Bywa traktowane jak dobroduszna uprzejmość, a nawet tchórzostwo. A jest odwrotnie.

Słowo „miłosierdzie”, co często miałem okazję stwierdzić, wcale nie budzi entuzjazmu wiernych, zwłaszcza gdy się ma do czynienia z chrześcijanami „w lepszym gatunku”. Mówiąc bardziej precyzyjnie: ze szczególnie chłodnym przyjęciem spotyka się ono ze strony mężczyzn, zwłaszcza tych, których ukształtowało nasze społeczeństwo ceniące umiejętność kalkulacji i skuteczność.

Słowo „miłosierdzie” budzi niezmiennie pewien niepokój, ponieważ zostało umieszczone na półce z uczuciami dwuznacznymi: wiąże się z nim postawę wyższości, wyniosłość, a w każdym razie uderzający brak ścisłości i stanowczości, prawdziwości i bardzo często sprawiedliwości. Jednym słowem, wspominając o przebaczeniu, szybko usłyszymy w odpowiedzi: „miłosierdzie, miłosierdzie… to zbyt łatwe!”. We wprowadzeniu do encykliki Jana Pawła II o miłosierdziu ojciec Bro stwierdza słusznie:

Słowo jest zdewaluowane, idea jest skażona. Mówienie o miłosierdziu spotyka się natychmiast z rodzajem dobrodusznej uprzejmości, a nawet być może tchórzostwem, w najlepszym przypadku z obojętnością albo współczuciem, okupionymi jednak niedostatkiem ścisłości, prawdziwości i sprawiedliwości. Tymczasem jest zupełnie odwrotnie: miłosierdzie jest znacznie groźniejsze niż sprawiedliwość: to nienawiść, nienawiść do zła, ale w imię dzielenia się miłością.

Twardy świat

Trzeba wobec tego odświeżyć właściwe rozumienie znaczenia słów, odkryć na nowo konsekwencje nieskończonej miłości Boga dla swojego stworzenia, wraz z Jego potęgą i Jego obietnicą odrodzenia, radości i nadziei. Tym bardziej że od czasów szkolnych żyjemy w świecie twardego, zaciekłego współzawodnictwa i selekcji, w świecie, w którym nie robi się sobie nawzajem prezentów i gdzie coraz więcej ludzi dorosłych, ale także młodych, zostaje wyrzuconych na margines społeczeństwa. Ten świat oczekuje od Kościoła wiarygodnego świadectwa, z pewnością nie słabości i łatwizny, ale wytrwałości i wierności w miłości, a więc w praktyce przebaczania.

Czy nie jest znaczące, że wraz z pierestrojką samo słowo „miłosierdzie”, usunięte z Radzieckiego słownika encyklopedycznego, pojawiło się ponownie z okazji wizyty w ZSRR Matki Teresy w 1987 roku? Zarówno „Moskiewskie Nowiny”, jak i tygodnik „Nowe Czasy” wspominały o powrocie miłosierdzia, powrocie współodczuwania, a „Wieczór Moskwy” rzucił apel: „Miłosierdzie zwraca się do was”, podkreślając, do jakiego stopnia to uczucie jest zakorzenione w rosyjskiej duszy. Czy rzeczywiście trzeba zostać pozbawionym Dobrej Nowiny na długie lata, żeby docenić jej zasięg i znaczenie?

Chrześcijanie podzieleni

Nasz Kościół nie jest zresztą ostatnim, który musi na nowo odkrywać miłosierdzie, jedyny temat łączący wspólnotę i zbliżający wiernych, którzy, o ile nie są pogrążeni w głębokiej obojętności, dzielą się według najróżniejszych kryteriów: młodzi i starsi, o różnych wrażliwościach, charyzmatycy i działacze.

Chrześcijanie są rozdarci także między religijnością powierzchowną, łatwą i nieodpowiedzialną, a skostniałym integryzmem. Jean Vanier, komentując bogactwo semantyczne hebrajskiego terminu hèsèd , który tłumaczy się często jako „miłość” lub „łaskę”, zauważa taktownie:

W naszej cywilizacji możemy być zarówno pełni czułości, ale niewierni, jak też wierni, ale bez odrobiny czułości. Miłość Boża jest zarazem czułością i wiernością. Nasz świat oczekuje wspólnot łączących czułość i wierność. One właśnie się rodzą.

