Prowadzą go dominikanki. Brakuje im pół miliona złotych.

Zakon Dominikański zwykle kojarzy się z działalnością w dużych akademickich miastach i z duszpasterstwem świata intelektualistów. „Co w takim razie, wy dominikanki robicie tu na wsi wśród niepełnosprawnych intelektualnie?” To częste pytanie naszych gości w Broniszewicach.

Skoro mamy głosić Słowo wszędzie, wszystkim i na każdy sposób zgodnie z poleceniem Ojca Dominika to czujemy się posłane, aby BYĆ z tymi, którzy Słowa głoszonego z ambony nie usłyszą i nie zrozumieją.

Dlaczego? Bo nie słyszą, nie widzą, nie chodzą. Chłopcy w Broniszewicach to dla wielu osób z zewnątrz zwyczajne roślinki, z którymi nie ma kontaktu. A dla nas, sióstr, to nasi synowie, dla których żyjemy, których kochamy, którym chcemy przekazać, jak bardzo są ważni dla Boga.

Wśród nich jest dwuletni Mikołaj, który urodził się z obecnością 1,5 promila alkoholu we krwi i już na trwałe ma uszkodzone funkcje mózgowe. Jest z nami 12-letni Jarek, dla którego Broniszewice to już piąte miejsce życia, bo zrezygnowali z niego jego rodzice, potem rodzina zastępcza, potem dom dziecka, a następnie dom pomocy społecznej. Kiedy Jarek trafił do nas, zabrałyśmy go na krótką wycieczkę samochodem i jego pierwsze pytanie brzmiało: „Siostro, a czy ja tutaj wrócę?”

Od ponad 20 lat służę osobom niepełnosprawnym. Razem z moimi siostrami, razem z wolontariuszami i współpracownikami świeckimi nie widzimy niepełnosprawności Chłopców. Czymś naturalnym jest powiedzenie, że Krystian idzie do szkoły, choć jeździ do niej na wózku. Czymś zwyczajnym jest przygotowywanie do I Komunii Świętej Piotrusia i Pawełka, którzy nie widzą, nie chodzą, nie mówią, a ich niepełnosprawność intelektualna jest w stopniu głębokim. Przystępują do sakramentów pomimo, że nie recytują „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Maryjo” i 10 przykazań Bożych. Nie możemy uznawać ich za nieświadomych tylko na podstawie tego, że nie mówią. Ich świat wewnętrzny może być o wiele bogatszy niż nasz. I to po naszej stronie leży wysiłek, aby do nich dotrzeć i jak najlepiej poznać i zrozumieć.

Głoszenie Boga naszym Chłopcom odbywa się często bez słów, przez przytulenie z miłością, gdy któryś z nich odnosi sukces bądź płacze, albo drży z powodu ataku epilepsji….. Przez głaskanie z czułością po policzku Piotrusia „roślinki”, który choć nie widzi nagle odwraca twarz w moją stronę i się uśmiecha. Klękanie przed dwudziestolatkiem, żeby mu wymyć niezbyt pachnące nogi, bo z powodu niedowładu sam nie jest w stanie tego zrobić, wcale nie upokarza, ale uwierzcie, daje radość, że się go uwalnia z zakłopotania.

Dostrzegam, jak bardzo osoby niepełnosprawne są potrzebne współczesnemu światu. Są równowagą dla tej części ludzkości, która jest zajęta pogonią za pieniądzem, wykształceniem, znaczeniem, dla ludzi, którzy wartość innych postrzegają poprzez ich produktywność czy piękno zewnętrzne. Bo osoby niepełnosprawne żyją po to, by kochać, by czekać na innych, by się cieszyć drugim człowiekiem. Mają czas na to wszystko, na co nam zazwyczaj go brakuje.

Nasi Chłopcy z jednakową radością i zaangażowaniem witają przedszkolaka i prezydenta Polski. Są bardzo pokorni wobec cierpienia, bo nie potrafią powiedzieć czy pokazać co ich boli, musimy uczyć się ich gestów, najmniejszych ruchów twarzy czy ręki, aby zrozumieć, co chcą nam przekazać, trwa to nieraz bardzo długo. Zdają się wyłącznie na nas w każdej, choćby najprostszej swojej potrzebie i potrafią bardzo ufać drugiemu człowiekowi.

Wnoszą do świata mnóstwo spontaniczności. Idąc z nimi np. ulicą dużego miasta, czy przez galerię handlową dostrzegam jak wytwarzają wokół siebie dobrą i przyjazną atmosferę. Chłopcy bardzo otwarcie reagują na spotykane osoby. Bez żadnych oporów zaczepiają pana, żeby pogłaskać go po zapuszczonej brodzie, po czym pytają dlaczego się dziś nie ogolił? Kiedy Adrian spotka Pana w krawacie zawsze wiem, że podejdzie i pogłaszcze ten krawat. I od razu nawiązują się relacje, pęka obojętność.

Niektórzy boją się osób niepełnosprawnych intelektualnie, bo wydaje się im, że ich nie zrozumieją, że nie umieją się właściwie przy nich zachować, że bycie z nimi to posługa tylko dla wybranych. A to niepełnosprawni pierwsi wychodzą do nas i to oni przełamują w nas lęk, który nosimy na ich widok. Pokora, delikatność i spontaniczne okazywanie miłości – tym jesteśmy obdarowywane codziennie w Broniszewicach przez Chłopców.

My, ludzie Kościoła, przeznaczeni jesteśmy przez Boga do kochania i bycia kochanym. Osoby niepełnosprawne intelektualnie realizują to przeznaczenie w sposób stuprocentowy.

PS

Chłopcy z niecierpliwością oczekują zakończenia budowy NASZEGO DOMKU (tak nazywają budujący się dla nich Dom Pomocy Społecznej). Razem obserwujemy każdy etap budowy, rosnące mury, później dach, okna aż wreszcie podłogi i artystycznie układane płytki w łazienkach. Dziękujemy wszystkim za wspieranie nas. Do zakończenia budowy brakuje już tylko 550 tys. zł. Dzięki ludziom o dobrym i hojnym sercu udało się zebrać 4 mln. 450 tys.zł i w czerwcu przyszłego roku Chłopcy będą mogli zamieszkać w swoim wymarzonym domu.

www.domchlopakow.pl
www.broniszewice.dominikanki.pl