działaniem Boga, czyli Boskim aktem, na który ani nie zasługujemy, ani nie możemy go pojąć, a mimo to jest nam dany z mocą i za darmo (łac. gratis).

Dalej, łaska jest wdziękiem (łac. gratia), który pociąga ku Niemu nikogo nie zmuszając. Podobnie, jak pełen wdzięku żaglowiec przykuwa wzrok zgromadzonych na nabrzeżu zdumionych widzów. Nikogo nie zmusza, a zarazem nikt nie może oderwać odeń oczu.

Dominik był i jest głosicielem pełnego wdzięku działania Boga. Tak zapamiętali go bracia, takim go poznajemy w zakonie.

https://www.youtube.com/watch?v=ELnHchI-37g