Przebaczenie Jezusa

Jednak do ponownego odkrywania miłosierdzia skłania nas powód jeszcze bardziej fundamentalny: to właśnie ono stanowi centralny punkt przesłania Jezusa. Grzesznice i grzesznicy zrozumieli to natychmiast i zbiegli się zewsząd, aby ponownie zanurzyć swoje życie i ludzką godność w spojrzeniu i gestach Zbawiciela. Wiemy, że sprawa wyglądała zupełnie inaczej w przypadku skrybów i faryzeuszy. Nawet uczniowie czuli się zaniepokojeni koniecznością wykazywania się tak wielkim „nieumiarkowaniem” w miłości i przebaczaniu.

Wtedy podszedł Piotr i zapytał: „Panie, ile razy mam przebaczyć bratu, jeżeli wobec mnie zawini? Czy aż siedem razy?”. Jezus mu odpowiedział: „Nie twierdzę, że siedem, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy”.

Jest oczywiste, że zobowiązanie do przebaczania znalazło się w samym centrum modlitwy, którą Jezus zostawił swojemu Kościołowi: „odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Człowiek wierzący powinien każdego dnia uzyskiwać przebaczenie i wybaczać, ponieważ każdego dnia potrzebuje pojednania z Bogiem i ludźmi. A modlitwa Ojcze nasz stanowi z kolei centrum celebrowania Eucharystii.

Doświadczenie przebaczenia ofiarowanego, przyjętego i udzielonego wszystkim wokół siebie jest więc dla każdego chrześcijanina etapem obowiązkowym od momentu rozpoczęcia modlitwy i udziału w Eucharystii. Oznacza to spoczywający na nas obowiązek ponownego, coraz pełniejszego odkrywania sensu i zakresu przebaczenia przez powracanie do źródeł w Pismach. Wraz z Abrahamem, Mojżeszem i Dawidem pozwolimy się zaskoczyć wezwaniu Pana. Zobaczymy, jak wokół Jezusa, w zetknięciu ze słowem i praktyką przebaczania, jedne drogi życiowe się prostują, inne plączą; Piotr zbłądzi, grzesznica narodzi się na nowo…

Porozumienie świętych

Pomiędzy Ewangelią pisaną a życiem świętych nie ma większej różnicy niż między muzyką zapisaną i muzyką śpiewaną.

św. Franciszek Salezy

Musimy się przyznać do zaciągnięcia jeszcze jednego zobowiązania: refleksja biblijna, którą przedstawiamy poniżej, jest inspirowana dwiema postaciami, w których ucieleśniła się tajemnica miłosierdzia. Pierwszą jest Dominik Guzman, założyciel Zakonu Kaznodziejskiego. Jego modlitwa przeciągała się do późnej nocy, a swoją natarczywość wobec Pana czerpał z samej miłości Boga do ludzi: „Mój Boże, moje Miłosierdzie, co się stanie z grzesznikami?”. W imię tej samej pasji dla Boga i dla ludzi Dominik pośle w XIII wieku swoich braci jako kaznodziejów na drogi ówczesnego świata i na uniwersytety.

Wspomnimy także drugą postać, kobietę, Katarzynę ze Sieny. Miłosierdzie Chrystusa zafascynowało ją w epoce (XIV wiek), w której, prawdę mówiąc, oblicze Kościoła szpeciło wiele ran: niegodni kapłani, papież wygnany do Awinionu. Miłosierdzie pobudziło ją do aktywności i skłoniło jej kontemplacyjną naturę do działania w centrum ówczesnego Kościoła na rzecz powrotu papieża do Rzymu.

Uderzyła nas trafność spostrzeżeń i rzeczowość tercjarki ze Sieny oparta na inspiracji biblijnej, tak w Dialogu o Bożej Opatrzności, jak i w jej niezliczonych listach, które wyrażają zarazem wezwania do życia bardziej zgodnego z Ewangelią, jak i jej gorącą miłość do Kościoła, na który zawsze patrzyła wyłącznie oczami wiary. Wiadomo, że to u niej kardynał Journet czerpał podstawową inspirację dla swojej teologii, trzeba byłoby nawet powiedzieć – swoją mistykę Kościoła Wcielonego Słowa.

O sobie samej Katarzyna mówiła: „La mia natura è fuoco” (Moja natura to ogień); zaproponujemy pełen pasji punkt widzenia tej kobiety na osobowości biblijne, o których opowiemy w następnych rozdziałach.

Tę książkę dedykuję pamięci mojego ojca, któremu zawdzięczam możliwość wymawiania słów „Abba! Ojcze!” z zachwytem, radością i zaufaniem.

Fragment książki Jean-Miechela Poffeta OP „Cierpliwość Boga. Esej o miłosierdziu”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa „W drodze”.