Założyciel dominikanów jako student sprzedał własne książki, by pomóc potrzebującym.

Będąc w drodze, Kościół nieustannie musi uświadamiać sobie, że na ziemi nie ma wszystkiego. Nie ma prawa do tego, aby wszystko posiadać. Oczywiście wspólnotę Kościoła Chrystus wyposażył w odpowiednie narzędzia potrzebne do zbawienia każdego z nas. Nie należy jednak zapominać o tym, iż jest do dar. A każdy z nas zaproszony jest do wdzięczności.

Na drodze, którą idziemy, powinniśmy posiadać jedynie to, co umożliwi dalsze pielgrzymowanie. To, co będziemy mieli w nadmiarze, może spowolnić naszą wędrówkę. Może spowodować, że dalej nigdzie nie pójdziemy. Z jednej strony w wymiarze zewnętrznym. Z drugiej, także wewnętrznym, kiedy przestaniemy się duchowo rozwijać i odkrywać Boga krok po kroku.

Warto w tym miejscu przypomnieć sobie czas, w którym św. Dominik postanowił stać się kaznodzieją ubogich. Poruszony ubóstwem duchowym, zdecydował się na jeszcze większe ubóstwo fizyczne. Już jako student nie wahał się sprzedać własnych książek, aby otrzymane za nie pieniądze przeznaczyć dla potrzebujących. W głoszeniu Słowa Bożego postanowił pozbyć się tego, co mogłoby stać się niepotrzebnym balastem w drodze do tych, do których posłał go Chrystus.

Podobnie, w czasie swojej wędrówki po terenach południowej Francji. Postanawia namówić legatów papieskich, by zrezygnowali z niepotrzebnego ciężaru dóbr ziemskich. Ma bowiem świadomość tego, jak przez nie nieskuteczne staje się głoszenie Chrystusa.

Doświadczenie braku, które ma każdy ubogi, będzie miało sens jedynie wtedy, kiedy pozwoli się na to, aby w nim spotkać drugiego. W drodze do własnego ubóstwa Dominik miał świadomość tego, iż nie jest ono celem samym w sobie. Namawiając do niego wysłanników Kościoła sugerował, że będzie ono sensownym jedynie wtedy, kiedy w miejscu, gdzie wcześniej gromadziliśmy wiele, znajdzie się pole do spotkania z innymi ludźmi.

Kościół, który chce głosić ubogim, sam musi stać się takim, aby znaleźć w sobie obszar do spotkania z tym, do którego jest posłany. Brak zewnętrzny pozwala zrobić miejsce na fizyczną obecność innych ludzi wokół nas. Brak wewnętrzny to umiejętność posiadania większej ilości pytań niż odpowiedzi. Może także otwartość na zaskoczenie, które może przyjść do nas z nowo napotkaną osobą.

Papież Franciszek inicjując Światowy Dzień Ubogich przypomina każdemu z nas, abyśmy stali się znakami miłości Chrystusa. Znowu nie dla samego ubóstwa, ale po to, aby spotkać się z innym człowiekiem. Dostrzeżenie w sobie braku i zauważenie go w innych może pozwolić na owocną wymianę, pisze Papież. Przeciwstawienie się kulturze odrzucenia ma prowadzić do uznania godności każdego człowieka. Przede wszystkim tego, który nic nie ma – w wymiarze fizycznym nie posiadając żadnych dóbr, oraz wewnętrznym wynikającym z niekochania, nieakceptacji czy odrzucenia.

Przypominając sobie życie św. Franciszka, o którym pisze w orędziu jego imiennik, czy wspomnianego wyżej Dominika, warto nieustannie uświadamiać sobie to, jak przekonani byli o tym, że prowadzi ich Chrystus. Wpatrzenie w Chrystusa nieustannie dodawało im odwagi w przekraczaniu własnych słabości, tak aby podążać do celu jakim jest spotkanie z Bogiem w niebie. W doświadczeniu własnego ubóstwa – braku widzieli szansę na to, aby móc się spotkać z Nim już tu na ziemi. W drugim człowieku, do których zostali posłani. Gdyby byli przeświadczeni o tym, że mają już wszystko, zabrakłoby miejsca na spotkanie.